Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywka do włosów. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odżywka do włosów. Pokaż wszystkie posty

sobota, 16 sierpnia 2014

Odżywiająca mgiełka do włosów przesuszonych Aussie

Witam po dłuższej przerwie :) Komputer mi oszalał i nie chce się połączyć z internetem. Próbowałam napisać coś na tablecie, ale to zdecydowanie nie na moje nerwy ;) Co chwila robiłam błędy, napisanie jednego poprawnego zdania zajmowało mi tyle samo czasu, co normalnie całego wpisu ehhh ;) Tymczasem przedstawiam głównego bohatera dzisiejszego wpisu: odżywiającą mgiełkę do włosów przesuszonych Aussie. Swój egzemplarz dostałam do przetestowania, jego regularna cena to około 24zł za 250ml. Odżywki są do kupienia m.in. w Rossmannach i ogólnie nie ma problemów z ich dostępnością. 


Bardzo lubię taką formę odżywki bez spłukiwania. Zminimalizowane jest ryzyko obciążenia włosów. Przy pierwszej aplikacji byłam bardzo oszczędna, jednak potem już psikałam równo po całej długości. Ku mojej wielkiej radości nie miałam żadnych problemów z posklejanymi czy wyglądającymi nieświeżo włosami. Po takim dobrym początku miałam nadzieję, że spray ten faktycznie zrobi moim włosom dobrze. 


Niestety, aż tak różowo nie było. Żadnego większego pozytywnego wpływu na włosy nie zauważyłam. Zdecydowanie największą zaletą tego sprayu jest jego zdolność do pomagania w rozczesywaniu. Spryskane nim włosy poddają się szczotce jak masło. Pierwszy raz to był efekt WOW, z każdym kolejnym się do tego przyzwyczajałam. Będzie mi tego brakowało ;) 

Jeśli ktoś ma dłuższe włosy i szuka pomocnika w rozczesywaniu włosów, to zdecydowanie polecam odżywiającą mgiełkę do włosów przesuszonych Aussie. Jeśli jednak szukacie czegoś więcej, to lepiej w tym przypadku dać sobie na wstrzymanie ;)

niedziela, 4 maja 2014

Everyday is a bad hair day

Od kilku miesięcy powyższe zdanie stało się moim mottem. Odpuściłam sobie wzmożoną pielęgnację włosów, nakładanie olejków itp i oto mam. Włosy są w opłakanym stanie, coraz poważniej rozważam konkretne cięcie, bo już patrzeć na nie nie mogę. Z tego powodu zazwyczaj związuję je w koka i udaję, że nie ma problemu. Ostatnio jednak jak szykowałam się na wieczorne wyjście i rozpuściłam włosy, to mało co nie usiałam i nie rozpłakałam się na ich widok.... 

tumbrl.com
Wtedy powiedziałam sobie dość i następnego dnia wygrzebałam z dna szafki w łazience włosowy asortyment, który uznałam za przydatny. Sytuacja miała miejsce w czwartek (1.05) i od tamtej pory z namaszczeniem nakładam na włosy to co znalazłam ;)


Włosy mam cienkie, przetłuszczają się u nasady i są suche na końcu. Musze je myć codziennie. Obecnie używam w tym celu szamponu Alterry z Papają i Bambusem, który spisuje się u mnie dobrze, podobnie jak pozostałe szampony Alterry, z którymi miałam do czynienia. Przede wszystkim nie plącze włosów, co jest dużym plusem przy moich poniszczonych końcach. Bardzo podoba mi się jego zapach i z pewnością będę do niego wracać, podobnie z resztą jak do morelowej wersji, nad którą zachwycałam się kilka razy. Jedynym minusem jak dla mnie jest ich mała pojemność. Przy moim codziennym myciu głowy 200ml starcza mi na niecały miesiąc. Gdyby wprowadzono opakowanie 400ml poleciałabym po nie jako pierwsza :) Z tego względu już przygotowałam mu zastępcę, szampon do codziennego mycia włosów Balea o zapachu waniliowym


Każde mycie włosów jest od teraz połączone z nakładaniem odżywki. Już nie ma zmiłuj, nie będę o tym zapominać ;) Akurat kupiłam na wypróbowanie odżywkę Alterry z Granatem i Aloesem i muszę przyznać, że spisuje się wyśmienicie :) wygładza włosy i bardzo ułatwia rozczesywanie. Do tego niezwykle spodobał mi się jej zapach, który jest wyczuwalny jeszcze przez długie godziny po myciu. Obok odżywki stoi maska, którą kupiłam specjalnie na potrzeby akcji włosomaniaczek na blogu Anwen, czyli miesiąca pod znakiem maski do włosów :D Naczytałam się tylu pozytywów o masce Alterry z Granatem i Aloesem, że nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Mam już za sobą pierwsze aplikacje i szczerze wątpię, żeby jedna tubka starczyła mi na miesiąc. Zobaczymy jak to wyjdzie ;)


Z kategorii atrakcje dodatkowe mam tylko 4 kosmetyki, wiem, włosomaniaczka, ze mnie żadna ;) Po pierwsze woda brzozowa, którą już kiedyś używałam z dobrym efektem. Miałam po niej mniej problemu z przetłuszczającą się skórą głowy. Działa na mnie o wiele lepiej niż słynny Jantar, który praktycznie nie zrobił nic. Oprócz tego, po każdym myciu spryskuję włosy malinową mgiełką z Marion. Dzięki niej włosy się ładnie błyszczą i mam wrażanie, że lepiej układają. Tylko dlaczego do tej pory, głupia ja, sięgałam po nią raz na ruski rok? ;(


Na koniec zostawiłam sobie dwóch tłuściochów. Po pierwsze olejek arganowy (przelałam do butelki po odżywce alterry, bo pompka ;)). Planuję nakładać olej dwa razy w tygodniu, a jak warunki pozwolą to częściej ;) Muszę jeszcze w ten napięty terminarz wkomponować maskę przecież :D Ostatni i najmniej udany kosmetyk to kokosowe serum do włosów Organix. Bardzo mocno obciąża włosy i z tego względu odpuściłam sobie jego aplikacje. Teraz jednak planuję stosować serum inaczej niż zalecił producent: będę je mieszać z olejkiem arganowym lub nakładać na włosy przed myciem.

Oprócz tego mam kilka mniejszych postanowień:
  • porzucę chodzenie przez 7 dni w tygodniu w ciasnym koku związanym gumką z metalowym elementem na rzecz luźnego warkocza
  • będę codziennie pić glutka z siemienia lnianego
  • nie będę mocno trzeć włosów ręcznikiem po myciu i lekko je podsuszę zanim zacznę rozczesywać
  • kupię sobie dobre gumki
  • wrócę do picia skrzypu i pokrzywy
Za miesiąc obiecuję przed Wami i sobą pojawić się z podsumowaniem moich działań. Oby mój obecny zapał nie okazał się słomiany ;) Jak wiadomo taki wpis nie obejdzie się bez zdjęcia, oto i ono:


Od czegoś trzeba zacząć i już wiem, że od podcięcia końców nie ucieknę :D
Wszystkie porady przyjmę z wdzięcznością :)

środa, 26 marca 2014

Kosmetyki za mniej niż 10 złotych warte polecenia!

Wiadomo, częste zakupy kosmetyczne mogą człowieka zrujnować. Sama staram się pilnować i bez potrzeby nie przepłacać. Zgodzimy się pewnie co do tego, że jakość jest najważniejsza, jednak znalazłam 10 produktów w przypadku których niska cena nie idzie w parze z ich kiepskim działaniem. Zapraszam do lektury i zachęcam do stworzenia takiego zestawienia na swoich blogach :)

twojaapteka.co.uk 
1. Szampon normalizujący do włosów przetłuszczających się z drożdżami piwnymi Joanna- odkryłam go po tym, jak moje włosy zmasakrował szampon Garniera Ultra Doux z awokado. Włosy były tak obciążone i oblepione jakąś wstrętną mazią, że aż się przykro robiło. W tym momencie pojawił się szampon Joanny, włosy dobrze oczyścił, sprawił, że były lekkie, sypkie, lśniące. Były dokładnie takie jak lubię najbardziej, w dodatku faktycznie zaczęły się mniej przetłuszczać. Moje włosy go uwielbiają i co jakiś czas będę do niego wracać :) Jego cena to 8zł/300ml


2. Zmywacz do paznokci Blanchette z Kauflandu- na zdjęcie załapał się też mój ukochany wysuszacz lakieru z Essence, niestety już wycofany :( Wróćmy jednak do zmywacza. Niby zmywacz to nic specjalnego, jednak ten kolega radzi sobie z lakierem w ekspresowym tempie, nie śmierdzi tak bardzo, jest go dużo i do tego jest tani. Czego więcej chcieć? :) Cena to 5,5zł/200ml.

wizaz.pl
3. Krem do rąk Isana z mocznikiem- jeden z lepszych kremów do rąk jakie miałam. Bardzo często jest wykupiony w Rossmannach, to też o czymś świadczy ;) Świetnie radzi sobie z mocno wysuszonymi dłońmi, lubię też jego specyficzny zapach. Jakby tego było mało to jest to produkt uniwersalny- wielokrotnie używałam go do stóp i za każdym razem byłam bardzo zadowolona :) Cena to 5zł/100ml.
wizaz.pl
4. Kredka do brwi Catrice- posiadam odcień średni i jestem nim zachwycona. Twarz od razu nabiera innego wyrazu. Grzebyczek na drugiej stronie kredki sprawia, że jest wyjątkowo poręczna. Myślę, że dzięki niej znalazłam już swój ideał w kategorii brwi i nie będę już szukać dalej ;) Cena to 9zł/kredka. 

ladymakeup.pl

5. Tusz do rzęs MIYO 3 w 1 - rewelacyjny tusz za śmieszne pieniądze. Niestety jednym problemem jest słaba dostępność. Można go kupić w drogerii Jasmin, a we Wrocławiu jest mi do niej nie po drodze. Tusz ten bardzo ładnie wydłuża i pogrubia rzęsy. Ma silikonową szczoteczkę, która należy do moich ulubionych :) Cena to 8zł.


6. Odżywka do włosów Joanna Argan Oil- fantastyczna odżywka, która wzbudza u wielu dość mieszane uczucia. Zużyłam już chyba 3 albo 4 opakowania i z pewnością będzie ich więcej. Bardzo ładnie wygładza końce włosów, które dzięki temu mniej się puszą. Dodatkowo znacząco ułatwia rozczesywanie. Cena to 7zł/200ml. 

www.essence.eu
7. Baza pod cienie I <3 Stage- ta baza jest cichym bohaterem moich makijaży. Dzięki niej cienie są na swoim miejscu przez cały dzień. Może jakoś wybitnie nie podobija ich intensywności, ale nie przeszkadza mi to. Za jej sprawą mam ochotę częściej robić coś więcej niż kredkę eyelinerem na oku :) Cena to 9zł.

pinger.pl
8. Maska intensywnie wygładzająca Ziaja- wychwalałam ją już wielokrotnie, więc nie mogło jej zabraknąć w tym zestawieniu. Nic tak dobrze nie wygładza włosów jak ona. Poleciłam ją już wielu osobom i każda była równie zachwycona jak ja :) Mój absolutny KWC :) Cena to 6zł/200ml.


9. Płyn micelarny BeBeauty- pewnie nie jest to żadne zaskoczenie ;) Z każdą kolejną zużytą butelką dochodzę do wniosku jak bardzo go lubię. Martwi mnie jedynie to, że została mi już tylko jedna butelka w zapasie, a w Biedronce jest on ciągle wykupiony. No nic, póki co, cieszę się świetnym płynem, który rewelacyjnie radzi sobie z moim makijażem. Cena to 5zł/200ml.

apteka-melissa.pl

10. Żel do mycia twarzy antytrądzikowy Ziaja- mój ulubiony żel do mycia twarzy. Jest delikatny, ale jednocześnie skuteczny. Nie podrażnia skóry, nie wysusza jej też nadmiernie. Widzę, że powoli robi się coraz popularniejszy w blogosferze, i bardzo dobrze :) Zdecydowanie jest warty uwagi. Cena to 10zł/200ml.

To już wszystko, podzielcie się swoimi typami w kategorii mniej niż 10zł ;)

poniedziałek, 30 grudnia 2013

Odżywka do włosów Balea Mango i Aloes

Zapach mango i granatu to moi zdecydowani faworyci w kwestii kosmetyków. Podczas wakacyjnego buszowania w DM oczy mi się zaświeciły widząc odżywkę do włosów w moim ulubionym zapachu, w dodatku w opakowaniu z pompką. Już nie pamiętam jej dokładnej ceny, z pewnością nie było to więcej niż jakieś 3-4 orjo. 


Zadowolona z siebie od razu umieściłam ją pod prysznicem, gdzie zmyła się naklejka z opisem produktu w języku słowackim (czyli tym, który znam) i zostało jedyne gołe opakowanie w oryginalnej niemieckiej wersji (niemieckiego nie znam). Wspominam o tym fakcie, ponieważ jest on kluczowy dla mojej przygody z tą odżywką.


W internetach wyczytałam, że wiele osób ją sobie bardzo chwali, ja od pierwszego użycia byłam nią mocno rozczarowana. Stwierdziłam, że mówi się trudno, po prostu kupiłam kolejną niezbyt udaną odżywkę do spłukiwania. I tak z braku laku dobiłam w niej dna. Jednak wynosząc ją do kosza dokładnie się jej przyjrzałam. Zaintrygował mnie napis ohne ausspülen... . Poszłam, sprawdziłam i się za głowę złapałam.


Odżywka okazała się być odżywką bez spłukiwania.... Recenzji zatem nie będzie, zachowałam się jak typowa blondynka ;) Tyle dobrego, że nauczyłam się dwóch słów po niemiecku :D

Brawa dla pani filolog :D

czwartek, 28 listopada 2013

Joanna, Odżywka do włosów z olejkiem arganowym

Kilka miesięcy temu był istny szał na produkty do włosów Joanny z serii arganowej. Nie można ich dostać w popularnych drogeriach typu Rossmann, Hebe czy Superpharm przez co trzeba się za nimi nachodzić. Swój egzemplarz odżywki do włosów kupiłam w drogerii Natura (nienależącej do znanej sieci, współdzielą tylko nazwę ;)) przy ulicy Drukarskiej we Wrocławiu. Całą serię widziałam też na stoiskach kosmetycznych w Hali Kupców Perła przy Widnej. Po prostu trzeba się za nimi udać do mniejszych, osiedlowych drogerii :)


Od razu powiem, że jestem zachwycona tym produktem, moje włosy go po prostu kochają :) Kupiłam goraczej z ciekawości, nie spodziewałam się zbyt wiele, a tu taka niespodzianka. Producent zobowiązuje się, że odżywka pomoże nam zyskać: odżywienie i wzmocnienie, łatwość rozczesywania, zmysłowy połysk, regenerację zniszczonych partii oraz ochronę przed puszeniem się. Oprócz regeneracji, bo uważam, że jedna butelka to za mało na takie cuda, to mogę się z wszystkim zgodzić. Ba, nawet dodać coś od siebie :)


Odżywka jest gęsta, pięknie pachnie (na szczęście nie olejkiem arganowym, mam go w czystej postaci w domu i szczerze nie lubię jego zapachu) oraz co najważniejsze robi dobrze moim włosom. Już po pierwszym użyciu widziałam, że są one wyraźnie wygładzone co przy dłuższym stosowaniu sprawiło, że nabrały blasku. Jeżeli chodzi o wzmocnienie to uważam, że jest ono połączone z tym, że odżywka w stopniu znaczącym ułatwia rozczesywanie. Dzięki temu mniej się szarpię z włosami i ich nie uszkadzam :) 


To jaką dawała mi ona ochronę przed puszeniem doceniłam dopiero po zużyciu całego opakowania i zabrania się za inny produkt z zapasów. Z nadejściem zimy wyciągnęłam grube wełniane szaliki, które teraz nie dają mi żyć. Jak tylko skończę to co mam to grzecznie do niej wrócę. To doprawdy świetny produkt w niskiej cenie (7zł/200ml), który ewidentnie służy moim włosom. Teraz będę miała co polecać innym :)

czwartek, 19 września 2013

Włosowa aktualizacja

Po dłuższej przerwie chciałabym Wam przybliżyć kilka produktów do włosów, które w ostatnim czasie znacząco umilały mi życie. Nie lubię mieć zbyt wielu kosmetyków do pielęgnacji danej partii ciała, w przypadku włosów potrafię się ograniczyć do szamponu, odżywki i maski. Lakier mam jeden i ten sam od ponad roku, od kiedy pozbyłam się grzywki nie jest mi on potrzebny. Ogólnie nie potrzebuję żadnych produktów do stylizacji czy ochrony przed wysokimi temperaturami- nie korzystam z suszarek, prostownic czy lokówek. Suchego szamponu użyłam raz i to bardziej z ciekawości niż z potrzeby. Dlatego jak już po coś sięgam to chciałabym, żeby było przede wszystkim dobre.


Zacznę może od najświeższego produktu w mojej łazience a mianowicie odżywki Garnier Ultra Doux Sekrety Prowansji z olejkiem eterycznym z rozmarynu i liściem oliwnym
Kupiłam ją totalnie z braku laku podczas zakupów w biedronce! Kosztowała jakieś 6-7zł, dokładnie nie pamiętam. Wiem jednak, że było to nieco taniej niż w drogerii, w której kosztuje ona regularnie około 10zł, czyli również nie majątek. Pierwsze co od razu uderzyło mnie przy pierwszej aplikacji to rewelacyjny zapach. Bardziej kojarzył mi się on z lawendą, był lekko męski. Utrzymywał się na włosach jeszcze długo po ich wyschnięciu, bardzo lubię taki efekt. Najważniejsze jest jednak to, że odżywka nie obciążała włosów, ładnie je wygładzała. Po jej użyciu nie miałam problemów z rozczesaniem. To już druga odżywka z serii Ultra Doux, która robi na mnie duże i pozytywne wrażenie. Wersja z awokado i olejkiem karite jest powszechnie znana i lubiana, cieszę się, że trafił mi się jej równie udany, a mniej znany brat. Nie ukrywam, że mam ochotę na kolejne odżywki z tej serii :) Polecacie coś? 

Kolejnym swego rodzaju hitem okazał się być skoncentrowany szampon Pharmaceris do włosów osłabionych. Co w nim takiego fajnego? Otóż to, że nie wymaga nakładania odżywki, żeby włosy dobrze się po nim rozczesywały. Być może dzieje się tak za sprawą tego, że zgodnie z zaleceniami producenta trzymam go (a dokładnie pianę, którą wytworzy ;)) na głowie dłuższą chwilę. Pierwszy raz spotkałam się z takim wskazaniem przy okazji szamponu, ale najważniejsze jest to, że faktycznie działa. Za butelkę o pojemności 250ml zapłacimy około 25zł, nieco drożej niż przeciętny szampon z drogerii, ale ile można zaoszczędzić na odżywce? :) Swój egzemplarz dostałam od Lirene i pomimo codziennego stosowania od początku sierpnia zostało mi go niego mniej niż połowa w butelce. Jestem na tak :)

Ostatnim kosmetykiem, o którym chciałabym dziś wspomnieć jest moje wielkie zaskoczenie czyli maska 3 minute miracle reconstructor od Aussie, którą dostałam dobre pół roku temu. Nieciekawe wspomnienie zawiązane z szamponem i odżywką tej firmy zniechęciły mnie do testowania maski. Jak już jednak przyszła na nią pora to byłam w szoku, że moje włosy pokochały ją tak bardzo. Są po niej gładkie, lśniące, mięciutkie. Uwielbiam też jej zapach i fikuśne opakowanie. Wraz z szamponem Pharmaceris i odżywką Garniera (którą stosuję od czasu do czasu) stanowią rewelacyjny zespół. Już dawno moje włosy nie wyglądały tak dobrze i co więcej, nie rosły w takim tempie ;) Taki stan rzeczy zachęcił mnie do małego kombinowania z fryzurami. Opaska z warkocza, kłos na bok czy inne tego typu rzeczy goszczą na mojej głowie coraz częściej. Oczywiście wciąż najbliższy mojemu sercu jest kok na cebulkę :D postanowiłam jednak nieco go udoskonalić i kupiłam popularny na YT wypełniacz koka. 


Mój egzemplarz pochodzi z H&M. To najmniejszy możliwy rozmiar do włosów blond. Wraz z kilkoma wsuwkami potrafi wyczarować na głowie elegancką fryzurę w parę minut. Często dopinam do niego kwiatka, którego możecie zobaczyć na pierwszym zdjęciu ;) Oto jak wygląda mikrokoczek z moich ultracienkich włosów:


I pomyśleć, że włosy sięgają mi do łopatki :D 

sobota, 24 sierpnia 2013

Pielęgnacyjny przegląd sierpnia

Oj zaniedbałam blogaska i to mocno. Rytuał codziennego podczytywania innych wpisów podczas picia porannej kawy nie słabnie na sile, jednak totalna niemoc zagościła we mnie jeśli idzie o twórczość własną. Wzięła się ona poniekąd z totalnego minimalizmu kosmetycznego. Postanowiłam więc zebrać w jednym poście to, co najczęściej pojawiało się u mnie w tym miesiącu (jak już się pojawiało cokolwiek...). Bez zbędnych wstępów, zaczynamy!


Totalnym niewypałem okazało się moje pierwsze podejście do plastrów do depilacji. Bałam się powtórki z rozrywki z depilatorem, na który wydałam kiedyś fortunę (oczywiście w mniemaniu nastolatki jaką wtedy byłam ;)) jednak ból przy jego użyciu był dla mnie nie do zniesienia przez co do dziś leży gdzieś w domu rodzinnym i zbiera kurz. Pomyślałam, że jak kupię plastry do twarzy, w mniejszym rozmiarze, to zrobię sobie test czy w ogóle dam radę nimi się kleić. Padło na Joannę Sensual, plastry do depilacji twarzy o zapachu owoców leśnych. Jakie było moje zdziwienie, gdy po pierwszym oderwaniu plastra połowa wosku została na mojej skórze, a żaden włosek ani drgnął! Robiłam wszystko zgodnie z instrukcją, za każdym razem było to samo. Depilacji woskiem podziękujemy...

Pozostając w temacie Joanny, sierpień był miesiącem, kiedy skończyłam szampon z Aussie oraz zaczęłam i również skończyłam (ach ta szalona wydajność) szampon z Joanny właśnie. Szampon Aussie do włosów suchych i zniszczonych dostałam w okolicach świąt wielkanocnych, sama z siebie miałabym opory wydać blisko 30zł produkt do mycia włosów. Po zużyciu całej butli mogę powiedzieć tylko jedno: jestem krową i zdania nie zmieniam. Gdyby on chociaż nie plątał włosów... A tu nic a nic, najzwyklejszy szampon w świecie, którego zaletą można uznać jedynie piękny zapach. Cała reszta utrzymuje się na przyzwoicie przeciętnym poziomie. Nawet napisanie o nim kilku zdań sprawia mi kłopot, oto produkt po zużyciu którego szybko o nim zapomnimy. Nie to co szampon z miodem i cytryną od Joanny. Takiego kołtuna jak po jego pierwszym użyciu to ja dawno nie miałam na głowie. Pomimo kilograma odżywki, cudownej szczotki do włosów i hiperdelikatności to prawie płakałam przy rozczesywaniu. Z każdym kolejnym użyciem było lepiej, ale mimo wszystko uważam, że to produkt przeznaczony wyłącznie do omijania go w sklepie. Joanno, masz u mnie minusa!


Całe szczęście, że podczas pierwszego użycia tego felernego szamponu miałam pod ręką maskę Kallosa Latte. Potwierdzam wszystkie zachwyty na jej temat, deal życia 5zł za słoik odżywki cudu <3 Następnym razem wezmę od razu litrowe opakowanie (w tym miejscu przewiduję wpis, w którym to narzekam na tak dużą pojemność). Bolało mnie więc podwójnie, gdy okazało się, że odżywka do włosów tej samej firmy nadaje się co najwyżej jako balsam do golenia. Na włosach nie robi kompletnie nic, nie pomaga w rozczesywaniu, mogłoby jej nie być. 


Jak już jestem przy narzekaniu to pokażę dwa produkty do ciała, które choć właściwości pielęgnacyjne mają w porządku to nie mogę ich używać. Masło do ciała Galanea o zapachu brzoskwiniowo waniliowym przyprawiało mnie o mdłości. Pamiętam jak raz po jego użyciu usłyszałam "jesteś pewna, że nie mamy jakiegoś popsutego jedzenia gdzieś w szafce?". Wylądowało w koszu prawie całe pełne, a to nie zdarza się u mnie zbyt często. Mus do ciała Perfecty porzeczkowo grejpfrutowy dostałam na wrocławskim spotkaniu blogerek na początku czerwca. Połączenie zapachowe wydawało mi się w sam raz na lato. Czar prysł po odkręceniu wieczka. Kto nalał mi domestosa do słoika, hę? Po jego użyciu czuję się jak świeżo umyty kibelek... 

Na szczęście znalazły się w tym miesiącu dwa produkty, które bardzo przypadły mi do gustu i wymazały z pamięci niesmak po wyżej wspomnianych bublach. Balsam do ciała Isany z olejkiem arganowym stał się chwilowo moim ulubieńcem. Na skutek zapachowej traumy po jego poprzednikach zakochałam się w tym jak pachnie. Z pewnością nie jest to zapach olejku arganowego, ale coś niesamowicie przyjemnego, powiedziałabym, że wręcz eleganckiego. Stopnień nawilżenia jest w sam raz na lato, nie będzie się wchłaniał godzinami, ale też nie grozi nam zostanie sucharkiem. Moje balsamowe zapasy stanowią kilkanaście produktów, ale do tego z pewnością kiedyś wrócę. Ostatnim produktem w dzisiejszym wpisie jest moja różowa miłość odkryta na nowo:


Mowa oczywiście o różu Marble Mania z Essence. Na dysku znalazłam jego stare zdjęcie, teraz już nie wygląda tak ładnie ;) Na szczęście na policzkach daje efekt równie piękny co na samym początku, ba nawet jest fajniej, bo nie dość, że nabrałam wprawy w używaniu takich produktów to jeszcze zaopatrzyłam się w lepsze pędzle ;)

niedziela, 16 czerwca 2013

Dwufazowa odżywka do włosów z aloesem i hibiskusem Alverde

Łezka mi się w oku kręci przy pisaniu tej recenzji, bo to ostatni pielęgnacyjny produkt z paczki, którą przywiozłam sobie w zeszłym roku z Bratysławy. No cóż, jeszcze 3 miesiące trzeba czekać na powtórkę tej eskapady ;) Z drugiej strony uświadamia mi to, że dwufazowa odżywka do włosów z aloesem i hibiskusem Alverde była szalenie wydajna, ponieważ starczyła mi na ponad 9 miesięcy codziennego używania!

Nie pamiętam już dokładnie ceny, ale jestem pewna, że nie przekraczała ona 5 ojro za 150ml. Starły mi się już słowackie napisy, niemieckim niestety nie podołam więc nie przywołam niczego ze słów producenta. Właściwie nie jest to konieczne, bo po takim czasie wyrobiłam sobie już konkretną opinię ;) Odżywka jak sama nazwa wskazuje składa się z dwóch faz, trzeba wstrząsnąć opakowaniem i wtedy dopiero aplikować ją na włosy. W przypadku moich bobaskowych włosów wystarczyły mi dosłownie dwa psiknięcia. Jaki dawało to efekt? Otóż włosy rozczesywało się lepiej i przy regularnym stosowaniu były bardziej błyszczące. Trzeba było jednak faktycznie uważać z jego ilością. Tłusta warstwa odżywki potrafiła przetłuścić włosy do tego stopnia, że nadawały się do ponownego mycia. Metodą prób i błędów wypracowałam sobie najlepszy dla siebie sposób aplikacji (nie polecam psikania na ręce i dopiero potem nakładania na włosy, tłuszczyk murowany). U mnie sprawdziły się wspomniane wyżej dwa psiknięcia z odległością wyciągniętej ręki z głową skierowana do dołu.

Z pewnością kupię ją ponownie za fakt nieobciążania włosów przy małej ilości użytego produktu i widoczny efekt. Nie zastąpi ona z pewnością odżywki ze spłukiwaniem czy maski, ale jest miłym dodatkiem w codziennej pielęgnacji włosów :)

niedziela, 12 maja 2013

Odżywka do włosów Aussie Miracle Moist

Tuż przed świętami wielkanocnymi otrzymałam tajemniczą przesyłkę z produktami marki Aussie. Nie był to jednak przypadek, kilka dni temu w rossmannach (podobno jeszcze nie wszystkich) pojawiły się kosmetyki znanej australijskiej marki. Z tego co wiem ich regularna cena to 30zł. Sama się na nie jeszcze nie natknęłam, ale za swoją paczkę już się zabrałam i chciałabym się z Wami podzielić moimi spostrzeżeniami na temat odżywki do włosów Aussie Miracle Moist.


Zacznę od tego, że niesamowicie podoba mi się szata graficzna butelek (mowa tu zarówno o odżywce jak i masce oraz szamponie). Kolejną rzeczą, która zaraz po otwarciu buteleczek rzuca się w nos jest śliczny (oczywiście okrutnie sztuczny) zapach. Tyle równie dobrze mogłabym napisać Wam po wyciągnięciu butelek z paczki, po miesiącu mogę jednak dodać jeszcze kilka rzeczy ;)


W czasie używania odżywki doceniłam pomysłowy otwór, przez który można było dozować idealną ilość produktu. Nie przypominam sobie, abym spotkała się z podobnym w innych produktach tego typu. Odżywka miała niezbyt gęstą konsystencję, ale nie przelewała się przez palce. Przez kolor i zapach jednoznacznie kojarzyła mi się w owocowym kisielem :)


Jak oceniam samo działanie? Pewnie przez silikony w składzie sprawiała, że trzymając ją dosłownie chwilę na włosach stawały się one nieziemsko wygładzone i szczotka wchodziła w nie jak w masełko (i to takie roztopione ;)). Działo się tak już po pierwszej aplikacji i skończyło po ostatniej. Teraz, gdy wróciłam do odżywki z Garniea z masłem karite i awokado nie mam już tak dobrego poślizgu ;) Przy odżywce Aussie zauważyłam jednak, że włosy mi się mocniej puszyły i były wysuszone na końcach. Byłam zmuszona częściej sięgać po olejek. Z tego powodu nie zdecyduję się na ponowny zakup tego produktu. Garnier chociaż mi tak wszystkiego nie wygładza to przynajmniej nie przesusza- dlatego to właśnie z nim, a nie z Aussie zostanę na dłużej ;)

Skład: Aqua, Cetyl Alcohol, Stearamidopropyl Dimethylamine, Stearyl Alcohol, Quaternium-18, Benzyl Alcohol, Cetearyl Alcohol, Hydroxypropyl Guar, Parfum, Bis-Aminopropyl Dimethicone, Oleyl Alcohol, Glyceryl Stearate, Citric Acid, Polysorbate 60, EDTA, Limonene, Magnesium Nitrate, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Macadamia Ternifolia Seed Oil, CI 19140, Methylchloroisothiazolinone, Magnesium Chloride, Methylisothiazolinone, CI 17200, Ascorbic Acid, Sodium Benzoate, Sodium Sulfite, Potassium Sorbate.

czwartek, 21 lutego 2013

Ziaja kakaowa, maska i odżywka wygładzające

Idealną maskę do włosów już znalazłam, a dokładnie nawet dwie :) Jedna to wielokrotnie wspominana przeze mnie maska Ziai intensywnie wygładzająca do włosów niesfornych, druga to maska z proteinami mlecznymi Kallosa. Z kolei po wycofaniu odżywki z Isany z olejkiem babasu dalej szukam tej jedynej... Przy okazji zakupów w osiedlowej drogerii wpadły mi do koszyka dwa produkty z Ziai. 

Seria z masłem kakaowym charakteryzuje się rewelacyjnym zapachem, który oczywiście nie wszystkim musi przypasować. Sama bardzo go lubię, uważam, że jest idealny na zimę ;)

Maska wygładzająca do włosów suchych i zniszczonych oraz kremowa odżywka wygładzająca do włosów suchych i zniszczonych kosztowały około 6-7zł za sztukę. 

Od razu zaznaczę, że jeden produkt spisał się u mnie na medal, drugi wcale. Nie zrobił krzywdy, ale z pewnością nie dał moim włosom tego, co są w stanie zaoferować inne produkty tego typu. Rewelacyjna, okazała się być maska. I nie chodzi mi tu o sam fakt, że maska z reguły działa na włosy dogłębniej, ale o to jak oceniam ją na tle innych masek, które miałam okazję używać. 


W tym miejscu muszę wspomnieć, że poniekąd z lenistwa nieco przedobrzyłam w kwestii dbania o włosy. Ktoś gdzieś kiedyś polecił stosowanie maski do włosów przy każdym myciu jako odżywki. Miało to niby sprawić, że włosy będę w lepszej kondycji. Niestety na dłuższą metę zadziałało to paradoksalnie- przesuszyło włosy. Koleżanka powiedziała mi, że nazywa się to przeproteinowaniem (trudne słowo ;)) i faktycznie na wielu blogach można poczytać o tym zjawisku. Z tego powodu od jakiegoś czasu po bożemu używam maski 1-2 razy w tygodniu, na co dzień idzie w ruch odżywka ze spłukiwaniem lub moja ukochana odżywka w spray'u alverde. Oprócz tego po każdym myciu miziam końcówki olejem kokosowym z BU.


Maska oprócz pięknego zapachu ma wiele do zaoferowania. Mocno wygładza włosy, szczotka po myciu wchodzi w nie jak w masło i nie muszę się z niczym szarpać. Włosy zdecydowanie nabrały blasku i miękkości. Są sypkie, miłe w dotyku i po prostu lepiej się prezentują. Nawet przy obecnej pogodzie włosy nie są napuszone, a gładkość nie znika po pierwszy myciu tylko utrzymuje się dłużej. Zostało mim jej już niewiele, zużyję to co mam i dołączę ją do mojej maseczkowej trójcy :) Jak widać nawet za taką cenę można mieć coś świetnego ;)

Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride , Dimethicone, Behentrimonium Chloride, Isopropyl Myristate, Polyquaternium-10, Theobroma Cacao (Cocoa), Seed butter, Panthenol, Sodium Benzoate, Parfum, Citric Acid. 

W przeciwieństwie do maski stoi odżywka do włosów. Rozumiem, że już sam fakt bycia odżywką sprawia, że nie może ona robić cudów z włosami. O ile ograniczyłaby się do bycia zwykłym nawilżaczem ułatwiającym rozczesywanie włosów nie miałabym do niej pretensji. Niestety okazała się być małym bubelkiem, ponieważ okropnie puszyła moje włosy, co więcej rozczesywanie ich po jej użyciu to był koszmar :( To dwie rzeczy, które odżywka musi u mnie spełniać. Niestety w takim przypadku zapadł wyrok, że widoczny na zdjęciu obok delikwent skończy jako żel do golenia ;)

Jakby tego było mało, to nawet w tym przypadku nie do końca się sprawdził, bo był tak rzadki, że praktycznie cały spływał z nogi. No cóż, niby nie można mieć wszystkiego, ale czasem to nie ma się zupełnie niczego :P


Skład: Aqua, Cetearyl Alcohol, Cetrimonium Chloride, Isopropyl Myristate, Polyquaternium-10, Theobroma Cacao (Cocoa), Seed butter, Panthenol, Cyamopsis Tetragonolobus Gum,  Sodium Benzoate, Parfum, Citric Acid. 

Na koniec moja prośba: 
polećcie mi proszę jakąś odżywkę do włosów cienkich, która ułatwiłaby rozczesywanie, lekko je wygładzała oraz co najważniejsze nie obciążała :)

piątek, 13 lipca 2012

Wszystko o moich włosach

Cześć Dziewczyny! :) Na wstępie chciałabym Was przeprosić za moją prawie tygodniową nieobecność w blogosferze. Zaczęłam pracę w księgarni i codziennie przez ręce przewijają mi się tysiące książek, jak wiadomo w centrach handlowych godziny pracy są od 9-21, więc po takim maratonie nie mam siły na nic ;) Na szczęście pracuję z bardzo sympatyczną ekipą, zadania, które mam do wykonania nie są bezsensowne jak to często mi się zdarzało w poprzedniej pracy, co również motywuje mnie do działania :) Tyle słowem wstępu, zapraszam Was na długi post zbiorczy dotyczący wszystkich produktów, które używam do włosów. 

SZAMPON
Podstawowym produktem w przypadku włosów jest szampon. Przyznam się szczerze, że nie przywiązuję do niego największej uwagi, ważne jest, aby dobrze mył włosy, nie obciążał ich i nie powodował łupieżu. Jakiś czas temu kupiłam wielką butlę szamponu z Garniera drożdże piwne i owoc granatu, który w przypadku moich super cienkich włosów okazał się być strzałem w 10! Butelka ta jest już na wykończeniu, ale z pewnością kupię następną, obecnie zmieniła się jej szata graficzna i znajdziemy ją z napisem ultra doux (o ile dobrze pamiętam). Szampon ten dokładnie myje moje włosy, radzi sobie ze zmywaniem olejów, pięknie pachnie, włosy nie są po nim oklapnięte. Tyle wymagam od szamponu i ten dokładnie się z tego wywiązuje. Do tego jest bardzo tani, dużą butlę 400ml bardzo często widuję na promocjach poniżej 10zł. 

ODŻYWKI

Chyba nikt nie będzie zaskoczony tym, że w moim zestawieniu znalazła się śmiesznie tania odżywka z Isany z olejkiem babasu. Co tu dużo pisać, jest świetna. Rewelacyjnie wygładza moje włosy, nie mam najmniejszych problemów z rozczesaniem ich. Szczotka wchodzi w nie jak w masło :) Zużyłam już dwie butelki, kolejne stoją w zapasie, kupuję od razu kilka jak jest w promocji, taki ze mnie chomik ;)

Drugą odżywką, którą z niewielkimi przerwami stosuję jeszcze od czasów liceum czyli już kilka dobrych lat, jest balsam nawilżająco regenerujący z Joanny. To moje pierwsze opakowanie w nowej szacie i powiem Wam, że wolałam starą wersję. Tutaj za każdym razem wylewa mi się za dużo produktu, a do moich krótkich włosów potrzebuję do doprawdy kropelkę. Odżywka ta jest bez spłukiwania i ratuje mnie gdy nie mam czasu na nakładanie olejków (tak jak w tym tygodniu). Nie nakładam jej u nasady włosów tylko na długość i nadaje im miękkości i ogólnie poprawia ich stan. Jest to produkt powszechnie znany i lubiany. 



OLEJE

Też uległam nakładaniu olejków na włosy. Moimi dwoma najulubieńszymi są kokosowy z Vatiki oraz granat i awokado z Alterry. Jeden i drugi działają u mnie cuda, co więcej kocham ich zapachy! Wiem, że część z Was uważa je za śmierdziele, ale dla mojego nosa oba są super :) Nie będę tu się na ich temat rozpisywać, bo ich dobroczynne działanie jest powszechnie znane. Dodam, że olejki nakładam zawsze na 3-4h przed myciem głowy, pozostawienie ich na całą noc mocno przeciąża mi skórę głowy. Myślę, że za jakiś czas stworzę na ich temat osobny post, tymczasem chciałabym przestawić Wam olejki, które również używam, ale nie dały one tak spektakularnych efektów.






Olejek Babydream użyłam na włosy zaledwie kilka razy. Krzywdy mi on nie zrobił, ale zabrakło tego efektu wow, który miałam po wyżej wymienionych produktach. Mimo wszystko bardzo lubię ten produkt i mam dla niego szereg innych zastosowań ;)

Olej ze słodkich migdałów kupiłam, aby nakładać go na twarz, niestety mocno mnie zapychał. Postanowiłam go nałożyć na włosy i też nie do końca się sprawdził, włosy były po nim mocno oklapnięte, choć faktycznie miękkie w dotyku. Niestety wyglądały na nieświeże... Odstawiłam go w kąt i używałam sporadycznie do innych celów, ale pewnego dnia doznałam olśnienia, o którym przeczytacie poniżej ;)

Kolejnym olejkiem, który nie do końca przypadł mi do gustu jest olej migdałowy z vatiki. Jego odlewkę dostałam go od Natalii razem z olejkiem babydream i dwoma kosmetykami, o których wspomnę poniżej. Choć działa świetnie to ma zabójczy zapach od  którego automatycznie boli mnie głowa. Postanowiłam więc zmieszać go pół na pół z olejkiem ze słodkich migdałów i taka mieszanka sprawdza się całkiem nieźle.


Zabawa z olejkami ma dla mnie jeden wielki minus, jeśli przestanę ich używać na dłużej niż tydzień (tak jak teraz) to włosy bardzo szybko wracają do stanu sprzed kuracji. Owszem, te które na skutek nakładania olejków mi wyrosły nie wypadły, jednak widać, że jeśli ktoś nie jest konsekwentny nawet nie ma się co za olejki brać ;)

WCIERKI

Wcierki również odkryłam za sprawą Natalii. Dostałam od niej dwie, słynny Jantar oraz wodę brzozową. O Jantarze, chyba już każdy słyszał, głównie są to same zachwyty. Moje zdanie na jego temat jest niestety zupełnie inne. Niedawno wykończyłam całą butelkę i mogę już co niego powiedzieć na temat jego działania. 


Choć początkowo byłam zadowolona z odświeżenia, które dawał i tego, że moje włosy przetłuszczały się o wiele wolniej. Niestety nie było dane mi się tym cieszyć długo, po jakimś czasie jednak moje włosy uodporniły się chyba na ten produkt, bo w ogólnie nie było po nich nic widać. Także fajnie było przez pierwszy tydzień, ale po dwóch pełnych kuracjach trwających po trzy tygodnie efektów zero. 





O niesamowicie niewygodnym opakowaniu nie będę nawet wspominać ;) Drugą wcierką, którą również dostałam od Natalii jest woda brzozowa. Tutaj jestem w trakcie kuracji i widzę, że w przeciwieństwie do Jantaru efekty nie znikają po tygodniu :) Za jakiś czas napisze coś więcej na jej temat ;) Stosuję ją maksymalnie 3-4 dni i robię tygodniową przerwę, ponieważ zawiera ona w sobie alkohol.






MASKA + SZCZOTKA + GRZEBIEŃ

O masce wygładzającej z Ziai nie będę się zbytnio rozpisywać. Odeślę Was po prostu do mojego wpisu na jej temat. To już moje trzecie jej opakowanie i nie zamierzam przerzucać się na nic innego ;) Tangle Teezer to również produkt niezbędny w moim przypadku. Nie wiem jak mogłam przez tyle lat radzić sobie bez niego, uwielbiam po stokroć :)



Grzebień z The Body Shopu gości w mojej kosmetyczce dopiero od kilku miesięcy, ale świetnie spisuje się gdy jestem na mieście i szybko muszę ogarnąć włosy ;)

SUPLEMENTY

Nie wiem czy pamiętacie, ale jakieś trzy miesiące temu zaczęłam łykać suplement diety wyciąg ze skrzypu polnego i pokrzywy firmy Bioogrody. I wiecie co? To było jedno wielki nic! Po zjedzeniu dwóch opakowań (pamiętałam o każdej jednej tabletce) stan moich włosów, skóry czy paznokci nie uległ zmianie. 



STYLIZACJA

Tutaj będzie bardzo skromnie, ponieważ do ujarzmienia mojej krótkiej fryzury potrzebuję zaledwie dwóch produktów. Lakier do włosów Isany, koniecznie czarny oraz moje odkrycie tego miesiąca (poczynione dzięki Anuli :)) czyli guma do włosów Joanny. Jedno i drugie pozwala mi ułożyć włosy tak jak chcę bez zbędnego kombinowania :)


To wszystko :) Wydawało mi się, że nie ma tego dużo, jednak do opisania wszystkiego musiałam stworzyć małą epopeję :) Mam nadzieję, że mimo wszystko dotrwacie do końca i podzielicie się, czy znacie któryś z tych produktów :)