Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demakijaż. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą demakijaż. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 22 maja 2014

Płyn micelarny o działaniu antybakteryjnym Under Twenty

O tym, że demakijaż to podstawa, nie muszę nikogo uświadamiać. Od kiedy poznałam płyny micelarne znacznie się ten proces u mnie usprawnił, w zakładce demakijaż opisałam już całkiem sporo produktów tego typu. Jedne okazały się być lepsze, jedne gorsze. Dziś na tapecie będzie płyn należący zdecydowanie do tej pierwszej kategorii. Recenzję płynu micelarnego o działaniu antybakteryjnym Under Twenty kilka dni temu zamieściła u siebie Urban, dziś pora na mnie ;)


Od razu zaznaczę, że nie ma co się obawiać po Anti Acne w nazwie, że po odkręceniu uderzy nas alkoholowa woń (jak to było z tego typu tonikami 10 lat temu). To zupełnie coś innego ;) Płyn ma przyjemny i delikatny zapach, miły wstęp do dalszego użytkowania. Jego działanie określam na piątkę z plusem. Skąd ten plus? Oprócz tego, że płyn bardzo dobrze sobie radzi z demakijażem twarzy, to daje rady ze zmyciem makijażu oka


Przy mocniejszym malowaniu oczu sięgam zawsze po płyn dwufazowy, jednak do usunięcia codziennego makijażu micel Under Twenty wystarczy sam. Zaznaczę, że zawsze po jego użyciu sięgam po żel do mycia twarzy, bo nie wyobrażam sobie potem nałożenia kremu bez wcześniejszego domycia twarzy wodą. Prędzej umyję twarz samym żelem (który zazwyczaj radzi sobie z demakijażem) niż samym micelem ;)


Płyn zaskoczył mnie nie tylko swoim dobrym działaniem, ale również brakiem lepiącego efektu po aplikacji. Działania antybakteryjnego nie zaważyłam, ale nawet jeśli takowe występuje to prędzej dzięki temu, że płyn dobrze wszystko zmywa niż jakimś magicznym właściwościom ;) Będę do niego wracać!

sobota, 5 kwietnia 2014

Dwufazowy płyn do demakijażu Balea

Ten tydzień ze względu na przeziębienie upływa pod znakiem bez makijażu. Nie powiem, żebym na to narzekała, mimo cieknącego nosa cera prezentuje się o niebo lepiej. Od bez makijażu do demakijażu jest całkiem blisko, więc dziś chciałabym pokazać Wam jeden produkt, który świetnie się u mnie spisuje. Mowa tu o dwufazowym płynie do demakijażu Balea. 


W obecnym szale na płyny micelarne dwufazówki odeszły w cień. W sumie nie ma się co dziwić, sama jestem wielką fanką micela BeBeauty. Mimo wszystko, w dalszym ciągu uważam, że nie ma nic lepszego niż demakijaż oka właśnie płynem dwufazowym. Ten od Balei spisuje się na medal. Bardzo dobrze radzi sobie z tuszem, cieniami czy eyelinerem. Nie używam kosmetyków wodoodpornych, więc w tej kwestii się nie wypowiem. Oczy po nim nie są podrażnione, a już kilka razy mi się to po produktach tego typu zdarzyło. Wiem, że ze względu na praktycznie zerową dostępność kosmetyków Balea w Polsce jest on u nas nie do zdobycia inaczej niż przez allegro (gdzie przebitka jest spora, pamiętam, że na Słowacji płaciłam za niego jakieś 60 centów... ) płyn ten nie cieszy się popularnością. Mimo wszystko jak tylko ma się okazję to warto go przywieźć, nawet jak nie jest się z dwufazami za pan brat. Jak dla mnie to najlepszy płyn dwufazowy z jakim miałam do czynienia :) Cichy bohater każdego demakijażu ;)

środa, 26 marca 2014

Kosmetyki za mniej niż 10 złotych warte polecenia!

Wiadomo, częste zakupy kosmetyczne mogą człowieka zrujnować. Sama staram się pilnować i bez potrzeby nie przepłacać. Zgodzimy się pewnie co do tego, że jakość jest najważniejsza, jednak znalazłam 10 produktów w przypadku których niska cena nie idzie w parze z ich kiepskim działaniem. Zapraszam do lektury i zachęcam do stworzenia takiego zestawienia na swoich blogach :)

twojaapteka.co.uk 
1. Szampon normalizujący do włosów przetłuszczających się z drożdżami piwnymi Joanna- odkryłam go po tym, jak moje włosy zmasakrował szampon Garniera Ultra Doux z awokado. Włosy były tak obciążone i oblepione jakąś wstrętną mazią, że aż się przykro robiło. W tym momencie pojawił się szampon Joanny, włosy dobrze oczyścił, sprawił, że były lekkie, sypkie, lśniące. Były dokładnie takie jak lubię najbardziej, w dodatku faktycznie zaczęły się mniej przetłuszczać. Moje włosy go uwielbiają i co jakiś czas będę do niego wracać :) Jego cena to 8zł/300ml


2. Zmywacz do paznokci Blanchette z Kauflandu- na zdjęcie załapał się też mój ukochany wysuszacz lakieru z Essence, niestety już wycofany :( Wróćmy jednak do zmywacza. Niby zmywacz to nic specjalnego, jednak ten kolega radzi sobie z lakierem w ekspresowym tempie, nie śmierdzi tak bardzo, jest go dużo i do tego jest tani. Czego więcej chcieć? :) Cena to 5,5zł/200ml.

wizaz.pl
3. Krem do rąk Isana z mocznikiem- jeden z lepszych kremów do rąk jakie miałam. Bardzo często jest wykupiony w Rossmannach, to też o czymś świadczy ;) Świetnie radzi sobie z mocno wysuszonymi dłońmi, lubię też jego specyficzny zapach. Jakby tego było mało to jest to produkt uniwersalny- wielokrotnie używałam go do stóp i za każdym razem byłam bardzo zadowolona :) Cena to 5zł/100ml.
wizaz.pl
4. Kredka do brwi Catrice- posiadam odcień średni i jestem nim zachwycona. Twarz od razu nabiera innego wyrazu. Grzebyczek na drugiej stronie kredki sprawia, że jest wyjątkowo poręczna. Myślę, że dzięki niej znalazłam już swój ideał w kategorii brwi i nie będę już szukać dalej ;) Cena to 9zł/kredka. 

ladymakeup.pl

5. Tusz do rzęs MIYO 3 w 1 - rewelacyjny tusz za śmieszne pieniądze. Niestety jednym problemem jest słaba dostępność. Można go kupić w drogerii Jasmin, a we Wrocławiu jest mi do niej nie po drodze. Tusz ten bardzo ładnie wydłuża i pogrubia rzęsy. Ma silikonową szczoteczkę, która należy do moich ulubionych :) Cena to 8zł.


6. Odżywka do włosów Joanna Argan Oil- fantastyczna odżywka, która wzbudza u wielu dość mieszane uczucia. Zużyłam już chyba 3 albo 4 opakowania i z pewnością będzie ich więcej. Bardzo ładnie wygładza końce włosów, które dzięki temu mniej się puszą. Dodatkowo znacząco ułatwia rozczesywanie. Cena to 7zł/200ml. 

www.essence.eu
7. Baza pod cienie I <3 Stage- ta baza jest cichym bohaterem moich makijaży. Dzięki niej cienie są na swoim miejscu przez cały dzień. Może jakoś wybitnie nie podobija ich intensywności, ale nie przeszkadza mi to. Za jej sprawą mam ochotę częściej robić coś więcej niż kredkę eyelinerem na oku :) Cena to 9zł.

pinger.pl
8. Maska intensywnie wygładzająca Ziaja- wychwalałam ją już wielokrotnie, więc nie mogło jej zabraknąć w tym zestawieniu. Nic tak dobrze nie wygładza włosów jak ona. Poleciłam ją już wielu osobom i każda była równie zachwycona jak ja :) Mój absolutny KWC :) Cena to 6zł/200ml.


9. Płyn micelarny BeBeauty- pewnie nie jest to żadne zaskoczenie ;) Z każdą kolejną zużytą butelką dochodzę do wniosku jak bardzo go lubię. Martwi mnie jedynie to, że została mi już tylko jedna butelka w zapasie, a w Biedronce jest on ciągle wykupiony. No nic, póki co, cieszę się świetnym płynem, który rewelacyjnie radzi sobie z moim makijażem. Cena to 5zł/200ml.

apteka-melissa.pl

10. Żel do mycia twarzy antytrądzikowy Ziaja- mój ulubiony żel do mycia twarzy. Jest delikatny, ale jednocześnie skuteczny. Nie podrażnia skóry, nie wysusza jej też nadmiernie. Widzę, że powoli robi się coraz popularniejszy w blogosferze, i bardzo dobrze :) Zdecydowanie jest warty uwagi. Cena to 10zł/200ml.

To już wszystko, podzielcie się swoimi typami w kategorii mniej niż 10zł ;)

wtorek, 15 października 2013

Płyny micelarne: Tołpa, Lirene, BeBeauty, Bioderma

Od dłuższego czasu w mojej łazience przewinęło się kilka płynów micelarnych. Prezentują one różny poziom, że postanowiłam zebrać je razem i przedstawić w formie rankingu: od najgorszego do najlepszego. Na wstępie zaznaczę, że nie maluję się mocno, nie używam kosmetyków wodoodpornych, a co za tym idzie używam miceli do pełnego demakijażu. Nie potrafiłabym jednak pozostawić twarzy potraktowanej tylko płynem micelarnym i heja, dlatego zawsze używam po nim jakiegoś żelu do mycia twarzy. Kto spisał się najlepiej, a kto najgorzej? Zapraszam do lektury!


Płyn micelarny Young 20+ Lirene- jak dla mnie najsłabsze ogniwo całego zestawu. Nie sposób odmówić uroku tańczącym drobinkom, ale już nieco gorzej jest z ich praktycznym zastosowaniem.


Nabranie ich na wacik nie jest takie proste jak mogłoby się wydawać. Postanowiłam więc odpuścić sobie wcieranie w twarz zawartej w nich witaminy E i skupić na oczyszczeniu buzi. Powiem tak, bez wstępnego oczyszczenia płynem dwufazowym roztańczony micel potrzebował sporo czasu, żeby uporać się z tym, co miałam na twarzy. Jak powszechnie wiadomo: źle oczyszczona buzia = apokalipsa na twarzy, więc odpuściłam sobie. Przekwalifikowałam go na tonik i tutaj już sprawdzał się wyśmienicie. Niestety, dla mnie to za mało. Wiem, że od micela mogę wymagać więcej, utwierdziły mnie w tym kolejne produkty. 

Przede wszystkim zachwalana na lewo i prawo Bioderma Sensibio. Skusiłam się na małą buteleczkę o pojemności 100ml, żeby na własnej skórze przekonać się, co takiego ma w sobie chyba najbardziej zachwalany produkt na YT. 


Być może z powodu jej ogromnej sławy spodziewałam się efektu WOW, a tutaj otrzymałam produkt, który po prostu dobrze sobie radzi z oczyszczaniem twarzy i demakijażem. Czego mi tutaj zabrakło? Może tego, że jednym wacikiem zmyję wszystko, a potrzebowałam ich przynajmniej trzech. Wielki plus za brak podrażnień, szczypania w oczy. Myślę, że będę do niego wracać w przypadku wyjazdów, bo mała buteleczka sprawdza się idealnie.

Brązowy medal dostaje u mnie najpopularniejszy płyn micelarny ostatnich miesięcy czyli micel BeBeauty. 


Panika związana z jego wycofaniem zakrawała o jakąś farsę, niemniej jednak cieszę się, że znów gości na sklepowych półkach. Jakby ktoś mi dał dwa waciki, na jednym ten, a na drugim Bioderma, to nie zauważyłabym różnicy. Wiem, bo robiłam już taki eksperyment w domowym zaciszu ;) Dlaczego więc podchodzę do płynu BeBeauty z takim entuzjazmem? Otóż gigantyczną różnicę robi tu jego cena. W momencie gdy za 10 butelek jednego mam tylko jedną drugiego to daje mi to do myślenia. Gdybym faktycznie była wskazać coś, czym różnią się te dwa produkty to zastanowiłabym się, jednak jak to mówią w reklamie: gdy nie widać różnicy to po co przepłacać? ;)

Zdecydowanym królem mojej micelowej gromadki jest jednak nawilżający płyn Tołpy (notabene często porównywany z micelem BeBeauty, jednak mają inne, choć podobne składy). 


Nie dość, że wszystko zmywa rewelacyjnie to jeszcze daje taki poślizg, dzięki któremu nie czuję się jakbym cokolwiek zmywała, raczej przemywała. Taka skuteczność przekłada się na jego wydajność, w tym momencie nie straszna jego cena. około 40zł za 400ml. Za każdym razem, gdy po niego sięgam jestem pod wielkim wrażeniem, że można tak od razu wszystko zmyć :D Szóstka z plusem w koronie gwarantowana :D





P.S.
Wiem, że z wszystkimi nowościami zawsze budzę się ostatnia, ale wczoraj podczas zakupów w rossmannie zdziwiłam się widząc płyn do higieny intymnej Facelle w musie. Nie tylko ja uprawiam kult produktów z pompką, więc dziele się (mam nadzieję ;P) newsem ;) Buteleczka jest obecnie w promocji i kosztuje 5zł.

niedziela, 17 lutego 2013

Łagodząca pianka do mycia twarzy i oczu

W ostatniej paczce, którą dostałam od Laboratorium Kosmetycznego Dr Ireny Eris znalazłam łagodzącą piankę myjącą do twarzy i oczu Pharmaceris. Pochodzi ona z serii A czyli tej dla skóry alergicznej i wrażliwej. Choć sama mam trądzik, z którym walczę na różne sposoby i mogłoby się wydawać, że produkt jest niekoniecznie dla mnie to okazało się, że bardzo mi się spodobał. Sama konsystencja pianki powoduje, że produkt na wstępie mi się podoba :) Być może część z Was pamięta, jak zachwycałam się pianką z jedwabiem z Alverde? Ta z Pharmaceris jej niestety nie podbiła, ale i tak jest nieźle ;)


Sama pianka zamknięta jest w ładnej buteleczce z pompką, która nie sprawiała najmniejszych problemów. Ogólnie podoba mi się je wygląd :) Jedno naciśnięcie pompki daje odpowiednią ilość produktu, aby umyć twarz. Ja stosuję ją dwojako- najpierw rozmiękczam nią makijaż, który potem zmywam płynem micelarnym (oczy wcześniej traktuję dwufazą). Później następuje ponowna aplikacja, która domywa to, co było niedomyte (:D). Następnie tonik, krem i mam czyściutką, nawilżoną i przede wszystkim nie podrażnioną buzię :)


Przy moim trądziku każde dodatkowe atrakcje są wybitnie niepożądane. Ta pianka cudów nie zrobiła, próbowałam nią zmyć cały makijaż, żeby zobaczyć, czy jest tak udana jak jej siostra z Alverde i nie udało się. Oczywiście nie mam jej tego za złe, bo nie taka jej rola :)

http://www.pharmaceris.pl
Sprawdziłam jej cenę w Hebe i wynosi ona 25zł. Myślę, że to cena do przełknięcie, szczególnie, że produkt jest wydajny. Spokojnie starczy na 2-3 miesiące. Nie ukrywam, że dość mocno nabrałam ochoty na inną piankę ze stajni dr Eris, a mianowicie tę do skóry trądzikowej. Jak skończę moje zapasy w postaci 5 produktów do oczyszczania twarzy będzie moja :D Jako ciekawostkę podam, że w Hebe była o złotówkę tańsza :P

Skład (tej, którą recenzowałam, nie tej obok ;)): Aqua, Glycerin, Betaine,Cocamidopropyl Betaine, Methyl Gluceth-20, Disodium Ricinoleamido MEA-Sulfosuccinate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Panthenol, Hydroxyethylcellulose, Disodium EDTA, Lonicera Caprifolium (Honeysuckle) Flower Extract, Inulin, Lonicera Japonica (Honeysuckle) Flower Extract, Ethylhexylglycerin, Citric Acid, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Phenoxyethanol

niedziela, 20 stycznia 2013

Płyn micelarny Lirene Aqua Crystal

Po długich miesiącach, żeby nie powiedzieć latach w końcu przerzuciłam się na płyny micelarne do demakijażu. Ogólnie jestem zachwycona, choć jeden z pierwszych miceli okazał się być okropnym bublem. Mowa o płynie Lirene Aqua Crystal

Nie ma co się oszukiwać, płyn nie radzi sobie z demakijażem oczu, nie jest w stanie nawet rozpuścić tuszu, a używam tylko niewodoodpornych mascar. Po jego użyciu strasznie piecze mnie skóra pod oczami, dosłownie zaczynają mi łzawić. Jakby tego było mało to z podkładem też miał problem. Zużywałam z 4-5 wacików, twarz wydawała się czysta, potem sięgałam po tonik i niestety- cały wacik brudny :(

Skończyło się na tym, że spełniał się jako płyn do czyszczenia pędzelka do eyelinera, był słabo wydajny i szybko się skończył. Jego następcą stał się płyn micelarny z BeBeauty, który obecnie skradł moje serce, spisuje się idealnie i nie chcę zamieniać go na nic innego. Jeśli tylko macie okazję go kupić to nie wahajcie się ani chwili :)

poniedziałek, 10 grudnia 2012

O produktach do pielęgnacji z Rossmanna słów kilka

Witam Was w ten mroźny poniedziałek. Ostatnio piszę posty rzadziej niż bym sobie tego życzyła więc postanowiłam za jednym wpisem powiedzieć co sądzę o trzech produktach dostępnych w Rossmannie.  Tzn gwoli ścisłości dwa z nich zostały wycofane (tak wyczytałam z Waszych blogów, jeśli się mylę, a wciąż mam nadzieję, że jednak się mylę to mnie poprawcie proszę ;)). 

Zacznijmy od produktu, który dostałam w ramach współpracy. Jest to krem do ciała z masłem shea oraz kakao od Isany, produkt o gigantycznej pojemności, bo aż 500ml! Jak przystało na Isanę cena jest wielce przyjazna, wynosi około 10zł co w przeliczeniu na ilość daje dosłownie grosze :)


Prawdziwy kolos pod względem objętości. Nie jest mi on jednak zupełnie obcy, ponieważ dawno temu miałam jego oliwkową wersję, której działaniem byłam szczerze zadowolona. Kakaowa również niezmiernie przypadła mi do gustu, jest to treściwy krem (przynajmniej nikt nam nie wciska, że to masło jak to często przy produktach do ciała zapakowanych w słoiczek bywa), który dobrze nawilża i świetnie się sprawdza w przypadku niewymagającej skóry. Jego zapach, który przypadł mi do gustu może być jednocześnie plusem i minusem, ponieważ jest to najzwyklejsze w świecie kakao, które na dłuższą metę faktycznie może być nużące- nie ma jednak nic prostszego niż używanie kilku balsamów na zmianę ;) 


Z pewnością podzielę się tym kremem z koleżanką, jednak już teraz wiem, że starczy mi on na całą zimę :) Nie ze względu na wydajność, ale ilość. Jeżeli ktoś szuka produktu, który jest tani i sprawdza się przy bezproblemowej skórze to trafi w dziesiątkę. Cieszę się, że Isana wprowadza coraz to nowe zapachy do swoich produktów. Od dawna uważam, że skoro nie mam problemów ze skórą na ciele to nie mam co przepłacać na balsamach, szczególnie jeśli coś się sprawdza :)

Skład: Aqua, Glycerin, Glyceryl Stearate SE, Ethylexyl Stearate, Cocos Nucifera Oil, Butylene Glycol, Cetyl Alcohol, Butyrospermum Parkii Butter, Panthenol, Copernicia Cerifera Cera, Theobroma Cacao Butter, Sodium Cetearyl Sulfate, Parfum, Isopropyl Palmitate, Carbomer, Phenoxyethanol, Tocopheryl Acetate, Sodium Hydroxide, Ethylhexylglycerin, Tetrasodium Glutamate Diacetate, Benzyl Alcohol, Benzyl Benzoate, Coumarin

Kolejnymi produktami z rossmannowskich półek, które ostatnio używam z prawdziwą przyjemnością są balsam do ciała pomarańcza i wanilia oraz krem do mycia twarzy z wyciągiem z dzikiej róży od Alterry. Co z tego jednak, skoro rossmann zdecydował się je wycofać z naszych półek? :(


Oba kosztowały w granicach 10zł, balsam kupiłam dobre pół roku temu (o dzięki ci mój wewnętrzny balsamowy chomiku), krem do mycia twarzy totalnie przez przypadek po wpisie Simply

Krem doskonale radzi sobie ze zmyciem podkładu, pudru, różu itp, jedynie do oczu używam płynu dwufazowego. Uwielbiam jego zapach, na który tak wiele osób narzeka, dla mnie jest on bardzo przyjemny i w żadnym razie nie określiłabym go duszącym. Zawsze lubiłam proces demakijażu, ale dzięki temu pan stał się on jeszcze przyjemniejszy. Nie na długo jednak :( Wydajnością nie grzeszy, a gdy skończy mi się jego opakowanie to nie będę miała czym go zastąpić. Nie widziałam niczego nowego na jego miejscu więc pewnie już nic mnie nie uchroni przed micelami ;)


Skład: Aqua, Coco Glucoside, Glycerin, Alcohol, Glycine Soja Oil, Olea Europaea Oil, Xanthan Gum, Caprylic/Capric Triglyceride, Rosa Canina Oil, Vitis Vinifera Oil, Rosa Canina Fruit Extract, Vitis Vinifera Fruit Extract, Sodium Cocoyl Glutamate, Disodium Cocoyl Glutamate, Sodium Cetearyl Sulfate, Tocopherol, Helianthus Annuus Seed Oil, Parfum, Limonene, Citronellol, Linallol, Citral

Balsam do ciała o zapachu wanilii i pomarańczy nie jest moim pierwszym produktem do ciała od Alterry. Kiedyś miałam wersję liczi z brzoskwinią i narzekałam wtedy, że choć działa świetnie to nie podoba mi się jej zapach. Otóż teraz otrzymałam balsam, który nie tylko genialnie nawilżał moją skórę, ale i obłędnie pachniał. Czego chcieć więcej? Tylko tego, żeby nie został wycofany :( Uwielbiam sięgać w chłodne wieczory raz po ten balsam raz po kakaowy krem isany. Niestety, widoczna na zdjęciu obok butelka jest już na wykończeniu i nie pozostanie mi nic innego jak szukać odpowiednika tego produktu. A szkoda, bo miałam już w ręce moje balsamowe KWC .


Skład: Aqua, Glycine Soja Oil, Alcohol, Glycerin, Myristyl Alcohol, Elaeis Guineensis Oil, Cetearyl Alcohol, Cetearyl Glucoside, Glyceryl Stearate,  Parfum, Sorbitol, Butyrospermum Parkii Butter, Persea Gratissima Oil, Prunus Amygdalus Dulcis Oil, Prunus Persica Kernel Oil, Vanilla Plantifolia Fruit Extract, Sodium Cetearyl  Sulfate, Xanthan Gum, p-Anisic Acid, Tocopherol, Linalool, Limonene, Sodium Cocoyl, Glutamate, Helianathus Annus Seed Oil, Sodium Hydroxide, Disodium Cocoyl Glutamate, Citral.

To są właśnie powody dlaczego lubię robić zakupy w rossmannie :)

sobota, 1 grudnia 2012

Oczyszczająca pianka z jedwabiem Alverde

Dzisiejszy post to taki trochę wspomnień czar, ponieważ będę pisać o produkcie, który już wyzerowałam. Oczyszczającą piankę z jedwabiem Alverde kupiłam podczas urlopu w Bratysławie i powiem tyle: żałuję, że nie wzięłam więcej butelek! Koszt to około 3 orjo za 150ml. 

Pianka jest niczym vizir, wymyje wszystko prócz kieszeni (lol!). Tak na poważnie to chciałam jej używać jedynie jako substytut żelu do mycia twarzy, jednak moje przeogromne lenistwo wymusiło na mnie użycie jej jako środka do demakijażu, oczyszczania i ogólnie miliona rzeczy w jednym, tak aby przygotować skórę twarzy pod aplikację kremu. Jakie było moje zdziwienie, gdy okazało się, że pianka doskonale sobie z wszystkim tym radzi. Jedna porcja miłej, pachnącej czystością (nie mylić ze środkami czystości) piany robiła z moją buzią wszystko co, do czego na co dzień potrzebuję przynajmniej 3 produktów. 

Ubolewam nad jej końcem, jednocześnie zaczynam rozglądać się za innymi piankami do mycia twarzy. Polubiłam się z taką konsystencją :)


Skład: Aqua, GlycineSoja Oil, Glycerin, Alcohol, Coco Glucoside, Caprylic/ Capric Triglyceride, Sodium Coco Sulfate, Sodium Lactate, Sodium Cocoyl Glutamate, Disodium Cocoyl Glutamate, Argania Spinosa Kernel Oil, Simmondsia Chinensis Oil, Bambusa Arundinacea Extract, Serica, Shorea Stenoptera Butter, Parfum, Linalool, Limonene, Citral, Geraniol.

środa, 17 października 2012

Mleczko do demakijażu twarzy i oczu Corine de Farme

Nie raz, nie dwa wspominałam, że lubię mleczka do demakijażu. Ostatnio mam jakieś szczęście, bo trafiam na same udane :) Dziś chciałabym się przez chwilę pozachwycać nad mleczkiem do demakijażu twarzy i oczu z Corine de Farme. Swój egzemplarz dostałam od Obssession i chyba rok minął zanim zaczęłam go używać (niech żyją zapasy). Wiem, że jest problem z kupieniem kosmetyków tej marki, ale dla chcącego nic trudnego- nie są one nieosiągalne- Intermarche, Auchan czy drogerie Jasmin mają je w swojej ofercie. To mleczko kosztuje w granicach 10zł za 200ml.

W poręcznym opakowaniu z pompką (<3) zamknięte jest mleczko o delikatnym, rumiankowym zapachu. Dobrze radzi sobie ze zmywaniem makijażu twarzy, nie ma problemów z delikatnym makijażem oka. Wieczorowe malunki zmywam przy pomocy dwufazy, jednak zazwyczaj to mleczko wystarcza mi aby w pełni "zedrzeć tapetę". Obywa się bez tarcia, naciągania itp, po prostu najpierw jedno oko, potem drugie i na koniec cała reszta. Ostatnio zaczęłam używać wacików zmoczonych wodą i to tylko spotęgowało efekt komfortu użytkowania. Zdecydowanie jestem na tak, choć nie jest to kosmetyk, którym dokładnie umyjemy buzię- należy pamiętać, że demakijaż a oczyszczanie to dwie różne sprawy i nie ma chyba produktu, który załatwi wszystko za jednym zamachem ;)

Skład: Aqua,Isopropyl,Palmitate, Glycerin, Caprylic/Capric Triglyceride, Sodium Acrylate/Acryloyl Dimethyl Talurate Copolymer, Isohexadecane,Parfum,Sucrose Myristate, Sucrose Stearate, Polysorbate 80, 1,2-Hexanediol, Caprycyl Glycol,Sorbitol,Sodium Hydroxine, Methylisothiazolinone, Polyaminopropyl Biguanide,Tropolone,Citric Acid.

Pewnie część z Was się dziwi, że jeszcze nie sięgnęłam po płyny micelarne (oprócz jednej nieudanej przygodny z Ziają). Muszę, po prostu muszę wykończyć to co mam i dopiero wtedy iść na zakupy. Kilka dni temu otworzyłam ostatnie mleczko, także micelu Bourjois- nadciągam ;)

poniedziałek, 6 sierpnia 2012

Demakijażowe hity ostatnich tygodni

Cześć Dziewczyny! Ostatnio ponarzekałam za wszystkie czasy na płyn dwufazowy Delii to tym razem wypadałoby napisać coś bardziej pozytywnego ;) Pozostając w temacie demakijażu chciałabym przedstawić Wam dwa produkty, które spisały się u mnie na medal. 


O kim będzie mowa? O śmietance oczyszczającej z Pharmaceris oraz chusteczkach do demakijażu Alterry. 

Zacznijmy od śmietanki, którą dalej będę nazywać mleczkiem, gdyż właściwie nim jest ;) Większość mleczek Lirene i Pharmaceris zgarnia bardzo pochlebne recenzje i tak będzie też tym razem. Powód jest banalnie prosty- ono zmywa wszystko. Od tuszu do rzęs przez szminki po korektor i podkład włącznie. Zawsze najpierw zmywam nim oczy, aby nie mazać tuszem po całej twarzy, nigdy mnie nie szczypały, nie zaszły mgłą itp, a następnie zmywam resztę. Wystarczą dwa waciki i buzia jest pozbawiona całego makijażu :) Później wystarczy żel i twarz jest idealnie oczyszczona :) Cena tego mleczka to około 25zł za 200ml, biorąc pod uwagę jego wydajność to cenę zaliczam na plus ;) Żałuję tylko niezmiernie, że na drugim miejscu w składzie wepchnięto parafinę, której staram się unikać w kosmetykach do twarzy :( Ogólnie za sprawą tego produktu załatwiam demakijaż stacjonarny ;)


Produktem wyjazdowym są u mnie chusteczki z aloesem Alterry. Robią one dokładnie to samo, co śmietanka Pharmaceris, tylko są wygodniejsze w podróży :) Niekwestionowaną ich zaletą jest cena, poniżej 3zł za opakowanie, tajniej niż te biedronkowe :D Należy jednak uważać, ponieważ aloes zawarty w tych chusteczkach lubi podrażniać i czytałam już o nie jednym przypadku poparzenia po ich zastosowaniu! 

Jak widzicie dalej bawię się z mleczkami, płyny micelarne jeszcze przede mną, ale postanowiłam sobie, że dopóki nie zużyję tego co mam, nie kupuję nic nowego do demakijażu. Tym, bardziej, że to co mam sprawdza się świetnie :)

sobota, 4 sierpnia 2012

Uwaga bubel!

Cześć Dziewczyny! Już dawno żaden produkt nie napsuł mi tyle krwi i przez żaden nie wściekałam się tak bardzo... Mowa o dwufazowym płynie do demakijażu z Delii. Kosztował mnie około 8zł za butlę 200ml i sądziłam, że robię interes życia płacąc tak mało za tak dużą pojemność. Cóż, skończyło się tak, że więcej płynu wylądowało w koszu...

Cóż, tego po prostu nie da się używać. Okropnie piecze i podrażnia oko, nie radzi sobie nawet ze zmyciem cieni, trzeba by trzeć pół dnia, żeby ruszyć tusz do rzęs. Ani razu nie udało mi się nim w pełni zmyć makijażu oka! 

Przez jakiś czas używałam go do rozmiękczania zaschniętego eyelinera w żelu na pędzelku, ale przeciekająca i zostawiająca tłustą powłokę na wszystkim butelka doprowadzała mnie do szału i powiedziałam dość! Płynu już nie mam, butelki też nie, jedynie zakrętka poszła na zbiórkę zakrętek u mojego małego sąsiada w przedszkolu. 

Szczerze Wam odradzam ten produkt. Jakby tego było mało dodam, że szukając o nim informacji przejrzałam jego skład na wizażu i tam nie był wymieniony olej mineralny. Jakie było moje zdziwienie, gdy po szybkich zakupach dopiero w domu zwróciłam uwagę, że na opakowaniu znajduje się on w składzie i to na drugim miejscu...

środa, 2 maja 2012

Dwufazowe awokado

O tym, że płyn dwufazowy jest podstawą mojego demakijażu wspominałam już nie raz nie dwa. Stawiam na mocniejszy makijaż oka przez co później mam więcej do zmywania. Jakiś czas temu sprawiłam sobie dwufazowy płyn z Bielendy w wersji awokado. Za buteleczkę 125ml zapłaciłam w Naturze 10zł, teraz widzę, że można dostać ją taniej, wystarczy poszukać ;) Planowałam zakup wersji bawełna, jednak nigdzie nie mogłam jej znaleźć (oczywiście teraz widuję ją na każdym kroku ;)), ale absolutnie nie żałuję, że wybrałam tego żółtka.

Zacznę od tego, co jest dla mnie najistotniejsze w tym produkcie- doskonale radzi sobie ze zmywaniem praktycznie wszystkiego co nałożę na powieki. Wystarczy wacik nasączony płynem przyłożyć na chwilę do oczu i cały brud schodzi od razu, bez zbędnego tarcia. Jedyny problem stanowi dla niego eyeliner w żelu od essence, ale tego dziada to nic nie chce ruszyć ;)

Wielkim plusem jest to, że płyn nie pozostawia po sobie tłustej warstwy. Mam porównanie z dwufazą od Ziaji i powiem szczerze, że tamten w porównaniu z tym to prawdziwy tłuścioch. 

Buteleczka starczyła mi na dwa miesiące intensywnego używania i bardzo się cieszę, że w końcu porzuciłam płyn Ziaji, któremu byłam wierna od lat. Teraz mam coś, co jest tanie, nie podrażnia i doskonale zmywa makijaż ;) Kupiłam niedawno płyn dwufazowy Delii i ma teraz bardzo wysoko ustawioną poprzeczkę. Jeśli nie okaże się lepszy to nie będę eksperymentować tylko grzecznie wrócę do płynu Bielendy. Polecam serdecznie fankom płynów dwufazowych :)

piątek, 9 grudnia 2011

Tłusta sprawa

Ostatnio olejki dość często goszczą na naszych blogach. Najwięcej informacji znajdziemy na temat tych do włosów, od pewnego czasu pojawia się też coraz więcej wpisów na temat OCM. Przyznam szczerze, że coś nie mogę się do tego sposobu przekonać. Jednak od kilku miesięcy używam olejku myjącego do twarzy z serii Les Cosmetiques, który Anula przywiozła mi jako część wielkiej paczki, którą dostałam jako pamiątka z jej wakacji :) 

Les Cosmetiques to seria kosmetyków, którą możemy dostać w Carrefourze. Nigdy nie jest mi tak po drodze, a już szczególnie po kosmetyczne zakupy, więc nie wiem czy w Polsce te produkty znajdziecie. Mój egzemplarz przyjechał do mnie z Francji, co sprawiło mi nie małe kłopoty z odczytaniem etykiety ;)

Wcześniej kilka razy miałam do czynienia z olejkiem myjącym z Sephory i pamiętam, że byłam w nim zakochana. Ten produkt śmiało mogę nazwać jego odpowiednikiem. Choć ogólnie lubię robić demakijaż (wiem, że sporo osób tego nienawidzi), to dzięki temu olejkowi czynność ta staje się jeszcze przyjemniejsza. Jedna pompka wystarczy, żeby uzyskać ilość odpowiednią do zmycia makijażu z całej buzi. Dodam, że zawsze do demakijażu oczu używam produktu do tego przeznaczonego. Później resztę twarzy traktuję właśnie tym olejkiem. Doskonale radzi sobie z wszelkimi zanieczyszczeniami, buzia po nim jest gładka i miękka. Jednak osoby, które nie przepadają za tłustymi produktami z pewnością będą niepocieszone takim sposobem mycia. Wielkim plusem jest też jego wydajność, przez 2 miesiące stosowania zużyłam około 1/3 butelki. Podoba mi się, to jak wygląda, pompka z blokadą to zdecydowanie przydatna sprawa :).

Choć jestem z tego olejku zadowolona, to z pewnością sięgnę po coś innego. Po prostu lubię zmieniać tego typu produkty i pewnie nawet jakbym znalazła preparat idealny, to i tak nie wytrzymałabym z nim długo, bo przecież wszystko kusi ;)

A jakie są Wasze ulubione produkty do demakijażu? Wolcie mleczka, płyny micelarne czy dwufazowe? :)

piątek, 4 listopada 2011

Serii Sopot Spa ciąg dalszy

O mojej miłości do Ziaji pisałam już nie raz. Wiele jej produktów to dla mnie istne perełki, bez których nie wyobrażam sobie codziennej pielęgnacji. Dziś jednak chcę Wam przedstawić produkt, który zdecydowanie się do tej grupy nie zalicza. Po płyn micelarny Sopot Spa sięgnęłam przez przypadek- stał przy kasie, kosztował 5zł więc aż żal było go nie wziąć. Buteleczka zawiera 200ml płynu.

Początkowo byłam nim zachwycona. Nie maluję się mocno, więc płyn ten nie miał problemów, aby zmyć makijaż. Niestety po jakiś dwóch tygodniach używania zaobserwowałam u siebie całkiem spory wysyp nieprzyjaciół. Czytałam na kilku blogach, że dziewczyny miały podobnie w przypadku tego produktu, więc go odstawiłam. Od razu było lepiej. Za jakiś czas sięgnęłam po niego ponownie i niestety znowu pogorszył się stan mojej cery.

Z wyżej wymienionego powodu musiałam zrezygnować z używania go do całej twarzy- zmywam nim makijaż oczu- w tym przypadku sprawdza się bardzo dobrze, jednak jeśli choć kropelka dostanie nam się do oka to piecze niemiłosiernie. Sprawia to, że dość niechętnie po niego sięgam, często myję nim pędzelek do kresek ;)

Reasumując- na nic mi jego dobre właściwości myjące, skoro po jego użyciu pojawiają mi się na twarzy niemiłe niespodzianki. Cieszę się, że po lekturze Waszych blogów wiedziałam, że mam na niego uważać. Był to mój pierwszy płyn micelarny i choć nie będę go dobrze wspominać, to jestem pewna, że na nim się moja przygoda z tego typu produktami nie skończy. Już mam w planach zakup micela od Avy oraz słynnego z Bourjois. 

Podobnie płyn ten nie zraził mnie do Ziaji- każda firma ma swoje lepsze i gorsze produkty. Dziś odebrałam z apteki ziajowy peeling czekoladowy i już nie mogę się doczekać pierwszego użycia. Nie wiem jakim cudem wcześniej nie wpadł mi w oko- może miałyście z nim już do czynienia? Kocham peelingi, najchętniej używałabym ich codziennie ;)

/www.ziaja-sklep-warszawa.pl
Po moim ostatnim narzekaniu na maseczki poszłam do apteki i porozmawiałam sobie z panią farmaceutką. Poleciła mi osławione na YT oraz blogach kapsułki Dermogal A+E. Ciekawe, czy też ogląda kosmetyczne filmiki ;) Tym sposobem razem z peelingiem Ziaji w moim zamówieniu znalazły się te oto rybki. Będę je stosować co drugi wieczór zamiast kremu- zobaczymy co to będzie- dziś pierwsze podejście :)
http://cokupic.pl

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Micelarny żel do mycia twarzy i demakijażu BeBeauty

Myślę, że gdybym miała wskazać jeden z najbardziej zachwalanych produktów na blogach to padłoby właśnie na ten żel. Powstało już całe mnóstwo jego recenzji, ale postanowiłam dorzucić i swoje trzy grosze ;) Żel ten należy do serii BeBeauty, która jest dostępna (niestety) jedynie w biedronce. Za 150ml płacimy 4,99zł.

Opakowanie żelu jest bardzo proste i wygodne. Dobrze, że stoi na zakrętce, dzięki czemu nie ma problemów, aby dostać się do produktu, kiedy zaczyna się kończyć. Pod tym względem nie mam mu nic do zarzucenia i wg mnie prezentuje się lepiej niż przeźroczyste opakowanie żelu peelingującego. Ale przecież nie o opakowanie tu chodzi, tylko o jego zawartość. 

Jak dla mnie żel ten pachnie bardzo delikatnie jagodami- wcześniej nie mogłam określić co to za zapach, ale któraś z Was o tym wspomniała i zupełnie się z tym zgadzam! Nie jest to intensywna owocowa woń, ale lekko wyczuwalna nutka zapachowa.

Żel sam w sobie jest dość gęsty, praktycznie się nie pieni. Początkowo miałam wrażenie, że tylko ślizga mi się po twarzy. Jednak muszę przyznać, że efekt jaki daje jest bardzo przyzwoity. Dokładnie zmywa resztki makijażu (nawet wodoodpornego), nigdy nie użyłam go do demakijażu całej buzi, bo od tego mam inne zabawki ;) Buzia jest przyjemnie wygładzona i miła w dotyku. Jest taka hmm... świeża :) Po umyciu nie pozostawia uczucia ściągnięcia, a jednocześnie twarz pozostaje dokładnie oczyszczona.


To wszystko sprawia, że mam ochotę do niego wrócić, jednak nie za szybko, ponieważ największą miłością w kategorii żeli do mycia twarzy darzę zielony żel z Garniera i już się za nim mocno stęskniłam ;) Cieszę się, że skusiłam się na ten żel (głównie dzięki tylu pochlebnym recenzjom) i myślę, że spokojnie mogę go polecić każdemu :)

czwartek, 21 lipca 2011

Vichy Purete Thermale 3 in 1

Dziś pora na recenzję produktu, co do którego mam mieszane uczucia. Chodzi o preparat do demakijażu 3 w 1 Purete Thermale od Vichy. Nie używam produktów typu ileś w jednym, bo wychodzę z założenia, że jak coś jest do wszystkiego to jest do niczego. To mleczko dostałam kilka miesięcy temu od mojej mamy, więc nie wiem ile dokładnie kosztuje. Na wizażu znalazłam cenę 50zł za 200ml, ja mam opakowanie 100ml


Opakowanie standardowe jak dla produktów Vichy, wygodna tubka, którą łatwo się otwiera i zamyka, bez obawy, że produkt wycieknie. Nie ma problemu z wydobyciem resztki produktu. A co w środku? Preparat, który robi jednocześnie za tonik, mleczko i płyn do demakijażu oczu. Zacznę od tego, że próbowałam nakładać go na kilka sposobów i najbardziej się sprawdza, gdy dłoniom rozcieram go na twarzy i później zbieram wszystko wacikiem. Niestety jeśli chodzi o demakijaż oczu preparat ten nie sprawdza się. Nie zmywa całego tuszu, a to, co udaje mu się ruszyć rozmazuje się po całej twarzy. Zdecydowanie nie chcę takiego efektu. Najlepiej radzi sobie jako mleczko, nakładam go na twarz, później zbieram wacikiem resztę. Zawsze po użyciu tego preparatu w ten sposób sięgam po żel micelarny i ten czyści mi twarz do końca, a buzia jest gładka i miła w dotyku ;)


Początkowo byłam zachwycona tym mleczkiem. Jednak przez te kilka miesięcy trochę zmieniło się moje podejście do demakijażu. Nie wyobrażam sobie teraz zmywać makijaż bez użycia osobnego płynu do demakijażu oczu. Choć jestem zadowolona z niego jako mleczka, to raczej nie sięgnę po nie kolejny raz. Dlaczego? Powód jest posty, uważam że jak na dość wysoką cenę robi to samo co produkty, o wiele tańsze. Poza tym jest jeszcze tyle innych rzeczy do wypróbowania :)