środa, 16 maja 2012

Tusz mi się popsuł...

Dziś będzie trochę gorzkich żali :( Jakiś czas temu dostałam od Simply tusz do rzęs z firmy Accessorize. Nie otwierałam go od razu, żeby niepotrzebnie nie wysychał. Kiedy zdjęłam z niego folię i zrobiłam do niego pierwsze podejście wydał mi się "za mokry". Odłożyłam go do szuflady na jakiś tydzień, maksymalnie dwa i jakie było moje zdziwienie, kiedy ukazał mi się totalnie wyschnięty i zbrylony tusz!



Efekt, jaki widzicie na moim oku jest po 3 warstwach tuszu! Okropnie się teraz kruszy, nie pogrubia, nie podkręca, nie robi nic :( Jedyne co to nadaje moim rzęsom bardziej intensywny, czarny kolor. Nie wiem, dlaczego tak się stało :( Początkowo efekt dawał bardzo ładny, jedyne co mi przeszkadzało, że lekko sklejał rzęsy, chciałam go podsuszyć i mam :(



Tusz ma dość nietypową szczoteczkę, przynajmniej ja się z taką wcześniej nie spotkałam. O ile wygiętą widywałam dość często, tak totalnie płaską nigdy ;)



Na zdjęciu widać te grudki, o których wspominałam na początku. Teraz tusz nie nadaje się praktycznie do niczego... Pierwszy raz mi się coś takiego zdarzyło... 


Jak widać, rzęsy różnią się tylko kolorem. Niestety tusz ten osypuje się teraz w kilka minut, rozmazuje się i nie nadaje do niczego :( Spotkałyście się z czymś podobnym w przypadku tuszu pakowanego w folię? Wiem, że tusze z Essence często są wyschnięte, bo w sklepie klientki otwierają je i odkładają na półkę, ale w takiej sytuacji? 

wtorek, 15 maja 2012

Peeling kawowy na czysto!

Koniec semestru jest dla mnie od zawsze równoznaczny z poruszaniem się w oparach kawy. Kilka miesięcy temu dostałam od Mydlarni Tuli produkt, który zbawienną moc kawy pozwala mi wykorzystać nawet pod prysznicem. I nie, nie popijam sobie z kubeczka podczas mycia głowy ;) Za pomocą kawy ujędrniam sobie to, co najjędrniejsze nie jest ;) 

Pewnie większość z Was słyszała o peelingu kawowym. Sama od czasu do czasu się na niego kuszę, bo to dobry zdzierak. Niestety, z natury jestem leniem i gdy mogę sięgnąć po coś, co nie wymaga większego przygotowania wybieram właśnie to. Dlatego, gdy mam do wyboru peeling kawowy robiony poprzez zabawę z parzeniem kawy lub sięgnięcie po mydełko z zatopionymi drobinkami kawy, bez wahania korzystam z mydełka.


100g kostka kosztuje na stronie mydlarni 10zł. Fanki zapachu kawy będą zawiedzione, ale niestety nie ma ono praktycznie żadnego zapachu. Właściwie to jedyna jego (i to dość wymuszona) wada ;). 


Mydełko fantastycznie zdziera martwy naskórek. Skóra po jego użyciu dosłownie chłonie wszelkie balsamy nawilżające. Dodatkowo jest niesamowicie wygodny w użyciu- myjemy się niczym zwykłym mydłem, a peeling robi się sam :) 


Na powyższym zdjęciu widać drobinki, które intensywnie masują naszą skórę. Choć wyglądają niepozornie, to nie dajcie się zwieźć! ;) Potrafią porządnie wykonać to, co do nich należy ;) 

Wielkim plusem zabawy z tym peelingiem jest też to w jakim stanie po kąpieli jest wanna/brodzik. Nie ma tego sajgonu, który możemy obserwować w przypadku zabawy z domowej roboty peelingiem kawowym ;) 

niedziela, 13 maja 2012

Jam ogrodnik! Czyli jak wyhodowałam kiełki

W ramach mojego wciąż trwającego i dobrze się mającego odchudzania, znanego na tym blogu pod akcją bikini ostatnio odkryłam coś, co nie dość, że sprawia mi dużo radochy, to jeszcze służy wyższym celom ;) Zaczęłam hodować kiełki! Tak, tak - kiełki właśnie. Hodowla to może za duże słowo biorąc pod uwagę mój słoik po przetworach od mamy, ale myślę, że warto wspomnieć o tym tutaj ;) Kiełki bynajmniej nie służą mi za gotowy posiłek, ale są świetnym dodatkiem do kanapek, sałatek oraz zwykłego pochrupania. Pod moją opieką wyrosły już kiełki rzodkiewki, soczewicy oraz brokułów, jednak te pierwsze uważam za mój największy przysmak ;) Smakują dokładnie jak rzodkiewka :)


Na początku nasionka kiełków wsypujemy do słoiczka, tak, żeby przykrywały dno. Tutaj nieco mnie poniosło z ich ilością i później miały mały problem, żeby się rozwijać ;) Zalewamy je przegotowaną letnią wodą i odstawiamy na kilka godzin. W zależności od tego jakiej wielkości są nasiona muszą postać od 6-10h. Ja trzymałam jedne i drugie około 8h, jednak nie musimy nad nimi stać ze stoperem ;)


Następnie na słoik nakładamy gazę, naciągamy na nią gumkę recepturkę i odcedzamy wodę. Po odcedzeniu słoik do góry nogami najlepiej postawić na jakiś czas na suszarce do naczyń, aby woda dobrze się odsączyła. Nasionka mają być wilgotne, ale nie mogą pływać, bo wtedy wszystko nam zapleśnieje i trzeba będzie wyrzucić :( Następnie dwa razy dziennie płuczemy nasze nasionka, letnią, przegotowaną wodą- tylko płuczemy, bez dłuższego namaczania. Znowu odkładamy na suszarkę do naczyń i tak w kółko ;)


Jedyne, co wymaga większej zabawy to zabranie ze słoika łusek, po nasionkach. Jednak gdy zaleje się słoik wodą to wypływają one na wierzch i łatwo je zebrać :) Na powyższym zdjęciu widzicie gotowe do zjedzenia kiełki rzodkiewki. Posypuję nimi kanapki, dodaję do twarożku- każdy znajdzie sposób, który odpowiada mu najbardziej. Aby wyrosnąć tak, jak na zdjęciu potrzebowały 5 dni. 


To są kiełki soczewicy, niestety nie smakowały mi zbytnio :( 

Takie roślinki poza tym, że są łatwe w wyhodowaniu mają wiele cudownych właściwości. Nie będę Wam wypisywać wszystkich witamin i minerałów, które zawierają, ale to prawdziwe bomby zdrowotne ;) Nie dość, że usprawniają prace jelit to jeszcze mają zbawienny wpływ na skórę, włosy i paznokcie. Wcale nie potrzeba inwestować 40zł w kiełkownicę- słoik wystarczy ;) Nasionka kupuję w sklepie ze zdrową żywnością i tam też kosztują grosze, bo nie więcej niż 3-4zł za opakowanie. Zainteresowanych odsyłam do lektury na temat różnych kiełków oraz zawartych w nich witamin tutaj ;)