Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem pod oczy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą krem pod oczy. Pokaż wszystkie posty

piątek, 15 maja 2015

Krem pod oczy Sylveco z bławatkiem czyli pierwsze podejście do marki jak kulą w płot

Nie mam szczęścia!!!


Być może w odniesieniu do kosmetyków jest to mocno na wyrost, ale każdy, kto mnie lepiej zna wie, że jestem pechowcem. Tym razem wielką pomyłką okazało się być moje pierwsze podejście do cieszących się wielką popularnością (nie mylić z byciem osławionym) marką Sylveco. Skusiłam się m.in. na krem pod oczy z bławatkiem i powiem Wam, że znam wiele lepszych sposobów jak mogłam zainwestować tych 30zł...


Krem jest tak super natualny, eco sreko, że aż z tego wszystkiego ktoś zapomniał o tym, że powinien działać. Nakładając go pod oczy mam wrażenie, że nakładam na powieki i ich okolice wodę, która ekspresowo wyparuje i to by było na tyle. Zero nawilżenia, zero łagodzenia, zero kojenia. Zupełnie nic....


Zdecydowanie lepsze efekty przynosiło używanie pod oczy samego oleju kokosowego. Tutaj to jakaś kompletna pomyłka. Czytałam inne opinie, pozdro Zoila :D, i wiem, że nie jestem z taką opinią sama. Jedyne co mogę napisać to to, że nie mam ochoty na nic więcej od Sylveco po takim wstępie :/


Po raz kolejny zostałam bez żadnego sensownego produktu pod oczy, nic nowego. Jak nie światłowstręt to takie coś... Zmarchy są mi pisane jak nic!

poniedziałek, 3 listopada 2014

Flos-Lek żel pod oczy ze świetlkiem lekarskim i rumiankiem

Na fali marudzenia przejdę gładko do kolejnego produktu, z którego jestem wyjątkowo niezadowlona. O tym, że do kremów pod oczy nie mam szczęścia wspominałam już wiele razy. Nie spodziewałam się jednak, że przejadę się na kultowym wręcz żelu pod oczy Flos-Leku ze świetlkiem lekarskim i rumiankiem. Kupiłam go przy okazji promocji w Rossmannie, gdzie kosztowal całych 6zł. Stwierdziłam, że za tę cenę żal nie wziąć, bo w końcu co mi szkodzi. O jak bardzo się myliłam....


Żel jest bardzo gęsty, bezzapachowy, bajecznie łatwy w aplikacji. Poręczny słoiczek jest co prawda niehigieniczny, ale to chyba najmniejsza wada całego produktu. Już przy pierwszej aplikacji wiedziałam, że miłości z tego nie będzie z bardzo prostego powodu: żel okropnie skleja skórę pod oczami! Mam już kilka zmarszczek w tym rejonie i po jego aplikacji sklejają się one ze sobą, powoduje to ogromny dyskomfort... Pierwszy raz się z czymś takim spotkałam. 


Nawilżenie też jest poniżej przeciętnej. Ze względu na swoje lepkie właściwości w ogóle nie nadaje się pod makijaż, bo sklejone zmarszczki wyglądają jeszcze gorzej niż normalne. Wielkie rozczarowanie, znowu zaczynam poszukiwania świętego graala...

środa, 3 września 2014

Krem pod oczy z 5% zawartoscią mocznika Balea

Po raz kolejny trafiłam na krem pod oczy, który mnie rozczarował. Tym razem przywiozłam go sobie aż od naszych południowych sąsiadów z Czech. Krem pod oczy z 5% zawartością mocznika kupiłam w drogerii DM podczas wiosennej wizyty w Pradze. Polecało go kilka dziewczyn mieszkających w Niemczech i nabrałam na niego wielkiej ochoty. 


Wmówiłam sobie, że skoro krem do rąk z mocznikiem Isany świetnie się u mnie spisuje, to z pewnością ten pod oczy też będzie cudowny. Jakże się myliłam. Niestety, mocznik w nazwie nie gwarantuje sukcesu. 


W typowym dla tego typu produktów opakowaniu mamy 15ml kremu. Niestety za nic nie mogę sobie przypomnieć jego ceny, przeliczanie koron na złotówki też nigdy nie było moją mocną stroną ;) Z pewnością nie były to jednak duże pieniądze. 


Sam krem po prostu bardzo kiepsko nawilża. Nie szczypie w oczy, nie podrażnia, ale też nie robi nic więcej. Mam wrażenie, że mogłabym nic nie nakładać i efekt byłby podobny. Ba, olejek do twarzy Alterry nawilża mi okolice oczu o niebo lepiej...


Kolejny produkt Balei, który nie jest warty zachodu. Zostanę chyba przy ich żelach pod prysznic ;) Alverde i nasza Alterra spisują się u mnie o wiele lepiej. Z chęcią przeczytam, co Wy polecicie mi pod oczy. Obecnie używam żalu pod oczy Flos-Leku ze świetlikiem, kolejny strzał kulą w płot....

piątek, 16 maja 2014

Krem pod oczy Flos-Lek Eye Care do skóry wrażliwej

Już od dawna nie wspominałam nic o pielęgnacji okolic pod oczami. Wszystko za sprawą kremu, którego wydajność pozwoliła mi nie zaprzątać sobie głowy koniecznością zakupu czegoś nowego przez długie miesiące. Mowa tu o kremie pod oczy do skóry wrażliwej z serii Eye Care Flos-Lek. Za całkiem spore jak na tego typu kosmetyk opakowanie, bo aż 30 ml zapłaciłam w Hebe około 20zł, więc cena korzystna. 


Samo opakowanie nie wygląda zachęcająco i z pewnością nie sięgnęłabym po nie, gdyby koleżanka nie przyniosła mi kiedyś sporej odlewki tego kremu. Choć podeszłam do niego sceptycznie ze względu na zawartość parafiny, to o dziwo nie wyrządziła mi ona żadnej szkody. Co więcej, krem okazał się być dobrym nawilżaczem, który nadawał się zarówno na dzień jak i na noc. Dodam, że mam mocne cienie pod oczami, skóra jest tam nieco zmaltretowana, bo kilka razy zdarzyło mi się zbyt wysoko podjechać pod oczy TriAcnealem. Bez porządnego nawilżenia tych okolic wyglądam po prostu źle, bo zmarszczki się pogłębiają i zbiera się w nich podkład, korektor i wszystko co się da. Ogólnie, bez kremu pod oczy ani rusz ;)


Jak widać przy dziurce w opakowaniu krem jest bardzo gęsty. Potrzeba go bardzo niewiele, co w połączeniu z jego sporą pojemnością gwarantuje, że krem posłuży przez długi czas. Jego samo działanie uważam po prostu za dobre. Nie był takim koszmarkiem jak krem Pharmaceris, ale po początkowym zachwycie (spowodowanym użyciem kilku nieciekawych kremów pod rząd), zdałam sobie sprawę, że to typowy drogeryjny średniak. Nawilża w porządku, ale nie jest to dogłębne nawilżenie, które wyraźnie poprawia kondycję skóry. Nic mnie nie podrażniło, nie zapchało, ale też nie zachwyciło. To produkt typu "jak nie wiem co kupić, to kupię to".


Krem jest takim szaraczkiem w mojej kosmetyczce, bo choć sięgam po niego dwa razy dziennie, to w ogóle nie przykuwa mojej uwagi. Po zużyciu blisko całego opakowania mogę śmiało napisać, że jest dla mnie raczej koniecznością niż przyjemnością. No nic, mam nadzieję, że może kolejny krem czekający w kolejce (Balea z mocznikiem) w końcu przyniesie efekt wow. 

Podzielcie się, jakie są wasze ulubione kremy pod oczy? :)

środa, 15 stycznia 2014

Odżywczy krem regenerujący pod oczy Tołpa

Na wrocławskim spotkaniu blogerek, które miało miejsce w czerwcu dostałam całą paczkę kosmetyków firmy Topła. Jednym z nich był odżywczy krem regenerujący pod oczy. O ile pozostałe kosmetyki przypadły mi do gustu, o czym mogłyście przeczytać w ich recenzjach lub w ramach postów ze zużyciami miesiąca, tak ten krem okazał się być totalnym niewypałem.


Lubię te metalowe tubki Tołpy. Kojarzą mi się z mlekiem w tubce, które szczerze uwielbiam, i którego niestety muszę unikać. Wiele osób narzeka, że są niewygodne, ale dla mnie to świetne rozwiązanie, na wykorzystanie praktycznie 99% produktu bez rozcinania opakowania. Po prostu podwijam metalowy koniec niczym maść czy pastę do zębów ;) 


Krem przeznaczony jest do skóry wrażliwej, suchej i odwodnionej, niestety zupełnie się do takich nie nadaje z jednego powodu- praktycznie nie daje żadnego nawilżenia. Owszem, chwilę po aplikacji coś tam pod okiem czuć, jednak po paru minutach krem się całkowicie wchłania, a skóra znów pozostaje sucha. To zdecydowanie nie jest to, czego szukam w kremie pod oczy.


W tym momencie nawet fakt, że nie podrażnia oczu zdaje się nie mieć znaczenia. Co więcej, nie jestem sama z tak niepochlebną opinią na jego temat. Poczytajcie, co miała o nim do powiedzenia Zoila. Chyba nie muszę dodawać, że zdecydowanie go nie polecam ;)

Skład: Aqua, Coco-Caprylate, Squalane, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Macadamia Ternifolia Seed Oil, Peat Extract, Sodium Hyaluronate, Butyrospermum parkii (Shea Butter), Cetearyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Ceteareth-25, Honey Extract, Panthenol, Allantolin, Hesperidin Methyl Chalcone, Dipeptide-2, Palmitoyl Tetrapeptide-7, Glycerin, Steareth-20, Stearic Acid, Aluminum Starch Octenylsuccinate, Sodium Citrate, Carbomer, Sodium Hydroxide, Disodium EDTA, Benzyl Alcohol, Salicylic Acid, Sorbic Acid 

poniedziałek, 7 października 2013

Krem pod oczy Pharmaceris Emoliacti Neoscope SPF 15

Najwyższa pora na recenzję jednego z bardziej zagadkowych kremów pod oczy jakie miałam. Wcześniej stosowałam zazwyczaj te tańsze produkty Ziai, Flos-Leku czy Lirene, ale przyszła pora na coś bardziej treściwego. Krem pod oczy Pharmaceris Emoilacti Neoscope z SPF 15 kupiłam, gdy byłam w trakcie kuracji TriAcnealem i potrzebowałam solidnego nawilżenia w tych okolicach. W drogerii Hebe zapłaciłam za niego 45zł, jego pojemność to 15ml. 


Początkowo wydawało mi się, że znalazłam ideał. Jego treściwa konsystencja sprawiała, że nadawał się zarówno na dzień jak i na noc. Pozostawiał skórę miękką, nawilżoną i napiętą. Choć był gęsty to wchłania się na tyle szybko, że nie było problemu z późniejszym makijażem. Niestety im dłużej go stosowałam tym częściej pojawiał się u mnie problem, którego nigdy wcześniej nie miałam, a mianowicie światłowstręt. 


Jestem świadoma jak dziwnie to brzmi, możecie mi wierzyć jednak, że to istna udręka. Bardzo szybko doszłam do tego, kto tu jest winny. Po odstawieniu kremu przy porannej pielęgnacji problem jak ręką odjął. Jest to dziwne tym bardziej, że z założenia krem mamy stosować na dzień, a nie na noc... Nie muszę chyba dodawać, że w takiej sytuacji jego właściwości pielęgnacyjne guzik mnie obchodzą. Znalazłam w internecie kilka podobnych opinii do mojej i z całego serca radzę Wam na niego uważać. Ten produkt pozostawił u mnie wielki niesmak, z pewnością nie sięgnę już po żaden krem pod oczy tej  marki. 

Skład: Aqua, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Dimethicone, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Pentaerythrityl Tetraisostearate, Isopropyl Isostearate, Cetyl Alcohol, Hydrogenated Olive Oil Decyl Esters, Potassium Cetyl Phosphate, Butyl Methoxydibenzoylmethane, Persea Gratissima (Avocado) Oil, Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramethylbutylphenol, Polyacrylamide, Propylene Glycol, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Tocopheryl Acetate, Tromethamine, Octocrylene, Ascorbyl Tetraisopalmitate, C13-14 Isoparaffin, Sorbitol, Laureth-7, BHA, Algae Extract, Silybum Marianum (Lady`s Thistle) Extract, Phenoxyethanol, Methylparaben, Chlorphenesin, Butylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Potassium Sorbate.

niedziela, 18 listopada 2012

Pielęgnacja skóry pod oczami

Podejrzewam, że nie ja jedna traktowałam do niedawna pielęgnację okolic oczu po macoszemu. Nie ma co ukrywać, że codzienny makijaż, szczególnie nakładanie korektora pod oczy nie służy tym miejscom. Z tym, że po prostu mam worki i cienie pod oczami już się pogodziłam, miała je moja babcia, mama więc mam i ja. Z przesuszeniem powiek mogę jednak walczyć, ba mogę mu zapobiegać! :) Od kilku miesięcy stosuję się do paru zasad dzięki czemu oko wygląda na bardziej wypoczęte, a za sprawą dobrego nawilżenia opuchlizna staje się mniejsza.

Przede wszystkim nawilżam, nawilżam i jeszcze raz nawilżam. Kiedy wydawało mi się, że nakładanie żelu pod oczy z rana to jakieś fanaberie i zbędna strata czasu. Od kiedy stosuję żel do powiek i pod oczy ze świetlikiem i chabrem bławatkiem z Flos-Leku zaobserwowałam, że po takiej porannej aplikacji nie dość, że korektor trzyma się o wiele lepiej, to po prostu skóra prezentuje się o wiele lepiej. Nie ma uczucia ściągnięcia, którego tak nie lubię, a które wcześniej uznawałam że "tak musi być i już". Żel nakładam zaraz po nałożeniu kremu do twarzy i weszło mi to już w nawyk. Od tego momentu mija jakieś 20 minut zanim przystąpię do makijażu i wszystko jest już wtedy ładnie wchłonięte :)

Na zdjęciu widać również żelowe okularki. Są niezastąpione po ciężkim dniu :) Co więcej przynoszą mi sporą ulgę podczas bólu głowy. Zawsze trzymam je w lodówce, ponieważ nigdy nie znam dnia i godziny. Kiedyś nakładałam na powieki zaparzone i trzymane około 1h w lodówce torebki zielonej herbaty, ale z okularami jest o wiele mniej roboty a efekt ten sam :) Swoje dostałam od Lirene, ale są do dostania w każdym Rossmannie za około 10zł.

Jakiś miesiąc temu kupiłam nowy żel pod oczy, dokładnie kojący bio-żel ze świetlikiem z mojej ukochanej Ziai. Kosztował mnie całe 5zł czyli nieco mniej niż żel z Flos-Leku, opakowanie jest w formie identycznej tubki, jedyne co je różni to stopnień nawilżenia. Ziaja spisuje się pod tym względem lepiej niż bardzo dobry Flos-Lek czyli był to w 100% trafiony zakup :)

Moim odkryciem roku w dziedzinie nawilżania okolic oczu są olejki! Mikroskopijną kroplę nakładam co noc pod oczy i na powieki i powiem Wam szczerze, że nigdy nie miałam tak dobrze nawilżonej skóry w tym rejonach :) Trzeba jednak uważać z ilością. Ostatnio zaczęłam też iść nieco na łatwiznę i po prostu dodaję kroplę olejku do kremu do twarzy. Ten z avokado i granatem z Alterry już zużyłam, obecnie króluje u mnie paczula i porzeczka z Alverde. Próbowałam też mieszać olejek z kwasem hialuronowym aby szybciej się wchłaniał, ale albo ze mną coś jest nie tak albo po prostu nie umiem uzyskać odpowiednich proporcji, bo nigdy nie działa tak jak powinien ;)

Podzielcie się, jakie są Wasze ulubione produkty pod oczy?

poniedziałek, 7 maja 2012

Lirene pod oczy czyli czym nawilżam tamte rejony + cielisty lakier poszukiwany!

Ostatnio było o korektorze pod oczy więc pozostańmy w temacie (a przynajmniej okolicy ;)) oczu. Przedstawiam Wam bezzapachowy krem odżywczo-łagodzący pod oczy i na powieki do cery wrażliwej i  alergicznej z Lirene. Dostałam go w paczce od Laboratorium Kosmetycznego Dr Ireny Eris w samą porę, bo praktycznie wykończyłam poprzedni krem i mogłam od razu przystąpić do testowania :) Ten krem ma w sobie wyciąg z żeń-szenia, wyciąg ze skrzypu oraz SPF 5. Malutko, ale i tak jest to bez znaczenia, ponieważ używam tego kremu na noc ;)

Opakowanie zawiera 15ml produktu, jego cena waha się w granicach 15zł. To już mój któryś z kolei krem pod oczy, który jest zapakowany w tekturowy kartonik, do którego spokojnie zmieściłyby się jeszcze dwie takie tubki ;)

Krem ma za zadanie odżywić, nawilżyć oraz wygładzić naszą skórę pod oczami, czego dodatkowym efektem może być zmniejszenie cieni. Po 4 miesiącach regularnego stosowania noc w noc (motywował mnie do tego fakt, że krem którego wcześniej używałam nie nadawał się w okolice oczu) widzę, że skóra faktycznie jest dobrze nawilżona. Krem nie spływa, nie podrażnia oczu, nie zapycha- to kosmetyk o delikatnym działaniu, którego efekty zobaczymy dopiero przy dłuższym stosowaniu. Najbardziej ucieszyło mnie to, że po nieprzespanej nocy nie robią mi się już takie poduszeczki pod oczami :) Jeśli chodzi o jego wydajność, to starcza on na bardzo długo, bo dosłownie kropelka wystarczy, żaby zaaplikować go na powieki  i pod oczy. 


Skład: Aqua, Glycerin, Glyceryl Stearate SE, Ethylhexyl Methoxycinnmate, Methyl Gluceth-20, Dimethicone Copolyol, Glyceryl Polyacrylate, Methylene Bis-Benzotriazolyl Tetramerthylbuthylphenol, Chlorella Ferment, Panaxginseng Root Extract, Equisetum Arvense Extract, Centella Asiatica Extract, Phenoxethanol, Methylparaben, Propylparaben, Buthylparaben, Ethylparaben. 

***

A teraz z cyklu ogłoszenia parafialne:

http://nudecolour.com/
Od dawna mam ochotę na jakiś lakier w cielistym kolorze. Niestety zazwyczaj trafiam na totalne buble, które smużą, bąbelkują i robią się na nich odpryski zanim zdążą wyschnąć. Dlatego moja prośba do Was: macie jakieś sprawdzone lakiery nude? Poszukałam w internecie i znalazłam kilka kandydatów na mojego przyszłego cielaka, ale potrzebuję sprawdzonych informacji ;) Widziałam, że Inglot ma w swojej ofercie ładne kolory, jednak nie trafiłam jeszcze u nich na lakier, z któego byłabym zadowolona pod względem jakości (no może poza czarnym z czasów gimnazjum ;)). Cena jaka mnie interesuje to tak do 20zł- wiem, że Essie ma piękne kolory, ale tyle się naczytałam o problemach z ich aplikacją, że chyba podziękuję ;)

środa, 7 grudnia 2011

Mleczny kompres

Ziaja króluje u mnie w domu od dawna. Wielokrotnie podkreślałam, że bardzo lubię tę firmę, choć muszę przyznać, że poza kosmetykami, które uwielbiam ma też kilka bubli. Dziś opiszę Wam kosmetyk, o który nie przekonał mnie do siebie, choć do nieudanych produktów go nie zaliczę. Mowa będzie o kremie pod oczy z serii kozie mleko. Za 15ml produktu zapłaciłam 5zł.

Lekki, bezzapachowy krem przeznaczony do pielęgnacji delikatnej skóry wokół oczu. Aktywnie odżywia i uelastycznia skórę. Doskonale nawilża, tonizuje i lekko napina naskórek. Skutecznie zapobiega wiotczeniu skóry. Wyraźnie wygładza i spłyca drobne zmarszczki. 

Wstyd się przyznać, lecz był to mój pierwszy krem pod oczy. Wylądował w moim koszyku tylko dlatego, że stał przy kasie, kolejka była długa i z nudów zaczęłam czytać jego ulotkę. Krem faktycznie nie ma żadnego zapachu, fanki tego jak pachnie seria kozie mleko pewnie będą zawiedzione ;)

Nie kupowałam go jako kremu przeciwzmarszczkowego, raczej poszukiwałam dodatkowej porcji nawilżenia. W tym przypadku świetnie się sprawdza. Już niewielka ilość wystarczy, żeby skóra pod oczami była nawilżona, co sprawia, że krem ten jest bardzo wydajny. Używam go codziennie od czerwca i zostało mi jeszcze ok. 1/5 produktu.

Moje zmarszczki od ciągłego śmiania się i uśmiechania pozostały niewzruszone, jak były tak są ;) Jednak podkreślam, że nie chodziło mi o to, żeby je zmniejszać.

Nie mam oczu wrażliwych, jednak krem ten czasem sprawiał, że zaczynały mnie one piec i łzawić. Głównie z tego powodu nie kupię go ponownie i będę odradzać tym, którzy okolice oczu mają delikatne. 


Na pochwałę zasługuje opakowanie, które jest niezwykle wygodne. Precyzyjny dozownik, z którego wszystko można wycisnąć do ostatniej kropli nie zmieni jednak mojej opinii na jego temat. Uważam, że w moim przypadku jest to kosmetyk zbędny. Po zużyciu prawie całej tubki wiem, że powinnam zainwestować raczej w żel niż krem pod oczy. Tutaj moje pytanie do Was- co polecicie osobie, która długie godziny pracuje przy komputerze i wieczorem ma po prostu przemęczone oczy? Myślałam o żelu z arniką- macie z nim doświadczenie?