Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wibo. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą wibo. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 maja 2014

Lakier Wibo WOW Glamour Sand nr 2

Po największej fali zachwytów lakierami piaskowymi, która przewinęła się przez blogi, zdecydowałam się kupić dwie buteleczki. Pierwszą pokazywałam Wam tutaj, absolutnie piękną biel Lovely z kolekcji Snow Dust. Dziś pora na drugiego kolegę, który trafił nawet do ulubieńców kwietnia, czyli lakier Wibo WOW Glamour Sand nr 2.


Kolor widoczny na zdjęciu idealnie oddaje to, jak wygląda w rzeczywistości. Piękny, ciemny róż i wieloma drobinkami migoczącymi w sztucznym świetle. To jeden z tych odcieni lakieru, który był u mnie od zawsze i podejrzewam, że na zawsze pozostanie. Wszelkie zielenie, niebieskości czy inne szalone kolory mogłyby dla mnie w lakierowym świecie nie istnieć, ale taki róż to podstawa.


Aplikacja, jak to w przypadku piasków jest bajecznie prosta. Dwie cienkie warstwy dają pełne krycie, co więcej lakier wysycha ekspresowo. Z wiadomych przyczyn nie używam top coata przyspieszającego ten proces. Stopień porowatości lakieru jest dla mnie optymalny. O nic nie zahaczam, jednak chropowata faktura jest wyczuwalna pod palcem. 


Trwałość, jak na produkt nakładany bez żadnej warstwy ochronnej, też oceniam wysoko. Po lakier ten sięgam niezwykle często z kilku względów. Po pierwsze kolor, który mnie oczarował. Po drugie bardzo sprawne wysychanie, co przekłada się na możliwość aplikacji nawet tuż przed pójściem spać, bez ryzyka odbicia pościeli. Jestem nim po prostu zachwycona i nie znajduję wad :) Mam ochotę na jeszcze jedną buteleczkę Wibo (tak! ja, która najwięcej kręciła nosem na piaski), którą widziałam na blogach. Nie pamiętam numeru, ale był to lakier z czarną bazą i bordowo złotymi drobinkami. No marzenie!

O ile w przypadku lakierów pękających (które do tej pory uważam za paskudne) moda na nie przeminęła, tak wydaje mi się, że piaski pozostaną na topie na dłużej ;)

sobota, 29 marca 2014

Lakier Wibo Celebrity Nails Nr 2 My Charming

Tak jak wczoraj wspominałam, dziś pokażę Wam lakier do paznokci Wibo z serii Celebrity Nails w odcieniu nr 2 My Charming. Powiem szczerze, że o ile kolor w buteleczce mnie zachwycił, tak na paznokciach już takiego szału nie zrobił. Nie powiem, że mi się nie podoba, ale wyobrażałam go sobie inaczej ;)


Kolor to taka brzoskwinka ze złotym pyłkiem. Choć nie jestem zwolenniczką dzielenia kolorów na jesienne czy wiosenne, to w tym przypadku aż ciśnie się na klawiaturę, żeby określić go mianem wiosennego :)


Przy dwóch warstwach wciąż prześwitują końcówki. Nie nakładałam trzeciej, bo lakier jest dość gęsty i obawiałam się niepotrzebnego mazania. O czasie wysychania się nie wypowiem, bo używam zawsze top coata przyspieszającego wysuszanie. Póki co, nie mam żadnego odprysku, a paznokcie przeżyły sobotnie sprzątanie oraz kilka myć naczyń. Przewiduję, że będzie pod tym względem okej, jak nie to dam znać :)

I jak Wam się podoba? 

sobota, 5 stycznia 2013

Wibo Express Growth 350

Ostatnio w blogosferze gości sporo kosmetycznych podsumowań minionego roku. Bardzo podobają mi się wpisy tego typu, jednak sama coś nie mam pomysłu, jak się za niego zabrać, dodatkowo chwilowo nie mam dostępu do wszystkich moich kosmetyków co również nieco utrudnia sprawę ;)

Zamiast ulubieńców roku pojawi się u mnie lakier do paznokci Wibo Express Growth 350, który jest poniekąd odkryciem roku. Może nie tyle co on sam, ale ogólnie jasne lakiery do paznokci. Zakochałam się we wszystkich tak zwanych cielakach, jak wpadają w róż to już w ogóle cudownie :)


Do pełnego krycia potrzebujemy 3 warstw, wysychanie i trwałość w normie. Uwielbiam go :) Wygląda niezwykle elegancko i cieszy moje oczy :)

sobota, 18 sierpnia 2012

Dlaczego wolę eyeliner z Sephory od tego z Wibo?

Odpowiedź na tytułowe pytanie znajdziecie na końcu wpisu ;) Eyelinery z Wibo używałam od zawsze, byłam z nich zadowolona, jednak ostatnio ktoś coś pomieszał z ich formułą, bo to już nie to samo. Choć cena kusi, to jednak świadomość miliarda poprawek, aby uzyskać równą kreskę mocno mnie zniechęca. Dlatego, gdy zobaczyłam w Sephorze na promocji ich eyelinery za 8zł, długo się nie wahałam ;) 


Niezmacany ostał się tylko jeden i tym też się zaopiekowałam. Kolor czarny, cena regularna 40zł. Okazja nie do zdarcia ;) Kreska namalowana raz trzyma się cały dzień, kolor jest tak intensywny jak tylko mogłabym sobie życzyć. Na pierwszy rzut oka nie różni się niczym od eyelinera Wibo. 


Na drugi, jest już nieco gorzej ;)

Z lewej strony Sephora, z prawej Wibo.
W tym przypadku cena zdecydowanie przekłada się na jakość. Nie wiem, czy kupię go ponownie, ponieważ jest tyle eyelinerów do wypróbowania, jednak z pewnością będę go polecać każdemu :) Przy okazji jakiejś promocji sprawię sobie kolor Fancy Violet, bo wygląda doprawdy pięknie :)

niedziela, 27 maja 2012

Ostatnie zdjęcia lakieru Wibo

Cześć Dziewczyny :) Dziś kolejny post z cyklu lakierowych i niestety tak samo jak poprzedni będzie on o lakierze, z którego wydobyłam już do dna to, co się dało. W przypadku poprzedniego brzydala z Miss Sporty nie było mi żal go wyrzucać, jednak lakier Wibo z serii Your Fantsy 321 to jeden z moich ulubionych kolorów. Praktycznie wykończyłam jego drugą buteleczkę i z pewnością udam się po następną. Dokładnie taki odcień różu jest moim zdaniem najlepszy :)



Niestety, choć po ponad roku częstego używania lakieru zostało około 1/3 to już nie da się nim malować. Zrobił się niesamowicie gęsty, ciągnący, zalewa skórki i co najgorsze bąbelkuje :( Aby ukryć pęcherzyki powietrza, sięgnęłam po topa z My Secert, który ostatnio wzbudził dość mieszane uczucia, żeby nie powiedzieć, że raczej się nie spodobał ;) Mnie jednak takie połączenie przypadło do gustu ;)


Niestety, obecnie korzystanie z lakieru Wibo wymaga zbyt dużo zachodu i dlatego wyląduje w koszu. Polecam go Wam gorąco, numerek 321 jest łatwy do zapamiętania ;)

czwartek, 10 maja 2012

Duet lakier Wibo oraz flakies z My Secret

Notka pisana znad notatek ;) Za 2 tygodnie koniec semestru, więc robię wszystko żeby nie robić tego, co powinnam. Jednak jak tu się skupić mając coś takiego na paznokciach! ;) Bohaterami głównymi dzisiejszego postu są dwa lakiery: Wibo Express Growth o startym numerze, który dostałam od Natalii (jeszcze raz wielki buziak kochana! :*) oraz flakies od My Secert.


Lakier ten w buteleczce wygląda na malinowy, jednak po nałożeniu na paznokcie wychodzą z niego pomarańczowe tony i kolor staje się o wiele cieplejszy. Genialnie kryje, wytrzymuje spokojnie 4 dni (pojawiają się jedynie mikroodpryski). Kolor jest świetny, na zdjęciu może tak nie wyglądać, ale zdecydowanie przykuwa uwagę ;) Od kiedy go dostałam sięgam po niego praktycznie co drugie malowanie :) Postanowiłam go jednak stuningować zakupionymi flejkami od My Secert.


Kiedyś miałam ochotę na takie od Inglota, jednak dwa razy mniejsza pojemność niż ich standardowe lakiery plus niezmieniona cena mnie zniechęciły ;) Na tego cudaka natknęłam się kilka razy przeglądając różne blogi i stwierdziłam, że będzie to idealne tanie rozwiązanie ;) Na zdjęciu widać, że w zależności od kąta padania światła drobinki mienią się na złoto, srebrno, zielono i niebiesko- dzięki temu pasuje jako top do lakierów o przeróżnych odcieniach ;)


Zdjęcia nie oddają do końca jego uroku :( Uważam, że połączenie złota z czerwienią nadaje paznokciom królewskiego wyglądu :) Przyznam, że efektem jestem zauroczona i cieszę się, że go kupiłam. Nie przepadam za wzorkami czy pękającymi lakierami, ale takie wykończenie w 100% trafia w moje gusta :)


Na plus jest też to, że flejki nie schodzą tak topornie jak brokat. Owszem, trzeba dać chwilkę zmywaczowi, żeby zaczął działać, ale nie ma potrzeby bawić się z folią. Gorąco polecam :)

czwartek, 3 maja 2012

Trawa z mlekiem

Lato przerodziło nam się ponownie w wiosnę, więc pora na jakiś pastelowy lakier do paznokci :) Jasną, mocno rozbieloną zieleń, którą widzicie na poniższym zdjęciu dostałam od Simply. Serdecznie dziękuję :) wiem, że kolor Ci nie przypasował, jednak na moich paznokciach daje efekt, który bardzo mi się podoba :) Pochodzi on z serii Wibo Express Growth, jego nr to 331. Kosztuje niecałe 5zł za 8,5ml. 


Kolor jest dość nietypowy i wiem, że nie wszystkim będzie pasować czy w ogóle się podobać. Mnie on totalnie zauroczył, choć nie należy do najłatwiejszych w obsłudze. Do pełnego krycia są potrzebne 3 warstwy, trzeba je nakładać dość cienko, ponieważ lakier lubi sobie puścić bąbelki ;) Na szczęście nie ma problemów ze smużeniem. Wysychanie oceniam jako w normie, za to trwałość to jego wielki atut. U mnie po 4 dniach są jedynie lekko starte końcówki, żadnych odprysków :) Muszę sobie sprawić taki rozbielony niebieski, lepiej obudzić się późno niż wcale z modą na pastele ;)

czwartek, 26 kwietnia 2012

Moje cienie plus kolorowe nowości

Od jakiegoś czasu coraz tęskniej spoglądam w stronę kolorówki. Zawsze to pielęgnacja była moim konikiem i pewnie tak pozostanie, bo nie czuję się na siłach, żeby tworzyć jakieś niezwykłe makijaże. Nie zmienia to faktu, że jednak sporo radości daje mi kompletowanie różnych kolorów oraz samo malowanie się. Dlatego postanowiłam zrobić przegląd moich cieni, pewnie część z Was nie uwierzy, że można mieć ich tak mało :D Owszem, można ;) Za jakiś czas wrócę sobie do tego wpisu i zobaczę jak rozrosła się moja kolekcja ;) Zdjęcia zrobiłam wczoraj, a już dziś mam nowy cień do kolekcji ;)


Cienie, z których korzystam najczęściej mieszkają w palecie magnetycznej z inglota. To świetne rozwiązanie, bo wszystko jest w jednym miejscu i na widoku, pojedyncze cienie czasem gdzieś się schowają i zapominam o nich na całe miesiące...


Górny rząd to cienie Inglota: czerń nr 63, brąz ze złotymi drobinkami, genialnie nadający się na całą powiekę nr 456, najpiękniejsze złoto czyli 111. Jasny róż również pochodzi z Inglota i ma nr 488. Brązowo-złoto-łososiowe trio to wyciągnięte cienie z paletki Paese o nazwie Pocałunek Colombiny. Najczęściej korzystam z brązu, niestety dwa pozostałe osypują się tak mocno, że psują mi makijaż. Brązy i fiolet pochodzą z paletki Oriflame Jazz Fusion, brązów nigdy dość, jednak do fioletu na moim oku przekonałam się dopiero niedawno ;) Oprócz tego w paletce mieszka róż Inglota o numerze 73, uwielbiam go stosować zimą, teraz wolę lżejsze i bardziej różowe róże ;)


Głównym bohaterem tego zdjęcia jest paletka Accessorize, która ma w sobie przepiękne kolory. Niebieski, perłowa biel oraz turkus wystarczą mi do stworzenia makijażu w sam raz na lato :) Miałam małe problemy z tym jak wykorzystać jasną zieleń, jednak dzisiaj zrobiłam małe zakupy z myślą o tym kolorze, z resztą same przeczytacie niżej ;) Simpy, jeszcze raz dziękuję za ten prezent! :* Jasny róż z Bell z serii Pastell palette no:01 jest praktycznie identyczny jak ten z Inglota. Często stosuję go zamiast rozświetlacza, daje delikatny, ale bardzo ładny efekt. Czerń z Miss Sporty 101 night stosuję na zmianę z czernią Inglota, lubię przy jej pomocy delikatnie zagęścić linię rzęs. Pastelowy pomarańcz z Basic pochodzi z limitki Juicy Fruity i ma nr 02 orange. Całą zimę leżał nietknięty, ale w lecie znowu pójdzie w ruch :) Cienie z jedwabiem z Wibo kupiłam jak kilka lat temu zaczynałam pewną pracę i mam do nich sentyment :) W opakowaniu to brąz i beż, jednak na oku wychodzą szare. Nie poleciłabym ich nikomu ze względu na słabą jakość ;) Nad holograficznym cieniem z Wibo już tyle razy się rozpływałam, że po prostu odeślę Was do jego recenzji ;) Na zdjęciu widzicie też jedyny w mojej kolekcji cień w kremie z Oriflame, też go lubię, świetnie nadaje się jako baza pod brązowo-złote smokey eyes ;)

Na koniec tego wpisu pochwalę się moimi dzisiejszymi zdobyczami, które jak najbardziej wpisują się w temat kolorówki ;)


Zacznę od różu z Essence z Marble Manii. Rozpaczałam, że już go nie dostanę, lecz ku mojemu wielkiemu zdziwieniu dorwałam go i to pod samym domem (jak to mówią najciemniej pod latarnia ;)). Drogie Wrocławianki, okazało się, że w Arkadach w Douglasie stoi od kilku dni podwójna szafa Essence z tą limitką :) Za 7g produktu zapłaciłam 14zł, cieszę się, że go mam, bo po moich nieudanych poszukiwaniach spotkałam wiele pozytywnych recenzji ;)


W drogerii Jasmin w Feniksie byłam pierwszy raz i w końcu znalazłam szafę MIYO. Miałam mało czasu i wzięłam jedynie tusz do rzęs SuperLash 3w1 za 9zł oraz eyeliner o cudnowym kolorze za całe 6zł ;) Jestem pewna, że wrócę tam po cienie do powiek, mają genialną pigmentację i kosztują jedynie 5zł! Z braku czasu na nic się nie zdecydowałam, teraz żałuję. Trzeba było brać żółty i fiolet ;)


Ostatnią rzeczą był cień z Inglota Double Sp. 611, szukałam intensywnej zieleni, aby pasowała do tej z paletki Accessorize, przemiła Pani pokazała mi kolory, które jak powiedziała przyszły do nich dziś rano i od razu zauroczył mnie jeden z nich. Koniczyna z drobinkami złota, cudo :) 


Wiem, że ogółem nie jest tego dużo, ale możecie mi wierzyć, że jak mi tylko fundusze pozwolą to będę powoli powiększać moje zbiory. Już teraz mam ochotę na kilka kolorów z Inglota, z pewnością wrócę do szafy MIYO. A przede wszystkim będę w dalszym ciągu podglądać Wasze zbiory ;)

sobota, 14 kwietnia 2012

Różany róż

Gdy jakiś czas temu odkryłam statystyki na bloggerze, to poza genialnymi kwiatkami, które pokażę Wam w osobnym wpisie, wielokrotnie pojawiał się wpis róż wibo z różanej serii, który pokazałam w haulu jakiś czas temu. Wyrobiłam sobie już o nim opinię, więc czym prędzej go prezentuję. Róż pojawił się w Rossmannach na wakacjach w zeszłym roku, ja kupiłam go jakieś 2-3 miesiące temu i zapłaciłam za niego mniej niż 6zł. W opakowaniu znajduje się 4,5g produktu. Kolor, który posiadam nosi nr 03 Silky Rose. 


Zacznę od tego, że nie jestem zbyt różową dziewczyną, to mój trzeci egzemplarz jaki w ogóle miałam. Pierwszy kupiłam w Oriflame, żeby robić nim sobie placki na twarzy jak byłam w liceum, potem wystarczył mi przez długi czas sam bronzer, w zeszłym roku dostałam róż z Inglota od Anuli i tak jakoś powoli się do tego specyfiku zaczynałam przekonywać. 


O różach z Wibo z jedwabiem słyszałam wiele dobrego, początkowo chciałam sobie sprawić właśnie jeden z nich, jednak kiczowate opakowanie tego z różanej serii skradło moje serce. Jest wygodne, choć nie ma pędzelka/gąbeczki ani lusterka, jednak ja tego do szczęścia w przypadku różu nie potrzebuję. 


Róż jest bardzo mocno napigmentowany, na mojej dłoni widzicie jaki ślad zostawia po jednym przejechaniu palcem. Zawsze przed nałożeniem na twarz strzepuję jego nadmiar z pędzla, żeby sobie nie zrobić krzywdy. Wolę najwyżej dołożyć, niż mieć go w nadmiarze ;) Nie powiem Wam, jakim pędzlem go nakładam, ponieważ sama nie wiem co to za osobnik. Dostałam go kiedyś od mamy i metodą prób i błędów doszłam do tego, że najlepiej się nadaje do różu i bronzera ;)


Róż nałożony z umiarem daje subtelny efekt, który bardzo mi się podoba. Trzeba jednak pamiętać o zasadzie, że mniej znaczy więcej, bo łatwo zrobić sobie nim krzywdę. Dosłownie muskam pędzlem jego powierzchnię w opakowaniu i to już wystarcza. Dlatego podejrzewam, że życia mi nie starczy, żeby go zużyć, ale przecież nie o zużywanie a o używanie chodzi :)

Proszę nie zważajcie ma moje skórne niedoskonałości, nie tuszowałam ich na zdjęciach, bo przecież nie o to tu chodzi ;)
To, co mi się w nim podoba poza kolorem to jego trwałość. Wytrzymuje ze mną cały dzień, owszem pod koniec zaczyna się ścierać, ale robi to równomiernie. Polecam go wszystkim, którzy podobnie jak ja, dopiero zaczynają przygody z różami i chcą popróbować jak go nakładać itp. Myślę, że bardziej wybredne policzki również nie będą zawiedzione ;)

Na koniec chciałabym się zapytać o waszych różanych faworytów, coś czuję, że Inglot będzie tutaj przeważał ;) Ten produkt narobił mi smaka na więcej różanych kosmetyków ;)

sobota, 31 marca 2012

Dwaj makijażowi ulubieńcy z bliska czyli holograficzny cień do powiek Lovely oraz błyszczyk Barry M

Nie jestem ekspertem od makijażu, staram się malować tak, żeby miało to ręce i nogi, jednak na żadne szaleństwa w tej kwestii nie ma co liczyć z mojej strony ;) Z tego powodu pokazuję się tu niezbyt często- nie mam nic odkrywczego w tym temacie do zaoferowania, inspiruję się Wami :) Dziś jednak zrobię wyjątek i pochwalę się dwoma produktami, które ostatnio podbiły moje serce i mam potrzebę szerzenia ich chwały w internecie :) 


Holograficzny cień do powiek Lovely w odcieniu 01 czyli piękny brąz mieniący się na złoto i różowo w zależności od kąta padania promieni słonecznych oraz błyszczyk Barry M w koralowym odcieniu nr 11 to moje absolutne hity ostatnich tygodni. Cień kupiłam w rossmannie i zapłaciłam za niego około 8zł, a błyszczyk dostałam od kochanej Simply :*.


Oba produkty mają kolory idealne dla mnie. Dzięki temu błyszczykowi się przekonałam do jaśniejszych odcieni na moich ustach. Ma on piękny zapach truskawkowej gumy Fruittelli, nie lepi się na ustach, delikatnie je nawilża. Wielkim plusem jest to, że mogę go nakładać dosłownie w biegu, bo kolor jest na tyle delikatny, że nie wymaga sięgania po lusterko. Bez dwóch zdań to najwięcej eksploatowany przeze mnie błyszczyk :) Będę za nim płakać jak się skończy.


Cień na bazie Virtual trzyma się spokojnie cały dzień. Nie osypuje się, dobrze się go nakłada zwykłym pędzelkiem z essence. Sposób w jaki się mieni sprawia, że wygląda jakbyśmy na oku miały więcej niż jeden cień :) Na powyższym zdjęciu tak dobrze tego nie widać, ale poniższe ukazują to o co mi chodzi (przynajmniej mam taką nadzieję ;)).


Dla zainteresowanych, na twarzy mam:
  • podkład Rimmel Match Perfection
  • puder bambusowy z jedwabiem z Biochemii Urody
  • korektor pod oczy Bell
  • korektor do brwi Delia
  • bronzer Sensique nr 106
  • róż Wibo z różanej serii w odcieniu Silky Rose 03
  • tusz do rzęs Maybelline The Colossal Volum' Express Cat Eyes
  • do rozświetlenia wewnętrznego złoty cień Inglot 111 AMC
  • czarna kreska na dolnej i górnej powiece cień Inglot 63 AMC
  • holograficzny cień Wibo 01
  • błyszczyk Barry M nr 11

Miłego weekendu! :)

czwartek, 15 marca 2012

Same potrzebne rzeczy

Długo nie chwaliłam się moimi nowymi nabytkami. Nazbierało mi się ostatnio sporo pielęgnacji, więc tym razem chętniej spoglądałam w stronę kolorówki. Wszystko zaczęło się od chęci posiadania grzebienia z The Body Shopu, ale jak już wybrałam się na zakupy, to na nim jednym nie mogło się skończyć ;) Oczywiście wszystko to same pilnie potrzebne rzeczy ;)

  • sól do kąpieli BeBeauty- w moim odczuciu biedronkowe sole to najlepsze produkty do kąpieli stóp. Miałam już wersję pomarańczową, mleko z miodem (której zapach nie do końca mi się spodobał), tym razem padło na lawendę. Za 600g płacimy niecałe 4zł, więc interes życia ;)
  • bronzer Sensique nr 106 - na pierwszy rzut oka kolory wydają się być w sam raz dla mnie, zobaczymy co będzie dalej. Kupiłam go dziś na promocji za całe 6zł.
  • grzebień The Body Shop- od dawna chciałam go mieć, w końcu wybrałam się po niego i czekał na mnie ostatni egzemplarz! Trochę się poczeszę i dam Wam znać co o nim sądzę ;) Kosztował 16zł.
  • antybakteryjny żel do mycia rąk z wyciągiem z drzewa herbacianego The Body Shop- skoro już wybrałam się po grzebień to musiało mi wpaść w ręce coś więcej ;) Tego typu żele schodzą u mnie na potęgę, ciekawe jak ten się sprawdzi, nawet nie wiedziałam, że TBS ma coś takiego w swojej ofercie. Był przeceniony z 9zł na 4,5zł.
  • czekoladowe masło do ust The Body Shop- poległam. Kupiłam małą pierdółkę ustawioną tuż przy kasie. Na szczęście ładnie pachnie i to jakoś osładza mi moją słabą odporność na chwyty marketingowe ;) Kosztowało 20zł.
  • próbka peelingu kokosowego The Body Shop- dostałam gratis od przemiłej Pani ekspedientki :)
  • błyszczyk Essence XXXL Shine- błyszczyków nigdy dość, kupiłam w sumie przypadkiem, a zyskałam błyszczykowego ulubieńca :) Dodatkowo trafiłam na promocję i kosztował on jedynie 6zł.
  • żelowy eyeliner Essence- kupiony w ramach tej samej promocji za 8zł. Od pierwszego użycia pokochałam go całym sercem, choć dopiero na drugi dzień zorientowałam się, że mam odcień brązowy, a nie czarny. Ale czy to ważne ;)
  • holograficzny cień Wibo 01- tutaj winne są blogi, to była miłość od pierwszego wejrzenia, kolor stworzony dla mnie, często gości na moich powiekach. Żeby wszystkie produkty za 8zł się tak u mnie sprawdzały ;)
  • róż Wibo z różanej kolekcji- rychło w czas się nim zainteresowałam. Ładnie pachnie, krzywdy nim sobie nie da zrobić, kosztował mnie niecałe 6zł. Jestem zadowolona :)
  • lakier Sensique Fantsy Glitter w kolorze 213- po prostu go uwielbiam. Dorwałam na promocji za 3,5zł, kolejny interes życia :)
  • pędzelek do nakładania cieni Essence- bo pędzelków nigdy dość, szczególnie gdy kosztują 6zł :)

Miałyście coś z moich najnowszych skarbów? Jeśli tak, to pochwalcie się, jak się u Was sprawują :)

środa, 20 lipca 2011

Wibo, Różany Lakier nr 3 + Top Coat Matujący Colour Alike

Podczas jednej z ostatnich wizyt w Rossmannie kupiłam sobie lakier do paznokci Wibo z różanej serii. Wybrałam odcień nr 3, który choć w buteleczce wygląda całkiem przyjemnie, to na paznokciach ma kolor kamizelek panów z pomocy drogowej. Raczej nie jestem fanką takiego efektu :( 


Do krycia potrzebne są dwie warstwy, niestety, ale lakier lekko smuży. Rekompensuje mi to bardzo ładny i delikatny różany zapach podczas wysychania. Pod tym względem producent się postarał- różna seria, różane buteleczki (wiem, że są tandetne, ale zawsze to coś innego ;)) i różany zapach- mam nadzieję, że to nie koniec edycji limitowanych Wibo ;)


Tak jak już pisałam kolor nie do końca mi pasuje, więc postanowiłam nałożyć na niego top coat matujący z Barbry. Taki efekt podoba się się o wiele bardziej :)


Jest to mój pierwszy kontakt z matującym lakierem i od razu mi się spodobał. Muszę tylko nauczyć się go umiejętnie nakładać, bo na kilka paznokci nałożyłam za dużo top coatu i porobiły się pęcherzyki powietrza, ale na przyszłość wiem, żeby nakładać go mniej :) A Wam który efekt bardziej się podoba? :)

sobota, 21 maja 2011

Puder w kamieniu z jedwabiem Wibo

Dziś pora na recenzję pudru w kamieniu z jedwabiem i witaminą E z Wibo. Oto co mówi o nim producent: wygładza i daje jedwabistą gładkość skórze. Formuła bogata w witaminę E, dzięki czemu skóra jest odpowiednio nawilżona. Nadaje zdrowy, naturalny kolor, maskuje niedoskonałości. Łatwo się aplikuje, nie pozostawia smug, zapewnia wyjątkową trwałość przez wiele godzin. 
Lubię ten produkt, choć ma dużo negatywnych opinii na wizażu. Myślę, że bierze się to z tego powodu, że w jego opisie nie ma jednej bardzo ważnej informacji, a mianowicie to, że ma w sobie rozświetlające drobinki. Nie są tak mocne jak w typowym pudrze rozświetlającym, jednak dla osób, które szukają tylko zmatowienia ten produkt zupełnie się nie nada.
Podoba mi się jego opakowanie za to, że jest proste i łatwo się je otwiera. Na pudrze rozświetlającym z Catrice już dwa razy połamałam pazury... Puder ten zawsze mam w torebce i idealnie nadaje się do poprawek w ciągu dnia. Sięgam po niego zazwyczaj w okresie wakacyjnym, kiedy mam lekko opaloną buzię i rozświetlenie jest jak najbardziej wskazane :) W pudełeczku jest lusterko oraz gąbka. Nie lubię jej za bardzo, w domu używam do tego pudru pędzla, z gąbeczki korzystam tylko jak robię szybkie poprawki w ciągu dnia (zazwyczaj w ciemnej toalecie na uczelni ;))
Puder ten nie kryje ani nie matowi na super poziomie. No ale nie wymagam tego od produktu za 13zł. Dla mnie jego największą zaletą jest to, że rozświetla mi skórę i przez to o wiele lepiej się ona prezentuje. Wygląda na muśniętą słońcem i taką wypoczętą :) Posiadam odcień nr 6. Jest to już moje drugie opakowanie tego pudru i poprzednio również miałam odcień 6, ale mam wrażenie, że to dwa zupełnie inne odcienie. Tamten niestety mi upadł i cały się pokruszył (zyskałam więc puder sypki ;)).Nawilżenia, o którym mówi producent nie czuję. Pod tym względem jest to puder jak każdy inny puder ;) Jeszcze ta trwałość przez wiele godzin- oczywiście można to między bajki włożyć ;) Jednak tak jak napisałam- używam tego pudru bardziej do rozświetlenia twarzy niż do jej zmatowienia.
Już raczej nie wrócę do tego produktu. Drugi raz sięgnęłam po niego, bo potrzebowałam czegoś na już, a wiedziałam, że on mi krzywdy nie zrobi. Lubię testować nowe rzeczy i następnym razem chciałabym spróbować czegoś z nieco wyższej półki ;)

czwartek, 21 kwietnia 2011

Fuksjowe pazurki

Ostatnio naszła mnie ochota na ten kolor :) Kupiłam go w rossmannie za 5zł i jestem z tego zakupu bardzo zadowolona :)  Firma Lovely jest jedną z moich ulubionych jeśli chodzi o lakiery. Bardzo podobają mi się ich odcienie (ten ma nr 11) i zawsze znajduję tam coś dla siebie. Lakiery te są dobre jakościowo (jak na te grosze, które kosztują) i bez żadnych wspomagaczy wytrzymują u mnie nienaruszone koło 3 dni. Później zazwyczaj mi się i tak nudzą i maluję na nowo ;) Ostatnio mój ulubiony lakier stał się tak gęsty, że nie dało rady z nim nic zrobić. Ten godnie zajmuje jego miejsce. Kolor jest nieco ciemniejszy niż na zdjęciu. Ma w sobie malutkie drobinki, które widać dopiero pod światło, ale nie błyszczą się jak typowy brokat. Jak widać na zdjęciu paznokcie mam bardzo krótkie, musiałam je ściąć, ponieważ na basenie graliśmy w piłę wodną i nie chciałam nikomu zrobić krzywdy ;) Z resztą podcięcie ich raz na jakiś czas dobrze im robi :) Tak jak z włosami ;) Wczoraj zaczęłam kurację moimi nowymi zabawkami z OPI i ciekawa jestem jak później będą się prezentować moje pazurki :) Jak na razie jestem dobrej myśli :) Pewnie teraz przed świętami nieco zmasakruje sobie rączki robiąc porządki, no ale samo się nic nie zrobi niestety ;) 
Pochwalę się też, że robię coraz większe postępy z lekturami i przerabiam po jednej książce na 2 dni! Zostało mi już ich tylko 21 do przeczytania do 23 maja! Dam rady! ;) Miłego dnia :)