wtorek, 8 maja 2012

Pink Fizz od Maybelline czyli różowa szminka w akcji

Nie będę ukrywać, że dzisiejszy wpis jest inspirowany ostatnią notką Lady In Purple ;) Postanowiłam, że też pochwalę się jedną z moich ulubionych szminek, która na wiosnę przeżywa swój renesans. Mowa o pomadce Color Sensational od Maybelline w kolorze 143 Pink Fizz. Mam ją z wymiany od Kasi, która była tak dobra i wysłała mi aż 3 odcienie tych szminek ;) Niestety, jedna z nich mi gdzieś zaginęła i pozostałam z Pink Fizz oraz 280 Purple Glam (którą również bardzo lubię ;)). Są to produkty z dostaniem których nie powinno być problemów, cena to około 25zł za sztukę ;)

Szminka mieści się w opakowaniu, którego nakrętka pozostawia sporo do życzenia. Lubi się rysować, pękać i po kilu pobytach w torebce wygląda niezbyt elegancko. Na szczęście mocno się trzyma na samej pomadce, więc mogę przymknąć oko na to, że nie wygląda idealnie ;) Kolor, który posiadam, 143 Pink Fizz to taki koralowy róż z delikatnymi drobinkami, które pięknie mienią się w słońcu, jednak nie uskuteczniają wędrówek po całej twarzy. Nie jest to kolor, który pasuje każdemu, jednak nieskromnie wydaje mi się, że do mnie pasuje jak ulał ;)


Sama szminka nie jest za twarda, ani za miękka, nie lubię nakładać szminek bez lusterka, ale w jej przypadku wiem, że mogę sobie na to pozwolić ;) Oprócz koloru, przyjemnej aplikacji podoba mi się też pigmentacja tej konkretnej pomadki- można stopniować efekt od delikatnego do wyrazistego, na co dzień najlepiej się czuję w tym pomiędzy ;) Uważam, że jest to produkt godny polecenia, choć sporo czytałam na temat tego, że poszczególne odcienie z tej serii mocno się od siebie różnią właściwościami. Mam to szczęście, że kolory, które posiadam okazały się być przyjemne w obsłudze ;) 


A najbardziej cieszy mnie to, że pasuje idealnie do mojej ulubionej kopertówki ;)

poniedziałek, 7 maja 2012

Lirene pod oczy czyli czym nawilżam tamte rejony + cielisty lakier poszukiwany!

Ostatnio było o korektorze pod oczy więc pozostańmy w temacie (a przynajmniej okolicy ;)) oczu. Przedstawiam Wam bezzapachowy krem odżywczo-łagodzący pod oczy i na powieki do cery wrażliwej i  alergicznej z Lirene. Dostałam go w paczce od Laboratorium Kosmetycznego Dr Ireny Eris w samą porę, bo praktycznie wykończyłam poprzedni krem i mogłam od razu przystąpić do testowania :) Ten krem ma w sobie wyciąg z żeń-szenia, wyciąg ze skrzypu oraz SPF 5. Malutko, ale i tak jest to bez znaczenia, ponieważ używam tego kremu na noc ;)

Opakowanie zawiera 15ml produktu, jego cena waha się w granicach 15zł. To już mój któryś z kolei krem pod oczy, który jest zapakowany w tekturowy kartonik, do którego spokojnie zmieściłyby się jeszcze dwie takie tubki ;)

Krem ma za zadanie odżywić, nawilżyć oraz wygładzić naszą skórę pod oczami, czego dodatkowym efektem może być zmniejszenie cieni. Po 4 miesiącach regularnego stosowania noc w noc (motywował mnie do tego fakt, że krem którego wcześniej używałam nie nadawał się w okolice oczu) widzę, że skóra faktycznie jest dobrze nawilżona. Krem nie spływa, nie podrażnia oczu, nie zapycha- to kosmetyk o delikatnym działaniu, którego efekty zobaczymy dopiero przy dłuższym stosowaniu. Najbardziej ucieszyło mnie to, że po nieprzespanej nocy nie robią mi się już takie poduszeczki pod oczami :) Jeśli chodzi o jego wydajność, to starcza on na bardzo długo, bo dosłownie kropelka wystarczy, żaby zaaplikować go na powieki  i pod oczy. 


Skład: Aqua, Glycerin, Glyceryl Stearate SE, Ethylhexyl Methoxycinnmate, Methyl Gluceth-20, Dimethicone Copolyol, Glyceryl Polyacrylate, Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramerthylbuthylphenol, Chlorella Ferment, Panaxginseng Root Extract, Equisetum Arvense Extract, Centella Asiatica Extract, Phenoxethanol, Methylparaben, Propylparaben, Buthylparaben, Ethylparaben. 

***

A teraz z cyklu ogłoszenia parafialne:

http://nudecolour.com/
Od dawna mam ochotę na jakiś lakier w cielistym kolorze. Niestety zazwyczaj trafiam na totalne buble, które smużą, bąbelkują i robią się na nich odpryski zanim zdążą wyschnąć. Dlatego moja prośba do Was: macie jakieś sprawdzone lakiery nude? Poszukałam w internecie i znalazłam kilka kandydatów na mojego przyszłego cielaka, ale potrzebuję sprawdzonych informacji ;) Widziałam, że Inglot ma w swojej ofercie ładne kolory, jednak nie trafiłam jeszcze u nich na lakier, z któego byłabym zadowolona pod względem jakości (no może poza czarnym z czasów gimnazjum ;)). Cena jaka mnie interesuje to tak do 20zł- wiem, że Essie ma piękne kolory, ale tyle się naczytałam o problemach z ich aplikacją, że chyba podziękuję ;)

sobota, 5 maja 2012

Bell pod oczy czyli czym maskuję cienie

Przez długi czas uważałam, że korektor pod oczy to zbędny gadżet, teraz wiem, że głupia byłam ;) Choć to, co dzisiaj Wam zaprezentuję korektorem nie jest, ponieważ jak wiemy (albo i nie wiemy podobnie jak ja jeszcze całkiem niedawno :D) czym innym jest korektor, kamuflaż i concealer, jednak wygodniej mi operować po prostu słowem korektor ;) Pełna nazwa tego cuda to Multi Mineral Anti-Age Concealer choć na opakowaniu znajdziemy też informację w języku polskim, że jest to korektor w płynie z minerałami. Biorąc pod uwagę jego stopień krycia przychylam się do pierwszej nazwy ;) 

Z kwestii technicznych: w opakowaniu przypominającym błyszczyk mamy 9g produktu, za który zapłacimy około 10zł. Wiem, że wiele osób narzeka na jego dostępność. Najłatwiej będzie sprawdzić na stronie Bell, gdzie mają swoje stoiska, we Wrocławiu znajdziecie je w Naturach lub samodzielną wyspę w Magnolii. A jeśli w Waszej miejscowości nie ma gdzie go dostać, to zawsze pozostaje allegro :)

Do wyboru mamy dwa odcienie, ja sięgnęłam po nr 1, który jest odrobinę jaśniejszy i ma w sobie więcej żółtych tonów (a przynajmniej ja je widzę ;)). 



Opakowanie urodą nie grzeszy, najwygodniej nabiera mi się pędzelkiem płyn z tej pacynki (?), nakłada pod oczy, a następnie delikatnie wklepuje opuszkami palców. W ten sposób uzyskuję najładniejszy i najbardziej naturalny efekt. 


Jeżeli ktoś ma mocne cienie pod oczami i liczy na ich idealne pokrycie to powinien sobie ten produkt odpuścić. Mi chodziło głównie o lekkie wyrównanie kolorytu oraz rozświetlenie okolic oczu. Pod tym względem sprawdza się bardzo dobrze. Ważne jest to, że nie wchodzi on w zmarszczki oraz nie waży się, nawet gdy jest gorąco. Na mojej skórze jest bardzo trwały i wytrzymuje ze mną cały dzień. Minusem jest to, że jeśli zbyt długo będziemy się guzdrać z jego nakładaniem to zrobi się ciemniejszy na pędzelku. Nie ma tego problemu jeśli od razu nałożymy go tam, gdzie jego miejsce.


Uważam, że to świetny produkt za małe pieniądze. Warto się na niego skusić również z tego względu, że jest niezwykle wydajny. Nie można zrobić nim sobie krzywdy, za to jest nieocenionym pomocnikiem po źle przespanych nocach.