Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żel do mycia twarzy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą żel do mycia twarzy. Pokaż wszystkie posty

środa, 18 marca 2015

Ziaja Manuka: żel myjący i krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym na noc

Seria Ziaja Manuka została stworzona z myślą o mnie. Sama się dziwię, dlaczego aż tyle czasu potrzebowałam, żeby coś z niej kupić. Początkowo owszem, były małe problemy z dostępnością, ale teraz Manukę można dostać nawet w najsłabiej zaopatrzonym Rossmannie we Wrocławiu, więc są już chyba wszędzie ;) Ceny jak to zwykle w przypadku Ziai bywa śmiesznie niskie, około 10zł za produkt. 


Zdecydowałam się na żel myjący (bo jak wiele razy wspominałam bardzo lubię żel myjący do cery trądzikowej Ziai i byłam ciekawa, czy i ten produkt się sprawdzi) oraz krem mikrozłuszczający z kwasem migdałowym na noc. Z kwasem migdałowym miałam styczność przy używaniu produktów Pharmaceris z serii T, więc nie był mi on straszny ;)


Od razu napiszę, że z obu produktów jestem bardzo zadowolona. Krem, choć jego konsystencja bardziej przypomina gęsty żel, sprawdził się u mnie świetnie. Przede wszystkim nie miałam żadnych podrażnień, jak to było w przypadku kremu Biodermy. Sama skóra prezentowała się o niebo lepiej. Choć nie udało się ograniczyć powstawania pryszczy do zera, to i tak było nieźle! To co już się pojawiło znikało szybciej i nie powodowało od razu wysypu na pół metra wokół siebie. Nie miałam też problemu z nadmiernym przesuszeniem skóry, jednak przyznam, że w okresie kiedy było zimniej musiałam sięgnąć po mocniej nawilżający krem na dzień.


Wygodną tubkę opróżniłam już praktycznie do ostatniej kropli, czyli wydajność przedstawia się tak, że opakowanie starcza na 3 miesiące codziennego używania. Myślę, że to fajny produkt, który ułatwi życie tym, którzy męczą się z trądzikiem, sama z pewnością do niego wrócę :)


Żel do mycia twarzy był równie dobry jak jego kolega z serii med do skóry trądzikowej. Przy używaniu codziennie 2-3x buteleczka wystarcza na około 3 miesiące, więc wynik bardzo dobry. Oczyszczenie, które nam funduje połączone z brakiem zbędnego przesuszenia sprawia, że mam kolejnego ulubieńca w tej kategorii :)


Mam wielką ochotę na kolejne produkty z tej serii i pewnie niedługo sobie coś sprawię. Z pewnością będzie to niezwykle popularna pasta oczyszczająca i może krem na dzień, zobaczymy.


Czekam na Wasze opinie na temat tych kosmetyków :) Miałyście, lubicie?

PS.
Na osłodę wrzucam zdjęcie Amciuchy, który ostatnio nie chciał mnie wypuścić do pracy. To się nazywa protest :D

PS2.
Dziś przychodzi do mnie na wstępne pomiary Pan, który ma zamontować siatkę na balkonie, żeby się moje futro mogło wygrzewać w słońcu. Jak już to nastąpi to czeka nas ogarnięcie naszego wielkiego tarasu o powierzchni 1,6m2. Nie mogę się doczekać śniadań na balkonie! :)

środa, 26 marca 2014

Kosmetyki za mniej niż 10 złotych warte polecenia!

Wiadomo, częste zakupy kosmetyczne mogą człowieka zrujnować. Sama staram się pilnować i bez potrzeby nie przepłacać. Zgodzimy się pewnie co do tego, że jakość jest najważniejsza, jednak znalazłam 10 produktów w przypadku których niska cena nie idzie w parze z ich kiepskim działaniem. Zapraszam do lektury i zachęcam do stworzenia takiego zestawienia na swoich blogach :)

twojaapteka.co.uk 
1. Szampon normalizujący do włosów przetłuszczających się z drożdżami piwnymi Joanna- odkryłam go po tym, jak moje włosy zmasakrował szampon Garniera Ultra Doux z awokado. Włosy były tak obciążone i oblepione jakąś wstrętną mazią, że aż się przykro robiło. W tym momencie pojawił się szampon Joanny, włosy dobrze oczyścił, sprawił, że były lekkie, sypkie, lśniące. Były dokładnie takie jak lubię najbardziej, w dodatku faktycznie zaczęły się mniej przetłuszczać. Moje włosy go uwielbiają i co jakiś czas będę do niego wracać :) Jego cena to 8zł/300ml


2. Zmywacz do paznokci Blanchette z Kauflandu- na zdjęcie załapał się też mój ukochany wysuszacz lakieru z Essence, niestety już wycofany :( Wróćmy jednak do zmywacza. Niby zmywacz to nic specjalnego, jednak ten kolega radzi sobie z lakierem w ekspresowym tempie, nie śmierdzi tak bardzo, jest go dużo i do tego jest tani. Czego więcej chcieć? :) Cena to 5,5zł/200ml.

wizaz.pl
3. Krem do rąk Isana z mocznikiem- jeden z lepszych kremów do rąk jakie miałam. Bardzo często jest wykupiony w Rossmannach, to też o czymś świadczy ;) Świetnie radzi sobie z mocno wysuszonymi dłońmi, lubię też jego specyficzny zapach. Jakby tego było mało to jest to produkt uniwersalny- wielokrotnie używałam go do stóp i za każdym razem byłam bardzo zadowolona :) Cena to 5zł/100ml.
wizaz.pl
4. Kredka do brwi Catrice- posiadam odcień średni i jestem nim zachwycona. Twarz od razu nabiera innego wyrazu. Grzebyczek na drugiej stronie kredki sprawia, że jest wyjątkowo poręczna. Myślę, że dzięki niej znalazłam już swój ideał w kategorii brwi i nie będę już szukać dalej ;) Cena to 9zł/kredka. 

ladymakeup.pl

5. Tusz do rzęs MIYO 3 w 1 - rewelacyjny tusz za śmieszne pieniądze. Niestety jednym problemem jest słaba dostępność. Można go kupić w drogerii Jasmin, a we Wrocławiu jest mi do niej nie po drodze. Tusz ten bardzo ładnie wydłuża i pogrubia rzęsy. Ma silikonową szczoteczkę, która należy do moich ulubionych :) Cena to 8zł.


6. Odżywka do włosów Joanna Argan Oil- fantastyczna odżywka, która wzbudza u wielu dość mieszane uczucia. Zużyłam już chyba 3 albo 4 opakowania i z pewnością będzie ich więcej. Bardzo ładnie wygładza końce włosów, które dzięki temu mniej się puszą. Dodatkowo znacząco ułatwia rozczesywanie. Cena to 7zł/200ml. 

www.essence.eu
7. Baza pod cienie I <3 Stage- ta baza jest cichym bohaterem moich makijaży. Dzięki niej cienie są na swoim miejscu przez cały dzień. Może jakoś wybitnie nie podobija ich intensywności, ale nie przeszkadza mi to. Za jej sprawą mam ochotę częściej robić coś więcej niż kredkę eyelinerem na oku :) Cena to 9zł.

pinger.pl
8. Maska intensywnie wygładzająca Ziaja- wychwalałam ją już wielokrotnie, więc nie mogło jej zabraknąć w tym zestawieniu. Nic tak dobrze nie wygładza włosów jak ona. Poleciłam ją już wielu osobom i każda była równie zachwycona jak ja :) Mój absolutny KWC :) Cena to 6zł/200ml.


9. Płyn micelarny BeBeauty- pewnie nie jest to żadne zaskoczenie ;) Z każdą kolejną zużytą butelką dochodzę do wniosku jak bardzo go lubię. Martwi mnie jedynie to, że została mi już tylko jedna butelka w zapasie, a w Biedronce jest on ciągle wykupiony. No nic, póki co, cieszę się świetnym płynem, który rewelacyjnie radzi sobie z moim makijażem. Cena to 5zł/200ml.

apteka-melissa.pl

10. Żel do mycia twarzy antytrądzikowy Ziaja- mój ulubiony żel do mycia twarzy. Jest delikatny, ale jednocześnie skuteczny. Nie podrażnia skóry, nie wysusza jej też nadmiernie. Widzę, że powoli robi się coraz popularniejszy w blogosferze, i bardzo dobrze :) Zdecydowanie jest warty uwagi. Cena to 10zł/200ml.

To już wszystko, podzielcie się swoimi typami w kategorii mniej niż 10zł ;)

środa, 12 lutego 2014

Malinowy żel peelingujący do mycia twarzy Balea

Uwielbiam maliny w każdej postaci. Zarówno w formie smakołyków, zapachów czy kosmetyków. Gdy tylko zobaczyłam malinowy żel peelingujący do mycia twarzy marki Balea w DM to od razu wylądował w moim koszyku. Dodatkowo był śmiesznie tani, kosztował w granicach 1,5 euro. 

Żel jest bardzo dobrym produktem, który świetnie sprawdza się w porannej pielęgnacji. Dobrze oczyszcza twarz z nagromadzonego przez noc sebum czy nałożonych wcześniej produktów. Drobinki peelingujące są na tyle delikatne, że można spokojnie stosować żel na co dzień. Taki delikatny peeling z rana bardzo fajnie pobudza skórę do życia i chyba za to lubię go najbardziej. Przypomina mi lubiany przeze mnie żel peelingujący Lirene. Podobnie jak w jego przypadku, tuż po myciu odczuwam lekkie ściągnięcie skóry twarzy, ale w ogóle mi to nie przeszkadza, bo i tak nakładam na twarz jakiś krem. 


Wiem, że jest u nas problem z dostępnością kosmetyków Balea, ale przecież zakupy przez internet nie stanowią problemu. Może nie jest to produkt wybitny, dla którego warto składać osobne zamówienie, ale wrzucić do koszyka przy okazji nie zaszkodzi. Szczególnie jeśli jesteśmy fankami malin :)

poniedziałek, 25 listopada 2013

Pharmaceris: N-żel kojący zaczerwienienia, A-nawilżający żel fizjologiczny

Żel do mycia twarzy jest produktem, który po prostu musi być w mojej łazience. Mam w tej kategorii już swoich faworytów, ale zawsze z chęcią skuszę się na coś nowego. Tym razem trafiły do mnie dwa produkty z Pharmaceris. Po przygodzie z pianką myjącą liczyłam na powtórkę z udanej rozrywki, niestety się rozczarowałam :(


Na pierwszy ogień poszedł żel kojący zaczerwienienia Pharmaceris N. Nie mam problemów z naczynkami, więc teoretycznie nie miałam jak sprawdzić czy produkt ten się sprawdza. Niestety zaobserwowałam u niego pewną cechę, która moim zdaniem raczej dyskwalifikuje go w przypadku osób z takim problemem. Otóż tuż po myciu twarz jest wysuszona dosłownie na wiór. Absolutnie nie podważam jego właściwości myjących, tutaj radzi sobie bardzo dobrze, jednak bez kremu w pogotowiu nie ma się co za niego zabierać. Ważne jest, że żel nie podrażnia oczu i nawet nieźle radzi sobie z demakijażem (przydaje się w awaryjnych sytuacjach ;)). 


Jaki mam problem z fizjologicznym żelem nawilżającym Pharmaceris A? Oprócz tego, że się nie pieni (a jak coś się nie pieni to temu nie ufam :P) to kiepsko sobie radzi ze swoją podstawową funkcją jaką jest mycie twarzy. Do dokładnego umycia buzi potrzebuję 2-3 pompek żelu, zdecydowanie więcej niż standardowo. Co więcej, nie mam się co zabierać za mycie buzi bez wcześniejszego dokładnego oczyszczenia mleczkiem czy micelem. Inaczej wszystko będzie się mazać po twarzy. Rozumiem, że jest to produkt łagodny i delikatny, ale jak dla mnie on po prostu nie działa jak należy.


Z podkulonym ogonem wracam do Ziai antytrądzikowej ;)

wtorek, 22 października 2013

Mycie twarzy z Lirene Youngy 20+

Jakiś czas temu dostałam od Laboratorium Kosmetycznego Dr Ireny Eris wielką paczkę, w której znajdowała się masa kosmetyków. Była tam cała seria Young 20+ Lirene, odpowiedź na powszechnie znaną serię Under 20. Oprócz kremu do twarzy, kremu bb, wcześniej recenzowanego płynu micelarnego miałam okazję używać żelu myjąco-peelingującego oraz pianki myjącej. I właśnie dziś chciałabym się skupić na dwóch ostatnich produktach z tej gromadki.


Zacznę od produktu, który przypadł mi do gustu o wiele bardziej, jest nim żel myjąco-peelingujący hiszpańskie flamenco. Choć w nazwie ma peelingujący to spokojnie można go używać na co dzień. Drobinki w nim zawarte są na tyle rzadko rozmieszczone, że z pewnością nikomu krzywdy nie zrobią, są praktycznie ledwo wyczuwalne. Żel pachnie niczym antycellulitowa seria Lirene, cytrusami. Nie mogłam się przez to przy każdym myciu twarzy pozbyć wrażenia, że nakładam właśnie coś ujędrniającego :D


Sam produkt okazał się być dobrze oczyszczającym żelem, świetnie pasującym do codziennej pielęgnacji. Nie mogę powiedzieć, żebym nie odczuwała po jego użyciu żadnego ściągnięcia, ale nie było ono tak mocne jak chociażby przy żelu do naczynkowej cery od Pharmaceris. Dla mnie najważniejsze jest to, żeby żel oczyszczał moją twarz z resztek makijażu oraz tego co zebrało mi się na twarzy przez cały dzień gdy nie sięgam po kolorówkę. W tej dziedzinie sprawdził się na medal, choć zgodzimy się chyba, że w przypadku żelu do mycia twarzy nie jest to wyczyn szczególny ;)

I być może to właśnie kwestia konsystencji sprawiła, że pianka myjąca samba brazylijska po kilku użyciach poszła w kąt. Jestem świadoma, że po produktach do mycia twarzy nie mogę się spodziewać cudów, ba, nie wymagam od nich zmywania makijażu. Mają po prostu umyć wstępnie oczyszczoną micelem buzię. Ten produkt nie dał z tym rady. Piana wychodząca z opakowania przypominającego piankę do włosów jedynie maziała się po twarzy zostawiając ją taką jaka była. Nie muszę dodawać, że w tym momencie używanie takiego produktu mija się dla mnie z celem. Wiadomym jest, że źle oczyszczona twarz = wysyp wyprysków, więc podziękuję za przygodę z tym produktem.


Szkoda, bo pianki same w sobie bardzo lubię :(

piątek, 12 kwietnia 2013

Niszcz pryszcz! #2 Żel myjący kuracja antybakteryjna Ziaja Med

Witam Was z kolejnym postem z serii Niszcz pryszcz :) Poprzedni wpis o paście cynkowej cieszył się sporym powodzeniem, za co serdecznie Wam dziękuję. Mam nadzieję, że i tym razem uda mi się zachęcić do stosowania kolejnego produktu, który w moim przypadku sprawdził się na medal :) Mowa o żelu do mycia twarzy z kuracji antybakteryjnej Ziaja Med. Kosmetyki Ziaja Med dostaniemy tylko w aptekach, seria ta zabiera o wiele bardziej pochlebne opinie niż kosmetyki Ziai dostępne w drogeriach. Na szczęście ceny pozostają równie niskie, za żel zapłaciłam 10zł za 200ml.


Po niezbyt udanej przygodzie z kremem do twarzy tej firmy byłam dość sceptycznie nastawiona do tego produktu. Mocno obawiałam się wysuszenia, które w przypadku kuracji TriAcnealem jest bardziej niż niepożądane. Jak się okazało nic bardziej mylnego! Już po pierwszym użyciu wiedziałam, że dobrze z tym żelem trafiłam :) Po pierwsze jest bardzo delikatny. Doskonale oczyszcza twarz (choć słabo się pieni, przez co może dawać mylne wrażenie, że nic się nie dzieje) jednocześnie jej nie przesuszając. W przypadku cery trądzikowej podrażnienia są stale obecne na twarzy i na całe szczęście żel obchodzi się z nimi wyjątkowo delikatnie. Nie ma żadnego szczypania czy pieczenia, żadnych podrażnień, ba po samym myciu skóra jest już ukojona. Wiadomo, że od samego żelu nie pozbędziemy się pryszczy, ale ten produkt jest idealnym uzupełnieniem walki z tymi paskudami ;) Dodam, choć pewnie większość już o tym wie, że buzię najlepiej wycierać papierowym ręcznikiem. Minimalizujemy wtedy ryzyko zagnieżdżenia się bakterii w materiale ;)

Żel już mi się skończył i płaczę za nim w poduszkę. Z powodu nieprzezroczystego opakowania mylnie oceniłam ile mi go zostało i na gwałt potrzebowałam nowej butelki. Padło na pomarańczowego Garniera, który nawet w połowie nie jest tak dobry jak stara poczciwa Ziaja :)

Skład: Aqua (Water), Coco Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Sodium Cocoamphoacetate, PEG-120 Methyl Glucose Dioleate, Laureth-7 Citrate, Panthenol, Propylene Glycol, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Saccharomyces/Zinc Ferment, Allantoin, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, Diazolidinyl Urea, Sodium Benzoate, Sodium Hydroxide.

niedziela, 17 lutego 2013

Łagodząca pianka do mycia twarzy i oczu

W ostatniej paczce, którą dostałam od Laboratorium Kosmetycznego Dr Ireny Eris znalazłam łagodzącą piankę myjącą do twarzy i oczu Pharmaceris. Pochodzi ona z serii A czyli tej dla skóry alergicznej i wrażliwej. Choć sama mam trądzik, z którym walczę na różne sposoby i mogłoby się wydawać, że produkt jest niekoniecznie dla mnie to okazało się, że bardzo mi się spodobał. Sama konsystencja pianki powoduje, że produkt na wstępie mi się podoba :) Być może część z Was pamięta, jak zachwycałam się pianką z jedwabiem z Alverde? Ta z Pharmaceris jej niestety nie podbiła, ale i tak jest nieźle ;)


Sama pianka zamknięta jest w ładnej buteleczce z pompką, która nie sprawiała najmniejszych problemów. Ogólnie podoba mi się je wygląd :) Jedno naciśnięcie pompki daje odpowiednią ilość produktu, aby umyć twarz. Ja stosuję ją dwojako- najpierw rozmiękczam nią makijaż, który potem zmywam płynem micelarnym (oczy wcześniej traktuję dwufazą). Później następuje ponowna aplikacja, która domywa to, co było niedomyte (:D). Następnie tonik, krem i mam czyściutką, nawilżoną i przede wszystkim nie podrażnioną buzię :)


Przy moim trądziku każde dodatkowe atrakcje są wybitnie niepożądane. Ta pianka cudów nie zrobiła, próbowałam nią zmyć cały makijaż, żeby zobaczyć, czy jest tak udana jak jej siostra z Alverde i nie udało się. Oczywiście nie mam jej tego za złe, bo nie taka jej rola :)

http://www.pharmaceris.pl
Sprawdziłam jej cenę w Hebe i wynosi ona 25zł. Myślę, że to cena do przełknięcie, szczególnie, że produkt jest wydajny. Spokojnie starczy na 2-3 miesiące. Nie ukrywam, że dość mocno nabrałam ochoty na inną piankę ze stajni dr Eris, a mianowicie tę do skóry trądzikowej. Jak skończę moje zapasy w postaci 5 produktów do oczyszczania twarzy będzie moja :D Jako ciekawostkę podam, że w Hebe była o złotówkę tańsza :P

Skład (tej, którą recenzowałam, nie tej obok ;)): Aqua, Glycerin, Betaine,Cocamidopropyl Betaine, Methyl Gluceth-20, Disodium Ricinoleamido MEA-Sulfosuccinate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Panthenol, Hydroxyethylcellulose, Disodium EDTA, Lonicera Caprifolium (Honeysuckle) Flower Extract, Inulin, Lonicera Japonica (Honeysuckle) Flower Extract, Ethylhexylglycerin, Citric Acid, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Phenoxyethanol

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Micelarny żel do mycia twarzy i demakijażu BeBeauty

Myślę, że gdybym miała wskazać jeden z najbardziej zachwalanych produktów na blogach to padłoby właśnie na ten żel. Powstało już całe mnóstwo jego recenzji, ale postanowiłam dorzucić i swoje trzy grosze ;) Żel ten należy do serii BeBeauty, która jest dostępna (niestety) jedynie w biedronce. Za 150ml płacimy 4,99zł.

Opakowanie żelu jest bardzo proste i wygodne. Dobrze, że stoi na zakrętce, dzięki czemu nie ma problemów, aby dostać się do produktu, kiedy zaczyna się kończyć. Pod tym względem nie mam mu nic do zarzucenia i wg mnie prezentuje się lepiej niż przeźroczyste opakowanie żelu peelingującego. Ale przecież nie o opakowanie tu chodzi, tylko o jego zawartość. 

Jak dla mnie żel ten pachnie bardzo delikatnie jagodami- wcześniej nie mogłam określić co to za zapach, ale któraś z Was o tym wspomniała i zupełnie się z tym zgadzam! Nie jest to intensywna owocowa woń, ale lekko wyczuwalna nutka zapachowa.

Żel sam w sobie jest dość gęsty, praktycznie się nie pieni. Początkowo miałam wrażenie, że tylko ślizga mi się po twarzy. Jednak muszę przyznać, że efekt jaki daje jest bardzo przyzwoity. Dokładnie zmywa resztki makijażu (nawet wodoodpornego), nigdy nie użyłam go do demakijażu całej buzi, bo od tego mam inne zabawki ;) Buzia jest przyjemnie wygładzona i miła w dotyku. Jest taka hmm... świeża :) Po umyciu nie pozostawia uczucia ściągnięcia, a jednocześnie twarz pozostaje dokładnie oczyszczona.


To wszystko sprawia, że mam ochotę do niego wrócić, jednak nie za szybko, ponieważ największą miłością w kategorii żeli do mycia twarzy darzę zielony żel z Garniera i już się za nim mocno stęskniłam ;) Cieszę się, że skusiłam się na ten żel (głównie dzięki tylu pochlebnym recenzjom) i myślę, że spokojnie mogę go polecić każdemu :)

niedziela, 5 czerwca 2011

Peelingujący żel do mycia twarzy BeBeauty

Żel peelingujący do mycia twarzy z BeBeatuy kupiłam zupełnie przez przypadek. Naczytałam się mnóstwo pochlebnych recenzji na temat żelu micelarnego (ostatnio na jego temat pisała cammie- zapraszam do jej wpisu KLIK). Jednak gdy już stanęłam przed półką z tymi kosmetykami, zupełnie zapomniałam co miałam kupić (nawet patrząc na żel micelarny, którego u mnie jest pod dostatkiem, nie przypomniałam sobie). Wzięłam więc ten żel, skoro już tam byłam :)
Jego cena jest wprost oszałamiająca, bo to 5zł za 150ml. Jego opakowanie samo w sobie nie jest kuszące. Dla mnie na plus jest to, że otwiera się je do dołu, więc pod koniec opakowanie (a właśnie na tym etapie zużycia jestem) nie muszę kombinować ze stawianiem go do góry nagami. Drugim plusem jest to, że opakowanie jest przezroczyste dzięki czemu widzę ile żelu zostało i jak to mawiała moja pani od biologii w liceum "nie ma zdziwiątka", że już koniec ;) Ale czy opakowanie jest najważniejsze? Poza tym, skoro płacę za produkt 5zł to nie mam prawa wymagać szklanej karafki z pompką.
Przejdźmy więc do jego działania. Po dwóch miesiącach stosowania (bo na tyle opakowanie starcza, przy używaniu żelu dwa razy dziennie) mogę z ręką na sercu powiedzieć, że faktycznie mam o wiele mniej brzydkich niespodzianek na twarzy. Skóra jest wygładzona i miła w dotyku. Po myciu jest lekko ściągnięta, ale o wiele mniej niż po użyciu mojego ulubionego zielonego żelu z Garniera. Peelingujące drobinki są bardzo delikatne i nie podrażniają skóry. Skóra po jego użyciu jest dobrze oczyszczona. Jednak jeśli po demakijażu zostały mi na twarzy resztki tuszu do rzęs, to żel nic z nim nie zrobi. Używam jednak kosmetyków wodoodpornych i do ich zmycia stosuję płynów do tego przeznaczonych, więc w żadnym razie nie uważam tego za jego wadę ;) Nie zauważyłam, aby od kiedy stosuję ten żel zmniejszyły mi się pory, ale tego producent również nie obiecuje. 
Żel ma konsystencję typowego żelu ;) Pachnie bardzo delikatnie- powiedziałabym, że tak morsko :) Jednak ważną informacją jest to, że praktycznie się nie pieni. Jestem osobą, która kocha pianę i dla mnie bez niej nie ma zabawy. Wiem, że nie ja jedna mam takie podejście i z tego powodu ten produkt będzie skreślony dla wielu osób. Na początku sama byłam zła, ze go kupiłam, ale do braku piany idzie się przyzwyczaić ;) Czy produkt polecam? Myślę, że watro go wypróbować. Ja do niego w najbliższym czasie nie wrócę, bo zdecydowanie wolę zielonego Garniera, ale dobrze wiedzieć, że za niską cenę mogę dostać dobry i tani kosmetyk. Taka informacje będzie na wagę złota, gdy trzeba będzie zacisnąć pasa ;)

sobota, 19 lutego 2011

Porównanie żeli do twarzy Garnier

Żel do twarzy jest kosmetykiem, który niedawno pojawił się w mojej kosmetyczce. Mój pierwszy wybór padł na oliwkowy żel do twarzy Ziaji, jednak nie pasowało mi to, że słabo się on pienił. Kolejnym żelem, który wybrałam jest żel Garnier'a z serii Skin Naturals do skóry normalnej i mieszanej (mówiąc krótko zielony ;)). Jestem z niego bardzo zadowolona i po zużyciu kilku jego opakowań postanowiłam spróbować jego brata czyli żelu-kremu do skóry suchej (różowy). Dodam tylko, że mam cerę balansującą na granicy suchej i mieszanej.


  • wydajność- różowy z racji swojej kremowej konsystencji mniej się pieni i początkowo brałam go więcej niż zielonego, jednak nic to nie zmieniało. Sama pompka nabiera go mniej niż w przypadku zielonego. Jedno opakowanie różowego starcza mi na ok. 3 miesiące, zielonego na 2. Używam rano i wieczorem i do demakijażu.
  • cena- taka sama :) Normalnie 13,99zł w promocji 9,99zł.
  • działanie- po jednym i drugim mam skórę świeżą i dokładnie oczyszczoną. Zielony doskonale radzi sobie z resztkami makijażu wodoodpornego, różowy też, ale w znacznie mniejszym stopniu, jednak to nie jest ich podstawowym zadaniem. Na opakowaniu zielonego widnieje napis, że "usuwa wszelkie zanieczyszczenia oraz ślady makijażu" i ja się z tym zgadzam. Różowy "delikatnie oczyszcza i chroni skórę przed wysuszeniem i dyskomfortem". Oczyszczenie jest faktycznie delikatne. O dyskomforcie będzie dalej. Po ich użyciu zawsze nakładam krem i mam przez cały dzień lub noc skórę przemiłą w dotyku.
  • oczy- tutaj zaczynają się schody. Różowy sprawia, że oczy pieką mnie niemiłosiernie i dla mnie jest to spory dyskomfort ;) Zielony nic takiego nie powoduje. i przy jego stosowaniu nawet nie myślałam, że może to być jakiś problem Nie wiem co jest tego powodem, przestudiowałam oba składy, jednak nie znam się na tym, a nigdy wcześniej nie miałam problemu z piekącymi oczami :( Wolę nie myśleć jak może zadziałać na kogoś kto nosi soczewki. lub ma wrażliwe oczy. Dziwi mnie to szczególnie, że jest to żel do skóry suchej, więc powinien być delikatniejszy.
  • dostępność- tutaj zdecydowanie wielki plus idzie do zielonego. Zawsze mi się wydawało, że różowy jest wszędzie, jednak jak przyszło co do czego, to w superpharmie "chwilowo go nie mieli", dopiero w trzecim rossmannie go znalazłam. Zielony jest chyba wszędzie :)



W skrócie, zielony może i jest mniej wydajny, ale czuję, że bardziej oczyszcza moją skórę i jej nie podrażnia. W przypadku różowego mam wrażenie, że zaraz mi wypali oczy, choć jego działanie oczyszczające jest słabsze. Oba mają piękny, zapach i są w bardzo przystęnpej cenie, jednak ja pozostanę wierna zielonemu ze względu na lepsze działania i dla dobra moich oczu :) Jest od dla mnie prawdziwą podstawą pielęgnacji :)