Pokazywanie postów oznaczonych etykietą catrice. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą catrice. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 12 marca 2015

All Round Catrice czyli tusz, którego jakby nie ma

Kolejny raz przekonałam się na własnej skórze, że w większości przypadków kosmetyki Catrice kompletnie mi nie odpowiadają. Tym razem po raz pierwszy sięgnęłam po tusz do rzęs z ich szafy i jak łatwo domyślić się po tytule wpisu będzie to pierwszy i ostatni raz... All Round to tusz, który daje tak mizerny efekt, że większość może pomyśleć, że zdjęcie mojego oka wrzucam w wersji saute.


Na całe szczęście nie był drogi, bo kosztował około 14zł, ale mimo wszystko znam wiele ciekawszych sposobów na zagospodarowanie tej kwoty ;) Tusz od samego początku sprawiał problemy z nakładaniem, trzeba było się sporo namachać, żeby cokolwiek na rzęsach zobaczyć. Owszem, nie kruszy się, nie rozmazuje, ale z przekąsem powiem, że właściwie to nie ma co się rozmazać...


Szczotka z typu tych, jakich nie lubię. Jednak silikon forever. Efekt jaki widać na poniższym zdjęciu jest fatalny. Teraz wspomagam się odżywką Long4lashes i może zdjęcie zrobione dziś prezentowałoby się odrobinę lepiej, ale nie oszukujmy się, ten tusz jest do bani.


Dziś kolega leci do kosza a ja odpakuję mój nowy nabytek z MaxFactor czyli Masterpiece Transform. No chyba gorzej nie będzie ;)

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Róż do policzków Catrice Revoltaire, kolejny ulubiony róż

Większość moich róży do policzków jest w podobnych odcieniach dzięki czemu nie mogę narzekać, że któryś mi nie pasuje. Zazwyczaj używam jednego produktu przez kilka tygodni lub nawet miesięcy i później sięgam po coś innego. Prawie jakbym kupowała coś nowego :) Ostatnio moim nr jeden jest róż ze starej limitki Catrice Revolitare. Czyż nie jest piękny?


Pamiętam, że miałam problem, żeby go dostać. Trafił mi się dopiero podczas pobytu w Bratysławie, gdzie w DM zapłaciłam za niego około 6 ojro. Jest to piękne połączenie różu i rozświetlacza, przy umiejętnym trzymaniu pędzla można przy jednym pociągnięciu załatwić dwie aplikacje ;)


Takie ładne kolory!


Na poliku wygląda pięknie. Przy okazji widać jak nieźle zapchał mnie róż Marble Mania z Essence. Swoją drogą dało mi to do myślenia. Mam wiele róży i nie mam co udawać, że niektóre nie przekroczyły daty ważności. Niby suchym produktom nic się nie dzieje, a jednak! Co zrobić? Wywalić wszystko? No nie. Zużyć i kupić jeden nowy? Super, zajmie mi to chyba dziesięć lat.  


Stąd moje pytanie: jak sobie radzicie z przedatowanymi kosmetykami tyu róż, cień do powiek, rozświetlacz? Nie ukrywam, że moim małym celem jest ograniczenie ilości wszystkiego co mam. Oddałam sporo ubrań z szafy, co ciekawe w ogóle nie zauważyłam ich braku! Tylko wisiały smętnie i wprowadzały mi zamieszanie przy porannym wyborze stroju. Dokładnie taka sama sytuacja jak wtedy, gdy przydużej ilości lakierów nie wiemy czym pomalować paznokcie ;) Wyniosłam też wiele książek do biblioteki, szczególnie tych mniej udanych ;) Ostatnio jedyne co kupuję poza jedzeniem to meble do mieszkania ;) I tu pojawia się pytanie, co z tymi ośmioma różami? ;)

niedziela, 27 lipca 2014

Minimalistyczny makijaż na lato

Przy obecnych upałach nawet nie patrzę w stronę podkładów, cieni do powiek, róży czy brązerów. W przypadku trzech produktów, po które w taką pogodę sięgam, ciężko mówić o pełnym makijażu, ale zupełnie mi one wystarczają. Dzięki nim czuję, że wyglądam dobrze, a nie muszę się przejmować spływającą tapetą. Skóra oddycha, filtr chroni ją przed słońcem, a ja nie muszę przy każdym zdjęciu okularów z nosa wycierać ich z podkładu. Kto zapewnia mi takie poczucie komfortu? Ta magiczna trójka:


Tusz do rzęs Curling Pump Up od Lovely totalnie skradł moje serce. To już jego drugie opakowanie, które mam i z pewnością nie ostatnie. Mimo upałów się nie rozmazuje, przez cały dzień pozwala mi sie cieszyć pięknie podkreślonymi rzęsami. Kredka do brwi Catrice w odcieniu 020 Date with As-tone stała się moim totalnym ulubieńcem już jakiś czas temu, nie wyobrażam sobie makijażu bez jej użycia. Pięknie podkreśla brwi i nadaje twarzy o wiele wyraźnieszy wyraz. Z tak obrobionym okiem sięgam już tylko po (najlepszą z jakiej do tej pory miałam okazję korzystać) pomadkę nawilżającą Nuxe Reuve de Miel. Przy mocnym słoncu muszę uważać na usta, ponieważ ekspresowo mi się przesuszają. Ta pomadka jest rewelacyjna, nie dość, że usta chroni, to jeszcze je pielęgnuje. Można na niej polegać, masełka do ust Nivei nie powinny przy niej nawet stać ;)

A z czego się składa Wasz makijaż na upały? ;)

piątek, 25 kwietnia 2014

Podkład matujący Catrice All Matt Plus Shine Control 010 Light Beige

Jak widać słabo mi idzie odwyk od kosmetyków Catrice. Dziś na tapecie będzie podkład matujący All Matt Plus Shine Control w odcieniu 010 Light Beige. Od razu zaznaczę, że nie jest to recenzja, a pierwsze wrażenia po blisko dwóch tygodniach użytkowania. Dostałam od koleżanki jego sporą odlewkę i na jej podstawie próbuję się przekonać, czy warto brać całą flachę ;) Wiem, że posty o podkładach, szczególnie ze zdjęciami pokazującymi krycie cieszą się duże powodzeniem, więc oto jestem :)

catrice.eu
Podkład kosztuje 27zł za 30ml w regularnej cenie. Posiadam najjaśniejszy odcień 010 Light Beige i pierwsze, co od razu rzuca się w oczy to jego ziemisty kolor. Dzięki temu mamy pewność, że unikniemy efektu świnki. Z drugiej strony, bez różu czy delikatnego konturowania twarzy, będziemy wyglądać nieciekawie (żeby nie użyć sformułowania jak trup). Spójrzcie na moje porównanie z Bourjois Healthy Mix, tu od razu widać o czym piszę ;)

Ze względu na krótki czas używania podkładu nie mogę się wypowiedzieć na temat jego wpływu na skórę. Póki co nie zauważyłam, żeby mnie zapychał, ale kto wie co będzie dalej ;) Mogę natomiast powiedzieć, że faktycznie podkład matuje fenomenalnie. Przy mojej mieszanej cerze spisał się świetnie, często nie musiałam sięgać po puder, a przez długie godziny na twarzy nie działo się nic złego! Jeżeli chodzi o krycie, to jest ono dość delikatne. Spójrzcie same:

Polecam kliknąć w zdjęcie, żeby powiększyć :)

Bardziej jest tu mowa o wyrównaniu kolorytu. Oczywiście wiadomo, że od wszelkich większych problemów mam korektor (notabene też z Catrice...) i nie wymagam od podkładu efektu fotosklepu ;)

Ważne jest, żeby przy aplikacji nie przedobrzyć z ilością, bo wtedy podkład ciemnieje i robią się z nim różne dziwne rzeczy. Lepiej nałożyć go mniej i ewentualnie coś dołożyć niż zmywać wszystko. Zasada ta tyczy się właściwie wszystkich podkładów, ale myślę, że warto ją przypomnieć ;)

Póki co (podkreślam, że są to moje pierwsze wrażenia) z pokładu jestem zadowolona. Potrzebowałam chwili, żeby przestawić się na niego z Healthy Mixa (podkładowej porażki roku) i po moim początkowym zniechęceniu zaczynam się z nim lubić. Jedynej rzeczy, do której się nigdy nie przekonam jest jego dziwny, nieco ogórkowy zapach, który wyczuwam przez cały dzień. Jestem przyzwyczajona do nieco większego krycia, ale może warto zostawić je tylko na większe okazje? ;)

wtorek, 15 kwietnia 2014

Puder w kompakcie Catrice Multi Color

Dziś pora na kolejny odcinek z serii: który produkt z Catrice mnie zawiódł i dlaczego... Póki co, będzie to ostatnia recenzja kosmetyków tej firmy, zbyt wiele razy pod rząd się na nich zawiodłam i nie planuję kolejnych zakupów... Owszem, kredce do brwi oraz kamuflażowi pozostanę wierna, ale na tym koniec ;) Puder w kompakcie Mutli Color kupiłam przy okazji wyprzedaży -40% i całe szczęście, bo to zawsze mniej pieniędzy wywalonych w błoto...

catrice.eu
Wybrałam odcień jaśniejszy, który i tak był podejrzanie ciemny. Jak się później okazało, balans między zbyt jasnym a ciemnym odcieniem jest jego najmniejszym problemem. Jest on przede wszystkim okrutnie różowy! Od razu napiszę, że oddałam go koleżance, która używa go teraz jako różu do policzków, chyba mówi to za wszystko....


Jeżeli chodzi o jakiekolwiek efekt matujący, to praktycznie go nie ma. Mam skórę mieszaną trądzikową, nie przetłuszczam się mocno. Niestety nawet z tym puder sobie nie radził. Czoło, broda i nos świeciły się jak latarnia po jego aplikacji... Chciałam zaoszczędzić i teraz mam.... 

A właściwie to nie mam, bo oddałam ;) 
I dobrze, bo po jego aplikacji przypominałam najbardziej

landlordrocknyc.files.wordpress.com
;)

środa, 26 marca 2014

Kosmetyki za mniej niż 10 złotych warte polecenia!

Wiadomo, częste zakupy kosmetyczne mogą człowieka zrujnować. Sama staram się pilnować i bez potrzeby nie przepłacać. Zgodzimy się pewnie co do tego, że jakość jest najważniejsza, jednak znalazłam 10 produktów w przypadku których niska cena nie idzie w parze z ich kiepskim działaniem. Zapraszam do lektury i zachęcam do stworzenia takiego zestawienia na swoich blogach :)

twojaapteka.co.uk 
1. Szampon normalizujący do włosów przetłuszczających się z drożdżami piwnymi Joanna- odkryłam go po tym, jak moje włosy zmasakrował szampon Garniera Ultra Doux z awokado. Włosy były tak obciążone i oblepione jakąś wstrętną mazią, że aż się przykro robiło. W tym momencie pojawił się szampon Joanny, włosy dobrze oczyścił, sprawił, że były lekkie, sypkie, lśniące. Były dokładnie takie jak lubię najbardziej, w dodatku faktycznie zaczęły się mniej przetłuszczać. Moje włosy go uwielbiają i co jakiś czas będę do niego wracać :) Jego cena to 8zł/300ml


2. Zmywacz do paznokci Blanchette z Kauflandu- na zdjęcie załapał się też mój ukochany wysuszacz lakieru z Essence, niestety już wycofany :( Wróćmy jednak do zmywacza. Niby zmywacz to nic specjalnego, jednak ten kolega radzi sobie z lakierem w ekspresowym tempie, nie śmierdzi tak bardzo, jest go dużo i do tego jest tani. Czego więcej chcieć? :) Cena to 5,5zł/200ml.

wizaz.pl
3. Krem do rąk Isana z mocznikiem- jeden z lepszych kremów do rąk jakie miałam. Bardzo często jest wykupiony w Rossmannach, to też o czymś świadczy ;) Świetnie radzi sobie z mocno wysuszonymi dłońmi, lubię też jego specyficzny zapach. Jakby tego było mało to jest to produkt uniwersalny- wielokrotnie używałam go do stóp i za każdym razem byłam bardzo zadowolona :) Cena to 5zł/100ml.
wizaz.pl
4. Kredka do brwi Catrice- posiadam odcień średni i jestem nim zachwycona. Twarz od razu nabiera innego wyrazu. Grzebyczek na drugiej stronie kredki sprawia, że jest wyjątkowo poręczna. Myślę, że dzięki niej znalazłam już swój ideał w kategorii brwi i nie będę już szukać dalej ;) Cena to 9zł/kredka. 

ladymakeup.pl

5. Tusz do rzęs MIYO 3 w 1 - rewelacyjny tusz za śmieszne pieniądze. Niestety jednym problemem jest słaba dostępność. Można go kupić w drogerii Jasmin, a we Wrocławiu jest mi do niej nie po drodze. Tusz ten bardzo ładnie wydłuża i pogrubia rzęsy. Ma silikonową szczoteczkę, która należy do moich ulubionych :) Cena to 8zł.


6. Odżywka do włosów Joanna Argan Oil- fantastyczna odżywka, która wzbudza u wielu dość mieszane uczucia. Zużyłam już chyba 3 albo 4 opakowania i z pewnością będzie ich więcej. Bardzo ładnie wygładza końce włosów, które dzięki temu mniej się puszą. Dodatkowo znacząco ułatwia rozczesywanie. Cena to 7zł/200ml. 

www.essence.eu
7. Baza pod cienie I <3 Stage- ta baza jest cichym bohaterem moich makijaży. Dzięki niej cienie są na swoim miejscu przez cały dzień. Może jakoś wybitnie nie podobija ich intensywności, ale nie przeszkadza mi to. Za jej sprawą mam ochotę częściej robić coś więcej niż kredkę eyelinerem na oku :) Cena to 9zł.

pinger.pl
8. Maska intensywnie wygładzająca Ziaja- wychwalałam ją już wielokrotnie, więc nie mogło jej zabraknąć w tym zestawieniu. Nic tak dobrze nie wygładza włosów jak ona. Poleciłam ją już wielu osobom i każda była równie zachwycona jak ja :) Mój absolutny KWC :) Cena to 6zł/200ml.


9. Płyn micelarny BeBeauty- pewnie nie jest to żadne zaskoczenie ;) Z każdą kolejną zużytą butelką dochodzę do wniosku jak bardzo go lubię. Martwi mnie jedynie to, że została mi już tylko jedna butelka w zapasie, a w Biedronce jest on ciągle wykupiony. No nic, póki co, cieszę się świetnym płynem, który rewelacyjnie radzi sobie z moim makijażem. Cena to 5zł/200ml.

apteka-melissa.pl

10. Żel do mycia twarzy antytrądzikowy Ziaja- mój ulubiony żel do mycia twarzy. Jest delikatny, ale jednocześnie skuteczny. Nie podrażnia skóry, nie wysusza jej też nadmiernie. Widzę, że powoli robi się coraz popularniejszy w blogosferze, i bardzo dobrze :) Zdecydowanie jest warty uwagi. Cena to 10zł/200ml.

To już wszystko, podzielcie się swoimi typami w kategorii mniej niż 10zł ;)

środa, 19 marca 2014

Catrice Re-Touch Light-Reflecting Concealer czyli jeden wielki bubel

Chyba nadeszła najwyższa pora, żebym sobie w końcu uświadomiła, że z produktami Catrice jest mi nie po drodze. W pełni odpowiadają mi jedynie kamuflaż i kredka do brwi, z całą resztą coś jest w mniejszym lub większym nieporządku. Miałam ich kosmetyków już całkiem sporo, jednak zazwyczaj oddawałam je w dobre ręce zanim doczekały się publikacji na blogu. Tym razem jest podobnie, jednak zapobiegawczo zrobiłam zdjęcia tuż po zakupie ;)


Rozświetlający korektor pod oczy Re-Touch Light kupiłam przy okazji promocji w Hebe, gdzie wszystkie produkty Catrice były przecenione o 40%. Zapłaciłam za niego około 11zł. Niby interes życia, jednak co z tego, skoro produkt okazał się być do niczego :(


Eleganckie opakowanie, poręczny pędzelek i ładny, jasny kolor dobrze się zapowiadały. Zgrzyt nastąpił już przy pierwszym użyciu. Otóż, żeby wydobyć korektor trzeba kręcić jego dolną częścią. Banalnie proste, ale po zrobieniu chyba 100 obrotów nie wydostało się z korektora nic. Przy 101 wyleciało pół opakowania... Mogłabym tą ilością obdzielić pół osiedla, serio.


Zawsze miałam problem z nabraniem odpowiedniej ilości. Albo nie było niczego, albo było zbyt wiele. Co więcej, trzeba było wszystko zebrać z pędzelka i tak, bo w przeciwnym razie niewykorzystany krem zasychał, ciemniał i wiadomo było, że będzie przeszkadzał przy kolejnej aplikacji. 


Gdyby to były moje jedyne problemy z tym korektorem to mogłabym założyć, że po prostu nie umiem się nim posługiwać. Niestety na tym nie koniec... 


Na powyższym zdjęciu widzicie różnice między lewym okiem potraktowanym korektorem oraz prawym bez niczego. Powiedzieć, że szału w kryciu nie ma to mało, ale okej- przecież to korektor rozświetlający, więc się nie czepiam. Rozświetlenie faktycznie jakieś jest, niestety tylko przez pierwszą godzinę. Po tym czasie następuje istna katastrofa, produkt się warzy, wchodzi w załamania powieki, a całe rozświetlenie znika. Wygląda to tak, jakbyśmy po żaden korektor nie sięgały wręcz dopiero teraz by się coś przydało, żeby zakryć powstałe pobojowisko...


Swojego egzemplarza już się pozbyłam, oddałam koleżance, z którą mamy zawsze odmiennie zdanie na temat korektorów pod oczy ;) Tymczasem sama zostałam bez żadnego :D Teraz nie wiem czy wracać po sprawdzony (choć mam wrażenie, że ktoś pomieszał coś w jego formule i już jest taki super) korektor Bell czy polecicie mi coś innego?

wtorek, 28 stycznia 2014

Kredka do brwi Catrice 020 Date With Ash-ton

O tym jak ważne jest podkreślanie brwi wszyscy wiemy. Mówi się o tym często, wszyscy zgodnie kiwamy wtedy głowami. Sama jednak dopiero niedawno tę wiedzę teoretyczną przełożyłam na działanie. Początkowo sięgałam po zwykły brązowy cień, jednak od kiedy kupiłam kredkę do brwi Catrice w odcieniu 020 Date With Ash-ton, to używam jej  przy okazji każdego makijażu.


To była miłość od pierwszego użycia. Kolor, który sobie wybrałam, to ten pośredni. Jest jeszcze o ton jaśniejszy, jak dla mnie zbyt rudawy oraz ciemniejszy, ten z kolei za ciemny. Z tego co wiem, 020 jest bardzo często wyprzedana. Nic dziwnego, bo to świetny produkt, za małe pieniące, jego cena to około 10zł. 



Kredka z jednej strony ma typową kredkową końcówkę, z drugiej praktyczny grzebyk. Bardzo mi się to podoba, ponieważ w przypadku cienia musiałam zawsze mieć pod ręką osobny grzebyk oraz pędzelek.


Kredka jest miękka, nadmiar bezproblemowo wyczesuje się grzebykiem. Trzeba tylko pamiętać, żeby co kilka dni go przemyć. Wtedy nic nie rozmazujemy i jesteśmy bardziej precyzyjni. Z uporządkowanymi brwiami twarz faktycznie nabiera nowego wyrazu.


Wszystko tu wygląda ładnie i naturalnie. Z tą kredką żadne aqua browy mnie nie kuszą, będę wierna Catrice :)

piątek, 17 maja 2013

Catrice Camouflage Cream 001 Ivory

Najwyższa już pora, aby napisać kilka słów o produkcie, który ostatnio zaczął małą rewolucję w moim makijażu. Mowa o kremowym kamuflażu Catrice w odcieniu 001 ivory. Jego cena to 13zł za 3g produktu, tanioszka ;) 


Przez lata byłam przeciwna nakładaniu korektora na pryszcze. Zawsze miałam wrażenie, że tylko i wyłącznie podkreśla on fakt, że coś złego tam się dzieje. Niestety w momencie, gdy moją twarz okrutnie wysypało pod koniec zeszłego roku korektor stał się koniecznością. Co to dużo pisać, twarz wyglądała paskudnie i oprócz zmiany w pielęgnacji musiałam sięgnąć po coś maskującego. 


Chciałam kupić bardzo popularny korektor z MACa, ale do wrocławskiej Magnolii, gdzie mieści się ich sklep jest mi wybitnie nie po drodze. Wtedy jak z nieba spała mi nowość w szafie Catrice, czyli widoczny na zdjęciach kamuflaż :)


Nakładam go pędzlem do tego przeznaczonym z EcoTools (codzienne mycie pędzli przy trądzikowej skórze jest oczywiste ;)). Jak widać na zdjęciu kamuflaż jest gęsty i wręcz tępy. Trzeba nim nieco popracować, aby zakrył to, co ma zakryć, jednak jak już nam się to uda to efekt jest rewelacyjny. Pryszcze, przebarwienia itp są zamaskowane, ale nie rzuca się to w oczy jak to często bywa z takimi produktami.


Nagie pysio


Pysio z korektorem 

Co miałam na myśli pisząc, że kamuflaż wprowadził rewolucję w moim makijażu? Otóż ostatnio ostawiłam podkłady. Wystarczy mi kamuflaż i puder :) Nie sądziłam, że to będzie tak wielka zmiana na plus. Z dnia na dzień widzę poprawę stanu cery. Dodam tylko, że produkt Catrice nie nadaje się pod oczy, ale przy tak wielkich cieniach jak moje nakładam go dość nisko w małej ilości- dzięki temu się nie roluje, a ja wyglądam nieco lepiej ;) Gorąco polecam Wam ten produkt :)

piątek, 25 stycznia 2013

C'mon chameleon!

Nie jestem wielką fanką cieni do powiek, moja kolekcja jest skromna i krąży praktycznie wokół samych brązów. Co jakiś czas dokupuję jednak jakiś cień i zazwyczaj od razu staje się on najbardziej eksploatowanym produktem w makijażu ;) Tak też działo się z pojedynczym cieniem Catrice o zabawnej nazwie c'mon chameleon. 


W opakowaniu wygląda szaro buro i ponuro, jednak nic bardziej mylnego. To prawdziwy duochrome, który mieni się na różne kolory od brązu przez szarość i dochodzi aż do zieleni. Prawie jak trzy cienie w cenie jednego ;) A to tylko 12zł.


Od kiedy go mam używam regularnie, czasem na całą powiekę, czasem robię nim tylko kreski, czasem ląduje w załamaniu.Wszystko zależy od mojego humoru. Prawie zrezygnowałam z czarnego cienia, kameleonem ostatnio nawet zaczęłam robić cienką kreskę udającą, tuż przy linii rzęs, która optycznie je zagęszcza i dla której od lat miałam zarezerwowany czarny cień.


Dla takich makijażowych leniuszków jak ja to idealne rozwiązanie :) Przepadłam za nim totalnie, podobnie jak kiedyś za holograficznym cieniem wibo, który z resztą dalej króluje w mojej kosmetyczce :) Jedyne do czego mogę się przyczepić to jego trwałość, czy z bazą czy bez zawsze po kilku godzinach zaczyna się zbierać w załamaniu powieki :(

Mam też do Was prośbę, polecicie mi jakieś cienie, najlepiej z Inglota, które też mają taki efekt, kilku odcieni w jednym? :)

środa, 25 kwietnia 2012

Lakierowe wodzenie na pokuszenie

Dziś będzie krótko, zwięźle i na temat. Zakochałam się w lakierze z Catrice a dokładnie jego kolorze. 800 Heavy Metallilac w sklepie od razu przyciągnął mój wzrok i buteleczka wylądowała w koszyku. Za 10ml płacimy 10zł, więc cena może być ;) 

To mój pierwszy lakier z Catrice i jestem pewna, że na nim się nie skończy ;) Z kwestii technicznych, uwielbiam jego szeroki pędzelek, który dla posiadaczek smukłych paznokci może być prawdziwą zmorą. Do pełnego krycia potrzebne są dwie warstwy, wysychania nie ocenię, bo użyłam do niego kropelek przyspieszających wysychanie z Essence i już po chwili mogłam normalnie funkcjonować. Dziś mam go na paznokciach trzeci dzień i lekko starły się końcówki. Także wytrzymałość też na plus.

Jeśli chodzi o sam kolor to mogłabym się nad nim rozpływać do jutra. Jest po prostu genialny! Fiolet mieniący się na różowo to zestawienie w sam raz dla mnie :) Mamy nowego faworyta pośród ulubionych lakierów :) Jestem pewna, że podbije serducho nie jednej z Was ;)

piątek, 4 marca 2011

Catrice Urban Baroque Illuminating Powder

Wczoraj znalazłam w skrzynce przesyłkę od Maus, za którą jej serdecznie dziękuję jeszcze raz :* Był to Illuminating Powder Catrice z limitowanej serii Urban Barouqe, odcień C01 Masquerade Ball. Jestem w nim zakochana i wiele mnie kosztowało, żeby się do niego nie dobrać, przez zrobieniem zdjęcia. Nie wiem czy jest sens, żebym opisywała jak pięknie wygląda, więc po prostu spójrzcie na te zdjęcia:

Pudełko jest świetne
Wszystkie zdjęcia są w świetle dziennym
Drobinki są bardzo słabo widoczne na zdjęciu.
Ma bardzo intensywny zapach, który idealnie pasuje do jego nazwy ;) Przetestowałam go już na sobie i jest dla mnie idealny,ale nie jako rozświetlacz, ponieważ do tego jest zbyt delikatny, ale jako puder. Drobinki nie są zbyt nachalne i na pierwszy rzut oka ich nie widać na skórze. Mam go na twarzy od 6 rano i wyglądam dalej jakbym się malowała kilka minut temu :) Jeżeli macie możliwość, aby go sobie sprawić to polecam Wam go serdecznie!