wtorek, 25 listopada 2014

Lakier Orly Terracotta, miłość od pierwszego malowania!

Nie licząc kosmetyków dostępnych w DM oraz Kiko nigdy nie szalałam na punkcie czegoś niedostępnego w Polsce. Zazwyczaj to, co można było kupić w naszych drogeriach w zupełności mi wystarczało. Z tego względu nigdy do mojej kosmetyczki nie trafił żaden lakier do paznokci marki Orly. Wszystko zmieniło się niedawno, gdy w prezencie otrzymałam od Anuli buteleczkę tegoż lakieru w odcieniu Terracotta. Przepadłam!


Lakier ma odcień pięknej, żywej czerwieni z dużą ilością koralowych tonów. Idealny dla mnie! Mam już w sumie kilka podobnych kolorów i każdy wielbię równie mocno :) Niby zwykła czerwień, ale ma sobie to coś ;) Mój aparat miał dużo problemów z oddanie tego koloru, na każdym komputerze też wygląda inaczej, a swatche w internecie też dają o nim mylne wyobrażenie.


Buteleczka (choć w sumie powinnam napisać butla) ma aż 18ml pojemności. To więcej niż niejeden krem pod oczy :D Oprócz pięknego koloru lakier ten rozkochał mnie w sobie łatwością aplikacji, trwałością oraz rewelacyjnym tempem wysychania. Bez żadnego topa potrzebował zaledwie kilkunastu minut, żeby wyschnąć i stwardnieć!


Czuję się w pełni zachęcona do kupienia nowych buteleczek. Nie mam porównania z lakierami Essie i chyba w końcu będę musiała się przełamać, żeby choć dla porównania mieć jedną buteleczkę. Najchętniej kupiłabym coś właśnie w takim odcieniu ;D

niedziela, 23 listopada 2014

Pat&Rub Balsam do rąk żurawina i cytryna czyli ładnie opakowane rozczarowanie

Marka Pat&Rub od dawna cieszy się wielką popularnością. Jej produkty kuszą naturalnymi składami, ładnymi opakowaniami i niestety nieco odstraszają wysokimi cenami. Przy okazji niedawnej promocji w sklepie internetowym Merlin.pl postanowiłam się przekonać na własnej skórze o co tyle szumu. Teraz już wiem, że trzeba było zostać przy Isanie z mocznikiem, a nie świrować ;]


Za 100ml kremu zapłaciłam 30zł. Od strony wizualnej nie mogę mu nic zarzucić, opakowanie bardzo mi się podoba, pompka zawsze jest mile widziana. Z resztą nie ma co tu dużo pisać, to po prostu widać ;)


Niestety, to co mnie w nim najbardziej interesuje, czyli działanie, już nie wygląda tak dobrze. Po pierwsze: krem jest tłusty i długo się wchłania, co dyskwalifikuje go do używania w ciągu dnia. Zostaje tylko stosowanie na noc, a i tu nie jest dobrze. Tuż po aplikacji dłonie wydają się miękkie i pięknie nawilżone, ale już nad ranem widać, że było to bardzo złudne. Skóra jest lekko ściągnięta, jakbym nic na nią nie nakładała. 


Tak źle i tak nie dobrze. Jak mam czas to nakładam go w ciągu dnia, ale później wszędzie zostawiam lepkie ślady ;] Drugą sprawą, która mnie mocno rozbawiła jest jego zapach. W wielu miejscach czytałam o tym, jak zachwycano się jego cytrynową, świeżą wonią. Dla mnie nie różni się ona niczym od tego, jak pachną tanie glicerynowe kremy do rąk! Jak widać opakowanie i cena robią różnicę i potrafią wpłynąć na zmysły ;) 


Zobaczymy jak spisze się masło do ciała z Pat&Rub, które też kupiłam. Nie skreślam tej firmy, ale zaliczyła u mnie niezły falstart. Mam jeszcze wielką ochotę wypróbować krem do rąk z serii Hemp z The Body Shopu i jeżeli ten też mi nie podpasuje, to nie kupię już nic innego poza Isaną ;)

wtorek, 18 listopada 2014

Alterra olejek do twarzy Granat BIO

Od dłuższego czasu w mojej łazience gości olejek do twarzy Alterra z serii Granat BIO. Kosmetyki tej marki przypadły mi do gustu już dawno temu i chętnie sięgam po różne nowości. Nie ukrywam, że połączenie niskiej ceny oraz dobrego składu działa na mnie niezwykle kusząco ;) 30 ml olejku kosztowało mnie mniej niż 10zł. Plastikowe opakowanie spisuje się na medal, dodatkowo w łazience wyłożonej od stóp do głów kaflami daje mi ono pewne poczucie bezpieczeństwa. Nie obawiam się, że w razie upadku będę musiała sobie wyjmować kawałki szła z nogi. Może i drastyczne porównanie, ale  ten, kto zbierał szkło z podłogi wie o czym mowa ;)


Olejek służył mi przez kilka miesięcy, dziś wycisnęłam z niego ostatnią kroplę. Początkowo nakładałam go zgodnie z zaleceniami producenta na wilgotną skórę twarzy. Niestety, przy regularnym stosowaniu zaobserwowałam, że na skórze pojawia się coraz więcej zaskórników. Nie chciałam się poddawać i zaczęłam sobie dawkować przyjemność nakładania tego pięknie pachnącego gagatka. Przy stosowaniu raz w tygodniu, jako maseczkę na noc, zauważyłam, że buzia rano wyglądała o niebo lepiej. Co więcej, wtedy zupełnie nie pojawiał się problem zapychania! Także raz na jakiś czas jak najbardziej, codziennie, zdecydowanie nie. 


Żeby nie ograniczać się do nakładania olejku na twarz, kilka razy nasmarowałam nim włosy. To dopiero było szaleństwo. Dawno nie miałam tak miękkich, przyjemnych w dotyku i gładkich włosów! Uważam, że o wiele lepiej by było polecać go do włosów niż na twarz. Mała ilość produktu może być w tym momencie zniechęcająca, ale zdecydowanie polecam zaryzykować ;)