Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bikini. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bikini. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 lutego 2013

Hula hop!

W ramach poprawiania swojej kondycji kilka dni temu kupiłam na allegro hula hop. Wczoraj w końcu dorwałam się do paczki i od razu zabrałam się za montowanie. Wszystkie panele były osobno i powiem Wam, że sama nie byłam w stanie ich poskładać, musiałam się posiłkować męską ręką. Samo kółko ma około 95cm średnicy i jest wprost stworzone dla mnie :) Obawiałam się, że nie będę potrafiła nim kręcić, ale po kilku próbach załapałam mniej więcej rytm i już jestem w stanie utrzymać je w ruchu blisko minutę. Wiem, że niektórzy potrafią kręcić godzinami, ale wiecie- nie od razu Kraków zbudowano :)


Jak już się nauczę porządnie kręcić to wsypię do środka ryż (albo paskudną kaszę), żeby było cięższe i tym samym trudniejsze w utrzymaniu w powietrzu. Dawno się tak świetnie nie bawiłam, dobra muzyka w głośnikach i aż chce się kręcić ;) Jak widać nie zdecydowałam się na kółko z mocnymi wypustkami  które jakiś czas temu było bardzo popularne  ale na jego wersję light, która podobno ma zapobiegać powstawaniu siniaków. Chyba coś w tym jest, bo wczoraj kręciłam około 1,5h i choć dziś czuję mięśnie to żadnych sińców nie mam :)

Podsumowując coś czuję, że to były jedne z lepiej zainwestowanych 20zł w ostatnim czasie :)

wtorek, 12 lutego 2013

Wyzwanie wielkanocne

Wędrując po blogach przy porannej kawie natknęłam się na wpis Kamy z bloga stop whishing, start doing na temat wielkanocnego wyzwania. Pomysłodawczynią całej zabawy jest autorka bloga makelifeslimmer, u niej znajdziecie wszystko dokładnie opisane. Od razu zaznaczę, że nie ma to nic wspólnego z kosmetykami, więc osoby niezainteresowane tematem szeroko pojętej aktywności fizycznej mogą się przez chwilę ponudzić ;)


W skrócie chodzi o to, żeby przez 50 dni wykonywać 50 razy jakieś ćwiczenie ponad to, co robimy normalnie. Długo się nie zastanawiałam co chciałabym zrobić, od razu miałam przed oczami mój depander/motylek/agrafę (niepotrzebne skreślić), którego zapomniałam zabrać z domu przy przeprowadzce. 

http://www.decathlon.pl
Plan jest taki, że będę codziennie wykonywać plan 5x50 czyli 5 serii po 50 uciśnięć. 3 na ramiona, 2 na uda. Nie zajmie mi to dużo czasu, a na efekty pewnie nie będzie trzeba długo czekać. 

Skoro już jestem przy temacie tego urządzenia to gorąco Wam je polecam. Swoją agrafkę kupiłam w decathlonie za 20zł ponad dwa lata temu i od tamtej pory dzielnie mi służy.


Gdy zorientowałam się, że mam nawet paznokcie pomalowane pod kolor mojego ustrojstwa, wiedziałam, że cała zabawa będzie udanym pomysłem :) Nikogo do niczego nie zmuszam, ale myślę, że każda forma aktywności fizycznej jest na plus :) Za 50 dni spodziewajcie się podsumowania zabawy :)

niedziela, 16 września 2012

Sportowy stanik The North Face

Cześć Dziewczyny :) Dzisiaj trochę zboczymy z tematu kosmetyków. Już od jakiegoś czasu planowałam napisać coś na temat tego jak mi idzie moje gubienie kilogramów. Waga obecnie stoi w miejscu, ale nie przejmuję się tym zbytnio. Widzę wielką zmianę w moich nawykach i to mnie cieszy najbardziej. 

Początkowo chciałam zaprezentować Wam przyrządy do ćwiczeń, które mam w domu, jednak kilka miesięcy temu zeszły one na dalszy plan i mam zupełnie innego ulubieńca do pokazania. Mowa o sportowym staniku firmy The North Face. 


Od kiedy go mam ćwiczenie weszło na wyższy poziom komfortu. Nic mnie nie gniecie w kręgosłupie podczas wykonywania brzuszków, biust nie lata mi na wszystkie strony podczas podskoków, wszystko siedzi na swoim miejscu. Mój egzemplarz ma rozmiar M i jest do mnie idealnie dopasowany, ma dodatkowo kieszonkę w której trzymam odtwarzacz mp3 gdy ruszam się na świeżym powietrzu. 


Oczywiście nie jest to produkt niezbędny, ale daje mi dużo radości :) Im ćwiczenia są wygodniejsze tym chętniej się je wykonuje :) Jego cena to 150zł, ale wart był każdej złotówki. Teraz mam cel, żeby zlikwidować brzucho, aby móc paradować w samych bokserkach i takim staniku bez oporów ;)

sobota, 25 sierpnia 2012

Lirene balsam antycellulitowy oraz brązujący

Dziś chciałabym przedstawić Wam dwa balsamy do ciała marki Lirene, które używałam w ciągu ostatnich miesięcy. Z jednego jestem bardzo zadowolona, drugi mnie nieco zawiódł. Jeden kupiłam dobie sama, drugi dostałam od Laboratorium Kosmetycznego Dr Ireny Eris, oba kosztują w granicach 12-15zł za 250ml. Zestawiam je w jednym poście ponieważ oba są balsamami do zadań specjalnych i mam w stosunku do nich totalnie różne uczucia. 

Na pierwszy ogień pójdzie ten produkt, który początkowo mocno mnie zirytował, po czasie stał się jednak wielkim ulubieńcem. Mowa o brązującym balsamie body arabica do jasnej karnacji. Przy jego używaniu potrzebne są całe zastępy cierpliwości, ponieważ opalenizna pojawia się dopiero po 1,5-2 tygodniach regularnego stosowania. Jest ona jednak na tyle piękna i naturalna, że wybaczam mu ten efekt opóźnionego zapłonu ;) Co najważniejsze balsam ten w ogóle nie śmierdzi! Nic a nic, żadnego zapachu pieczonego kurczaka! Jedną rzeczą, do której mogłabym się przyczepić jest słabe nawilżenie- z tego powodu zawsze stosuję go na noc, a na dzień traktuję skórę jakimś lekkim mleczkiem. Nie spodziewałam się, że będę z niego aż tak zadowolona, Ziaja brązująca idzie w odstawkę :)


Skład: Aqua, Paraffinum Liquidum, Ceteareth-20, Glycerin, Cetearyl Alcohol, Dihydroxyacetone, Glyceryl Stearate SE, Sodium Acrylate/Sodium Acryloyldimethyl Taurate Copolymer, Isohexadecane, Polysorbate 80, Panthenol, Citric Acid, Allantoin, Tocopheryl Acetate, Glycin Soya (Soybean) Oil, Ilex Paraguariensis Leaf Extract, Butylene Glycol, Coffea Arabica Seed Extract, PEG-60 Almond Glycerides, Cetyl Hydroxyethylcellulose, Beta-Carotene, Daucus Carota Saliva (Carrot) Extract, Tocopherol, Phenoxyethanol, Methylparaben, Ethylparaben, Propylparaben, Butylparaben, Parfum. 

Nad drugim balsamem nie będę się już tak rozpływać. Dostałam go wraz z innymi produktami z serii antycellulitowej i muszę Wam powiedzieć, że się na nim zawiodłam. Nie zauważyłam żadnego efektu ujędrnienia czy napięcia skóry. Balsam ekspresowo się wchłaniał i miał piękny zapach pomarańczy, który utrzymywał się na skórze jeszcze długie godziny po aplikacji. Nawilżał raczej średnio, w sam raz na lato. Spodziewałam się po nim czegoś więcej. Poszukiwania idealnego balsamu ujędrniającego dalej w toku. idealny balsam brązujący odnaleziony! :)


Miałyście do czynienia z tymi produktami? Jakie jest Wasze zdanie na ich temat?

czwartek, 16 sierpnia 2012

Pielęgnacja dłoni

Dokładnie tak jak wczoraj zapowiedziałam dziś przybywam do Was z krótkim opisem mojej obecnej pielęgnacji dłoni. Już kiedyś na moim blogu był taki post, praktycznie wszystkie kosmetyki jednak zmieniłam, więc postanowiłam napisać go od nowa :) Dziś uraczę Was nie tylko opisem całości, ale i recenzją jednego z kremów. Na koniec pokażę Wam mój najnowszy nabytek, ale wszystko po kolei ;)


Oto mój żelazny zestaw do pielęgnacji. Nie używam oczywiście wszystkiego na raz, olejki stosuję wymiennie   zarówno jako baza do peelingu jak i po prostu do wcierania w skórki. Kremy do rąk goszczą u mnie zazwyczaj dwa: lżejszy na dzień i treściwy na noc. 



Peeling cukrowy na bazie olejków to mój absolutny hit. Łyżeczka cukru, zalana olejkiem a następnie dobrze wmasowana w dłonie działa jak najlepszy zdzierak i nawilżacz w jednym. Moim faworytem pod tym względem jest olejek Babydream, jednak w zależności od humoru sięgam też po olejek migdałowy lub alterrę wersję granat z awokado. Olejek z OPI niestety już mi się kończył, genialnie nawilżał skórki.


O migdałowym kremie do rąk Isany pisałam niedawno, byłam z niego bardzo zadowolona i zdania nie zmieniłam :) Co więcej, dokupiłam kolejną limitowaną wersję, tym razem kwiat pomarańczy i jestem z niego równie zadowolona ;) Są to świetne kremy na dzień, które możemy dostać za śmieszne pieniądze w Rossmannie. Stanowią bardzo mocny cenowy kontrast dla nektarowego kremu do rąk Dr Ireny Eris, którego cena waha się w granicach 70zł. Dostałam go w paczce od Laboratorium Kosmetycznego Dr Ireny Eris i przyznam szczerze, że sama bym go sobie nigdy nie kupiła. 


Wiele osób niesamowicie zachwycało się tym kremem. Chciałam dopatrzyć się w nim czegoś szczególnego, niestety niczego poza przepięknym zapachem i bardzo długim czasem wchłaniania się. Krem działa bardzo przyzwoicie, dobrze nawilża jednak z pewnością nie poradzi sobie z mocniej przesuszonymi dłońmi. Pozostawia po sobie tłustą warstwę i nie nadaje się do stosowanie inaczej jak przed snem. Cieszę się, że miałam okazję go przetestować, bo to zawsze taki powiew luksusu wśród kremów do rąk za pięć złotych, mimo wszystko spodziewałam się lepszego nawilżania i szybszego wchłaniania.


Nie mogłabym też nie wspomnieć o moim odkryciu jakim jest szklany pilniczek, teraz już wiem na czym polega jego fenomen :) Swój kupiłam w superpharmie za 10zł i od kiedy go mam nie skracam paznokci przy pomocy czegokolwiek innego. Koniec z rozdwajającymi się końcówkami i poszarpanymi paznokciami :)

To tyle, nie jest tego dużo, bo też i nie mam wymagających dłoni. Cieszę się jednak z ich kondycji, ponieważ często dostaję komplementy na temat tego jakie mam gładkie łapki :)

Na sam koniec chciałabym się pochwalić moim dzisiejszym zakupem, rolkami! :) Od dawna ich zakup chodził mi po głowie, dziś wreszcie wybrałam się do GoSportu i czekała na mnie ostatnia para w moim rozmiarze. Już nie mogę się doczekać jak je jutro przetestuję, kupiłam od razu zestaw ochraniaczy i całość wyniosła mnie nieco więcej niż 300zł, kolejny interes życia :)


Teraz cellulitowi na udach nie pozostało nic innego jak spierdzielać z moich nóżek ;)

niedziela, 13 maja 2012

Jam ogrodnik! Czyli jak wyhodowałam kiełki

W ramach mojego wciąż trwającego i dobrze się mającego odchudzania, znanego na tym blogu pod akcją bikini ostatnio odkryłam coś, co nie dość, że sprawia mi dużo radochy, to jeszcze służy wyższym celom ;) Zaczęłam hodować kiełki! Tak, tak - kiełki właśnie. Hodowla to może za duże słowo biorąc pod uwagę mój słoik po przetworach od mamy, ale myślę, że warto wspomnieć o tym tutaj ;) Kiełki bynajmniej nie służą mi za gotowy posiłek, ale są świetnym dodatkiem do kanapek, sałatek oraz zwykłego pochrupania. Pod moją opieką wyrosły już kiełki rzodkiewki, soczewicy oraz brokułów, jednak te pierwsze uważam za mój największy przysmak ;) Smakują dokładnie jak rzodkiewka :)


Na początku nasionka kiełków wsypujemy do słoiczka, tak, żeby przykrywały dno. Tutaj nieco mnie poniosło z ich ilością i później miały mały problem, żeby się rozwijać ;) Zalewamy je przegotowaną letnią wodą i odstawiamy na kilka godzin. W zależności od tego jakiej wielkości są nasiona muszą postać od 6-10h. Ja trzymałam jedne i drugie około 8h, jednak nie musimy nad nimi stać ze stoperem ;)


Następnie na słoik nakładamy gazę, naciągamy na nią gumkę recepturkę i odcedzamy wodę. Po odcedzeniu słoik do góry nogami najlepiej postawić na jakiś czas na suszarce do naczyń, aby woda dobrze się odsączyła. Nasionka mają być wilgotne, ale nie mogą pływać, bo wtedy wszystko nam zapleśnieje i trzeba będzie wyrzucić :( Następnie dwa razy dziennie płuczemy nasze nasionka, letnią, przegotowaną wodą- tylko płuczemy, bez dłuższego namaczania. Znowu odkładamy na suszarkę do naczyń i tak w kółko ;)


Jedyne, co wymaga większej zabawy to zabranie ze słoika łusek, po nasionkach. Jednak gdy zaleje się słoik wodą to wypływają one na wierzch i łatwo je zebrać :) Na powyższym zdjęciu widzicie gotowe do zjedzenia kiełki rzodkiewki. Posypuję nimi kanapki, dodaję do twarożku- każdy znajdzie sposób, który odpowiada mu najbardziej. Aby wyrosnąć tak, jak na zdjęciu potrzebowały 5 dni. 


To są kiełki soczewicy, niestety nie smakowały mi zbytnio :( 

Takie roślinki poza tym, że są łatwe w wyhodowaniu mają wiele cudownych właściwości. Nie będę Wam wypisywać wszystkich witamin i minerałów, które zawierają, ale to prawdziwe bomby zdrowotne ;) Nie dość, że usprawniają prace jelit to jeszcze mają zbawienny wpływ na skórę, włosy i paznokcie. Wcale nie potrzeba inwestować 40zł w kiełkownicę- słoik wystarczy ;) Nasionka kupuję w sklepie ze zdrową żywnością i tam też kosztują grosze, bo nie więcej niż 3-4zł za opakowanie. Zainteresowanych odsyłam do lektury na temat różnych kiełków oraz zawartych w nich witamin tutaj ;) 

niedziela, 22 maja 2011

Akcja Bikini tydzień dziewiąty

Ale ten czas leci. Już skończyły mi się mądre sentencje na temat zdrowego żywienia, którymi mogłabym Was raczyć ;) U mnie dalej wszystko po staremu. Jem to co jadłam, jestem coraz mniej głodna. Ostatnio moją ulubioną rzeczą jest jajko na miękko :) Choć czasem, jak włączy mi się leń i pomyślę, że mam gotować to jajko i pilnować, żeby nie wyszło na twardo to mi się w ogóle jeść odechciewa ;)
Za to już regularnie od dwóch tygodni codziennie zaliczam 1,5h spacery. Wszystko z powodu tego, że remontują torowiska koło mnie i nie mam czym jeździć. Tzn, są autobusy zastępcze, ale jak temperatura przekroczy 20 stopni to w środku zapach jest nie do wytrzymania. Dobrze mi te spacery robią, bo wcześniej gdziekolwiek bym nie szła, to zaraz bolały mnie nogi, a tak to się hartuję. Do tego na wiosnę pięknie jest w parku, który mam po drodze na uczelnie :) Czasem to wolałabym w nim zostać zamiast iść na zajęcia ;)

Kolejną rzeczą jest to, że z powodu upałów przyszła pora na to, żeby coraz bardziej zrzucać z siebie różne części garderoby. Mimo moich kilku kg więcej stwierdziłam, że nie mam ochoty się gotować i chodzić w rajstopach, długich spodniach czy co tam jeszcze jest. Wydaje mi się, że osoby, które na siłę chodzą w grubych ciuchach, bo chcą coś maskować to tylko to podkreślają. Sama kiedyś tak chodziłam, ale koniec tego ;) Jestem za piękna i za młoda, żeby w workach chodzić hehe :)
Na koniec chciałam pokazać jak ładnie można zrobić coś z niczego. Oddałam szkatułkę do przerobienia dziewczynie, która zajmuje się decoupagem i patrzcie jak pięknie wyszło: 
Jeszcze nie wiem co będę w nim trzymać, bo jest malutkie i nawet cienie do powiek się w nim nie mieszą, ale to nie ważne. Ważne, że mam coś ładnego :)

sobota, 7 maja 2011

Akcja Bikini tydzień siódmy

Ale ten czas szybko leci! Jeszcze tydzień i już dwa miesiące będę na diecie! Rewelacja :)

Ostatnio zakochałam się w herbacie z pokrzywy.  W smaku jest bardzo podobna do melisy. Poczytajcie same jakie ma działanie: 
  • poprawia stan cery, paznokci i włosów nadając im piękny połysk
  • oczyszcza organizm z toksyn i kwasu moczowego, co wykorzystuje się podczas leczenia dny moczanowej
  • wzmacnia układ odpornościowy poprzez stymulację leukocytów, ma działanie antybakteryjne i antywirusowe
  • liście mają działanie przeciwalergiczne i oczyszczają zatoki, dlatego herbata z pokrzywy jest zalecana podczas leczenia kataru siennego
  • wpływa na emisję enzymów z trzustki, przez co obniża poziom cukru we krwi
  • dostarcza dużo żelaza co przeciwdziała niedokrwistości, anemii i słabemu krzepnięciu krwi. W efekcie zwiększa ilość hemoglobiny i erytrocytów we krwi, co przekłada się na lepsze krążenie i wydolność fizyczną.
  • zapobieganie tworzenia się piasku nerkowego, dlatego stosuje się ją jako suplement diety podczas leczenia chorób
  • wykorzystywana jet także do leczenia prostaty i zapaleń dróg moczowych
  • wspomaga trawienie, przez pobudzenie żołądka do emisji soków trawiennych
  • zapobiega wrzodom żołądka i jelit
  • pomaga pozbyć się flegmy z narządów oddechowych i oczyszcza zatoki
  • przeciwdziała schorzeniom wątroby i dróg żółciowych, chorobom śledziony
  • liście przejawiają tendencje do łagodzenia obrzęków i skurczy, a także zapalenia nerwów kończyn, rwy kulszowej i lumbago.
  • wyciąg z korzenia ma działanie przeciwgrzybicze
Źródło:  www.naturaherbaty.pl/artykul/pokrzywa-18.html

A jakie są Wasze ulubione herbatki? :)

niedziela, 24 kwietnia 2011

Akcja Bikini tydzień piąty

Mam nadzieję, że miło spędziłyście dzisiejszy dzień. Przyznam, że z trudem rano zwlekłam się z łóżka ;) Najchętniej to w ogóle bym z niego nie wychodziła. Ostatnio ogarnęła mnie jakaś niemoc i jedyne na co mnie stać to dłuższy spacer, a to i tak z ogromem narzekania. Muszę przez te kilka dni wolnego porządnie wypocząć ;) Jestem ostatnio tak leniwa, że nawet nie chce mi się jeść. Bałam się, że na Wielkanocne śniadanie rzucę się i zjem wszystkie łakocie, a ja z trudem zjadłam łyżkę sałatki, jajko i kabanosa. Żadnych słodkości nie ruszyłam, choć pełno ciast uśmiechało się do mnie ze stołu. Jestem z siebie dumna :) Powoli przestaje mi się chcieć jeść kolacje. Jem je tak co drugi dzień, a to i tak mniejsze niż zazwyczaj. Po prostu jedzenie przestało stanowić dla mnie problem :)
Kilka dni temu w Rossmannie zainwestowałam całe 3,5zł w gąbkę do masażu "Luffa". Muszę przyznać, że troszkę się na niej zawiodłam. Według producenta zapewnia ona masaż i peeling skóry możliwy na sucho i na mokro. Jednak po nasiąknięciu wodą bardzo pęcznieje i staje się zbyt delikatna, żeby była mowa o jakimś konkretniejszym działaniu. Ot taki gadżet do pomiziania się pod prysznicem. Co gorsza, mimo, że zostawiam gąbkę po użyciu zawieszoną za uchwyt to w ciągu 24h nie wysycha. Ma za to fajny uchwyt dzięki któremu trzyma się w dłoni. Używam jej na przemian z peelingiem Joanny i myślę, że to najlepsze rozwiązanie. Następnym razem zainwestuję w coś zdecydowanie ostrzejszego ;) Choć ta gąbka na początku sprawiała właśnie takie wrażanie. No cóż, pozory mylą ;)

niedziela, 17 kwietnia 2011

Akcja Bikini tydzień czwarty

Już miesiąc jestem na diecie. Wow. To chyba najdłużej od jakiś 2 lat ;) Wiadomo jak to jest, w sumie niektóre dziewczyny (ja się do nich zaliczam) całe życie są na jakiejś diecie ;) Z jednej strony miesiąc to krótko, a z drugiej długo. Aż sama się sobie dziwię, że nie mam parcia na słodycze. Wiem, że one gdzieś są, ale nie są dla mnie i tyle. Mam do nich podejście jak wegetarianin do mięsa. Czy niejedzenie słodyczy jest wielkim sukcesem? Myślę, że w ciągu pierwszych tygodni tak, później staje się to czymś normalnym. Nie jem i tyle. Podobnie z odstawieniem tłustych kolacji, ziemniaków czy białego chleba. Na chwilę obecną nie czuję się jakbym się specjalnie odchudzała. Po prostu się przestawiłam na inny tryb, a waga leci :) Tzn nie wiem czy waga leci, ale ciuchy są luźniejsze i co najważniejsze sama się lepiej czuję :) Jak łapie mnie chęć na coś "na ząb" to wcinam rzodkiewki :) Wiosna to chyba najlepsza pora na odchudzanie, bo tyle świeżych warzyw i owoców jest dokoła, że aż żal ich nie wypróbować :) Wydaje mi się, że skoro jestem tak przepełniona dobrymi myślami na temat mojego nowego żywienia, tzn, że idę w dobrym kierunku :) Oby tak dalej :)

poniedziałek, 11 kwietnia 2011

Akcja Bikini tydzień trzeci

To już trzeci tydzień mojej akcji, której nadałam bojowy kryptonim "bikini". Od czasu, gdy w zeszłym tygodniu odwiedziłam wagę kuchenną więcej się z nią nie widziałam. I dobrze ;) Muszę Wam się przyznać, do 2 kulinarnych grzeszków :( W ten weekend zjadłam jedną babeczkę i kawałek tortu, który sama przygotowałam na rodzinną imprezę ;) Torcik w wersji light, ale zawsze to torcik :( Jednak sytuacja była taka, że nie mogłam odmówić. Tak, tak wiem tylko winny się tłumaczy :(

Teraz przejdźmy do przyjemnych wiadomości, a mianowicie usłyszałam od osób trzecich, które zupełnie nie wiedzą o mojej diecie, że coś chyba schudłam. Oczywiście przeogromna radość i duma mnie rozpiera od środka ;) Z moich obserwacji, to nie ma jeszcze takich wielkich postępów widocznych gołym okiem, ale czuję po ciuchach, że już coraz mniej trzeszczą w szwach ;) Oby tak dalej! ;) Z radością obserwuję owoce i warzywa, których coraz więcej w sklepach i w głowie już mi się rodzą nowe pomysły na dania :) 

Chciałam też napisać o jedynym kosmetyku, który ma mi jako tako pomagać. Chodzi tu  o ujędrniający balsam do ciała z Avonu. Nie jest to żaden balsam, tylko rzadkie jak woda mleczko. Używam je od 3 tygodni do ud, pośladków i brzucha a zużyłam 1/3 więc z jego wydajnością nie jest źle ;) Ma bardzo przyjemny, cytrusowy zapach. Trudno mi się wypowiedzieć na temat samego działania, ponieważ oprócz niego zdrowo się odżywiam, robię peelingi, pływam, ćwiczę, dużo spaceruję. Efekt jest taki, że mam uda gładkie i miłe w dotyku :) Nie wierzę, że tego typu kremu działają cuda, ale skoro już taki miałam w domu, to dlaczego by z niego nie skorzystać? Dodam, że w promocji kosztuje coś koło 10zł, więc nie ma co się martwić, że się przepłaci ;)

niedziela, 3 kwietnia 2011

Akcja Bikini tydzień drugi

Dziś mija drugi tydzień mojej walki z kilogramami i próby zdrowego odżywiania się. Zaczynam powoli przyzwyczajać się do tego, że część rzeczy w kuchni jest po prostu nie dla mnie. O dziwo udaje mi się wcielać w życie prawie wszystkie moje postanowienia. No może poza jednym, a mianowicie dziś rano weszłam na wagę. To co tam zobaczyłam mnie mocno przeraziło, ale za to dodało mi motywacji, żeby tym bardziej przestrzegać tego co wymyśliłam ;) Weszłam tam głównie dlatego, że chcę wiedzieć ile uda mi się zrucić kg tym razem. Jednak nie mam zamiaru tam częściej zaglądać, bo tak jak pisałam- jeśli nie zobaczę progresu to mi się wszystkiego odechce ;)


Cieszę się na to, że nadchodzi wiosna, bo to oznacza, że będzie dużo świeżych warzyw i owoców, które dają niezliczone możliwości przygotowywania posiłków :) Chyba aż zainwestuję w jakąś książkę z przepisami na wiosenne sałatki :) Ostatnio nałogowo oglądam na youtube jak dziewczyny przygotowują świeże i zdrowe posiłki. Fajnie, kiedy robią to osoby, które mają o tym jakieś pojęcie i mogę się czegoś nowego dowiedzieć ;) Od wczoraj wiem, że już nie tknę niczego co ma w sobie koszenilę, nie wiem na ile to prawda, a na ile ktoś sobie robi jaja, ale wolę na zimne dmuchać i nie jeść niczego z przemielonych robaków :(

Podsumowując, po 2 tygodniach czuję się lżej. Zmalał mi brzuch i to jest największa zauważalna zmiana. Już nie mam wielkiego nadmuchanego balona :P Przede wszystkim polepszyło mi się samopoczucie. Czuję się lepiej w moim sadełku :) Ostatnio też się przełamałam i zaczęłam chodzić tylko w spódnicach i sukienkach i powiem Wam, że to też u mnie działa na plus :) Ogólnie widać po mnie, że idzie wiosna :) I zdecydowanie poprawiła mi się cera. Nie wiem czy to zasługa regularnego stosowania maseczek, picia hektolitrów wody, stosowania odpowiednich kremów, właśnie zdrowej diety czy pogody, ale takie są fakty :)

Buziaki i napiszcie jak tam u Was na polu walki z kilogramami :*

wtorek, 29 marca 2011

Akcja Bikini tydzień pierwszy

Po pierwszym tygodniu przeistaczania się z zimowego podjadka w zdrowo odżywiającą się księżniczkę jestem z siebie bardzo zadowolona. Udało mi się zastąpić wieczorne opychanie się pizzami, tostami, kanapkami itd. sałatką z owoców. Ogólnie nie jem nic wieczorami. Do tego od tygodnia jem codziennie rano konkretne śniadanie, porzuciłam mleko do kawy i ogóle. Na śniadanie jem kanapki z serem i ogórkiem, a nie tak jak wcześniej płatki śniadaniowe (które kiedyś miały mi starczyć na cały dzień, a w efekcie o godzinie 12 już byłam głodna ;)). Do tego porzuciłam całkowicie słodycze i słodkie napoje. Codziennie szoruję się pod prysznicem i rano i wieczorem balsamuję całe ciałko. W dużej mierze zrezygnowałam z komunikacji miejskiej i dużo chodzę. Ograniczyłam picie kawy na rzecz zielonej herbaty. Jak widać nie jest to nic specjalnego, jednak duma mnie rozpiera ;) Regularnie chodzę na basen i ćwiczę wg tego co sobie ustaliłam. Dziś przepłynęłam 2,5km ;)
Ogólnie najgorzej jest wieczorami, bo wtedy mam największą ochotę jeść. No może nie wielką, ale jak mnie czasem najdzie na coś ochota, to chodzi to za mną i spokoju nie daje. Najważniejsze, że twardo się trzymam ;) Postanowiłam sobie, że nie będę wchodzić na wagę. Po pierwsze dlatego, żeby się nie przerazić wynikiem, a po drugie dlatego, że nam siebie i wiem, że jak waga stanie (co jest nieuniknione) to będę przeżywać dziką rozpacz i pewnie rzucę to wszystko w diabli i znowu zacznę się żywić czymś takim ;)
Moje ogólne wrażenie z pierwszego tygodnia jest takie, że czuję się nieco lżej. Nie chodzi mi tu o spadek wagi, ale o takie wewnętrzne uczucie, że nie jestem napchana jakimś kocim żarciem ;) Wybrałam już sobie sukienkę, na której będę sprawdzać moje postępy :P Żeby nie było za różowo, to mam kilka planów na kolejne zmiany. Przede wszystkim do wieczornej sałatki z owocami zamiast jogurtu owocowego light, będę dawać jogurt naturalny. Tak samo na śniadanie zamiast chlebka z żółtym serem i ogórkiem, będzie biały serek i pomidor. Mam zamiar co jakiś czas wprowadzać takie zmiany, żeby wszystko toczyło się małymi kroczkami, ale ciągle do przodu ;) W najbliższym czasie czeka mnie zapałanie miłością do wszelkiej maści warzyw i owoców ;)

niedziela, 20 marca 2011

Akcja Bikini czyli wzmożony atak na zbędne kilogramy ;)

Jutro pierwszy dzień wiosny i myślę, że to najlepszy (i już ostatni ;)) moment na to, żeby wziąć się za siebie. W końcu do wakacji coraz bliżej, będzie coraz cieplej, zaczniemy zrzucać płaszcze, szale, swetry i byłoby miło mieć co pokazać ;) Jestem przeciwniczką głodzenia się czy wyczerpujących ćwiczeń, żeby spalić wypitą szklankę wody ;) Chciałabym się z Wami podzielić moim sposobem, dzięki któremu kilka lat temu zrzuciłam prawie 20kg ;) Byłam wtedy młodym, wesołym słonikiem :)
  • najważniejsze dla mnie jest picie dużej ilości wody i zielonej herbaty. To pomaga :) Nie dość, że brzuszek jest zapełniony to poprawia nam się cera. Owszem jak opijemy się jak smoki, to nie dziwmy się, że mamy mały aquapark w sobie, ale prędzej to z nas wyleci niż inne smakołyki ;)
  • żadnych słodyczy. W moim wypadku trzeba sobie to powiedzieć wprost, bo hasła "okazjonalnie mogę zjeść  pączka" można sobie o kant tyłka rozbić. Dobrze siebie znam i dla mnie okazją do zjedzenia czegoś słodkiego byłoby nawet wyjście z domu ;)
  • dużo warzyw i owoców. One stają się moimi łakociami :) Mielę je, trę na tarce, kroję na kawałki, przeróżnie układam na talerzu- samo przygotowanie daje mi dużo radochy i już w pewien sposób syci ;) staram się urozmaicać sobie jedzenie ;) czasem poleję jogurtem, czasem posypię jakimiś ziarnami- korzystam z tego co mam po ręką :)
  • ruch. Basen oraz ćwiczenia, bez tego może być ciężko ;)
  • nie wychodzę z domu bez konkretnego śniadania, butelki wody i owocu ;) W razie ataku głodu, którego nie zagłuszę jabłkiem czy mandarynką, nie głodzę się, ale idę do sklepu i kupuję bułkę i jogurt. Na śniadanie w domu nie piję kawy i palę papierosa, tylko ciemny chlebek z białym serkiem, pomidorem, chudą szyneczką. Staram się wystrzegać żółtego sera.
  • staram się jeść o określonych porach. Wiadomo, jest to tak plus minus. Ogólnie jem 3-4 posiłki i zagryzam owoce. Wiem, że powinno być ich pięć, ale fizycznie nie jestem w stanie częściej :(
  • nie łykam żadnych, ale to żadnych tabletek na odchudzanie. Nie tędy droga ;) Tak w ogóle to słyszałyście o tym, że kiedyś z Rosji sprowadzano cudowne kapsułki, które już po jednym połknięciu działały cuda? Efekt uboczny był taki, że miało się w jelitach tasiemca...
  • nie jem przed snem- uważam, że ustalenie, że nie jem po 18 jest trochę wyssane z palca, bo jak idę spać o 2 w nocy to trochę zgłodnieję siłą rzeczy do tej pory ;)
To takie moje najgłówniejsze zasady. Oczywiście nic odkrywczego ;) Do tego mam spisaną listę 10 rzeczy, które codziennie staram się wypełniać. Są to:
  1. niejedzenie na 3 godziny przed snem
  2. na kolację warzywa, owoce, jogurt- coś lekkiego
  3. kawa bez mleka, żadnego słodzenia 
  4. konkretne szorowanie brzucha/ud/pośladków pod prysznicem
  5. zero słodyczy
  6. dużo wody
  7. nie wychodzę z domu bez śmiadania
  8. dużo chodzić a nie jeździć tramwajem
  9. zero podjadania
  10. picie zielonej herbaty
Ta lista widnieje w moim kalendarzu. Codziennie przed pójściem spać liczę sobie ile podpunktów na 10 wypełniłam. Po tygodniu liczę sobie średnią i jeśli wychodzi mi np. 6,5/10 to tyle ile brakuje mi do 10, razy 10 minut ćwiczę ;) Ot taka moja mała motywacja ;)

Myślę, że nie ma sensu wypisywanie jakiś innych ogólnie znanych zasad. Jak dobrze wiemy są miliony różnych diet, każdy stosuje coś innego i albo mu to pasuje, albo nie. Ja już raz w ten sposób sporo zrzuciłam, bez ogromnych wyrzeczeń więc nie widzę przeciwwskazań, żeby nie spróbować tego ponownie ;)

Na zdjęciu chciałam Wam pokazać moją przykładową kolację. Pomarańcza, jabłko, jogurt brzoskwiniowy i nasionka. Pychotka :)

Najważniejszą rzeczą, którą chcę Wam przekazać, jest to, że dążenie do schudnięcia tylko po to, żeby nosić rozmiar 34 zamiast 36 uważam za mocno przesadzone. Owszem napisałam na początku, że chce schudnąć i ładnie prezentować się w bikini, ale kto nie chce? :) Dla mnie najważniejsze jest to, że sama lepiej się czuję, poprawia mi się cera, włosy. Zdrowy tryb życia to nie tylko jedzenie kiełków i picie wody ze strumyczka ;) Chcę wyrobić sobie pewne nawyki, które kiedyś już miałam, jeśli uda się przy tym zrucić trochę ciałka, będę szczęśliwa :)