Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szampon. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą szampon. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 4 maja 2014

Everyday is a bad hair day

Od kilku miesięcy powyższe zdanie stało się moim mottem. Odpuściłam sobie wzmożoną pielęgnację włosów, nakładanie olejków itp i oto mam. Włosy są w opłakanym stanie, coraz poważniej rozważam konkretne cięcie, bo już patrzeć na nie nie mogę. Z tego powodu zazwyczaj związuję je w koka i udaję, że nie ma problemu. Ostatnio jednak jak szykowałam się na wieczorne wyjście i rozpuściłam włosy, to mało co nie usiałam i nie rozpłakałam się na ich widok.... 

tumbrl.com
Wtedy powiedziałam sobie dość i następnego dnia wygrzebałam z dna szafki w łazience włosowy asortyment, który uznałam za przydatny. Sytuacja miała miejsce w czwartek (1.05) i od tamtej pory z namaszczeniem nakładam na włosy to co znalazłam ;)


Włosy mam cienkie, przetłuszczają się u nasady i są suche na końcu. Musze je myć codziennie. Obecnie używam w tym celu szamponu Alterry z Papają i Bambusem, który spisuje się u mnie dobrze, podobnie jak pozostałe szampony Alterry, z którymi miałam do czynienia. Przede wszystkim nie plącze włosów, co jest dużym plusem przy moich poniszczonych końcach. Bardzo podoba mi się jego zapach i z pewnością będę do niego wracać, podobnie z resztą jak do morelowej wersji, nad którą zachwycałam się kilka razy. Jedynym minusem jak dla mnie jest ich mała pojemność. Przy moim codziennym myciu głowy 200ml starcza mi na niecały miesiąc. Gdyby wprowadzono opakowanie 400ml poleciałabym po nie jako pierwsza :) Z tego względu już przygotowałam mu zastępcę, szampon do codziennego mycia włosów Balea o zapachu waniliowym


Każde mycie włosów jest od teraz połączone z nakładaniem odżywki. Już nie ma zmiłuj, nie będę o tym zapominać ;) Akurat kupiłam na wypróbowanie odżywkę Alterry z Granatem i Aloesem i muszę przyznać, że spisuje się wyśmienicie :) wygładza włosy i bardzo ułatwia rozczesywanie. Do tego niezwykle spodobał mi się jej zapach, który jest wyczuwalny jeszcze przez długie godziny po myciu. Obok odżywki stoi maska, którą kupiłam specjalnie na potrzeby akcji włosomaniaczek na blogu Anwen, czyli miesiąca pod znakiem maski do włosów :D Naczytałam się tylu pozytywów o masce Alterry z Granatem i Aloesem, że nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Mam już za sobą pierwsze aplikacje i szczerze wątpię, żeby jedna tubka starczyła mi na miesiąc. Zobaczymy jak to wyjdzie ;)


Z kategorii atrakcje dodatkowe mam tylko 4 kosmetyki, wiem, włosomaniaczka, ze mnie żadna ;) Po pierwsze woda brzozowa, którą już kiedyś używałam z dobrym efektem. Miałam po niej mniej problemu z przetłuszczającą się skórą głowy. Działa na mnie o wiele lepiej niż słynny Jantar, który praktycznie nie zrobił nic. Oprócz tego, po każdym myciu spryskuję włosy malinową mgiełką z Marion. Dzięki niej włosy się ładnie błyszczą i mam wrażanie, że lepiej układają. Tylko dlaczego do tej pory, głupia ja, sięgałam po nią raz na ruski rok? ;(


Na koniec zostawiłam sobie dwóch tłuściochów. Po pierwsze olejek arganowy (przelałam do butelki po odżywce alterry, bo pompka ;)). Planuję nakładać olej dwa razy w tygodniu, a jak warunki pozwolą to częściej ;) Muszę jeszcze w ten napięty terminarz wkomponować maskę przecież :D Ostatni i najmniej udany kosmetyk to kokosowe serum do włosów Organix. Bardzo mocno obciąża włosy i z tego względu odpuściłam sobie jego aplikacje. Teraz jednak planuję stosować serum inaczej niż zalecił producent: będę je mieszać z olejkiem arganowym lub nakładać na włosy przed myciem.

Oprócz tego mam kilka mniejszych postanowień:
  • porzucę chodzenie przez 7 dni w tygodniu w ciasnym koku związanym gumką z metalowym elementem na rzecz luźnego warkocza
  • będę codziennie pić glutka z siemienia lnianego
  • nie będę mocno trzeć włosów ręcznikiem po myciu i lekko je podsuszę zanim zacznę rozczesywać
  • kupię sobie dobre gumki
  • wrócę do picia skrzypu i pokrzywy
Za miesiąc obiecuję przed Wami i sobą pojawić się z podsumowaniem moich działań. Oby mój obecny zapał nie okazał się słomiany ;) Jak wiadomo taki wpis nie obejdzie się bez zdjęcia, oto i ono:


Od czegoś trzeba zacząć i już wiem, że od podcięcia końców nie ucieknę :D
Wszystkie porady przyjmę z wdzięcznością :)

niedziela, 27 kwietnia 2014

Hity blogosfery, które zupełnie się u mnie nie sprawdziły

Od dłuższego czasu chodziło mi po głowie zestawienie kilku kosmetyków, które są szeroko zachwalane w blogosferze urodowej, a które zupełnie się u mnie nie spisały. Przyznam, że nie miałam najmniejszego problemu z doborem niechlubnej piątki. Podejrzewam, że wiele osób nie zgodzi się z moimi opiniami, jednak jestem gotowa na obronę swojego stanowiska ;) Jasną sprawą jest, że wolałabym, żeby każdy zakup okazał się być udany. Nie ma jednak co się oszukiwać, tylko dlatego, że daną rzecz polecają setki innych osób. Co mnie tak zawiodło? Zapraszam do lektury:


1. Suchy szampon Batiste- tu jestem pewna, że ściągnę na siebie gromy ;) Niestety suchy szampon robi na moich włosach więcej złego niż dobrego. Próbowałam go używać na różne sposoby i zawsze było tak samo źle. Zamiast obiecywanego odświeżenia otrzymywałam w efekcie włosy oprószone mąką, połączone w nieestetyczne strąki. Niestety, przy moich cienkich i niezbyt gęstych włosach nic nie zastąpi zwykłego mycia. 

2. Masełko do ust Nivea- nie wiem co mnie podkusiło, żeby je kupić. Fajnie, że było tanie, ale co z tego. Praktycznie nie nawilża ust tylko pokrywa je parafinową warstwą, po starciu której wargi są w wyjściowym stanie. Co więcej, zauważyłam, że przy regularnym stosowaniu potrafi przesuszyć usta! 

3. Podkład Bourjois Healthy Mix- ulubieniec całego świata. U mnie się warzy, zdarzy mu się ściemnieć, podkreślić suche skórki, nieestetycznie się ścierać... Jak tylko robi się trochę cieplej to nawet nie patrzę w jego stronę, bo wiem, że będę wyglądać gorzej po jego nałożeniu niż przed... Fajne krycie tu niestety nie pomoże. Z każdym nowym testowanym podkładem widzę w nim coraz więcej wad.

4. Spirulina- zielony proszek, który miał być lekiem na całe zło świata. Ile to ja się nie naczytałam o cudownych maseczkach, które sprawiały, że twarz była jak nowa. U mnie jedynym efektem było podrażnienie skóry...

5. Szampon Garnier Ultra Doux z awokado i masłem shea- mam problem z włosami, bo choć łatwo przetłuszczają się u nasady, to są suche jak wiór na końcach. Gdy w pewnym momencie odpuściłam sobie nakładanie olejków itp. to ta różnica mocno się pogłębiła. Postanowiłam spróbować zachwalanego szamponu, który miał tak nie przesuszać moich zmaltretowanych końców. Owszem, przesuszenie ustąpiło, bo włosy były tłuste, jakby niedomyte z olejku. Włosy przetłuszczone na całej długości zaraz po myciu? Tego jeszcze nie grali ;)

Podzielcie się ze swoimi typami hitów blogosfery, które zupełnie Wam nie podeszły!

wtorek, 22 kwietnia 2014

Szampon pokrzywowy Farmona Herbal Care

Produkty Farmony pojawiają się u mnie niezwykle rzadko. Nawet kupując ten szampon nie doczytałam, kto jest jego producentem i byłam przekonana, że sprawiłam sobie coś jakiejś nieznanej firmy ;) A gwoli ścisłości wybrałam wersję pokrzywową do włosów przetłuszczających się i pozbawionych lekkości. Butelka o pojemności 300ml kosztowała mnie niecałe 5zł, więc kolejny interes życia ;) Choć zazwyczaj moje opinie o szamponach nie zajmują całych wpisów tylko zamieszczam je przy okazji innych podsumowań, tak tym razem będzie inaczej ;)


Szampon okazał się być bardzo mocno oczyszczający. Nie należę do osób, które mocno stylizują włosy i muszę potem zmywać tony produktów. Używam jednak różnych wcierek, serum na końcówki, odżywki bez spłukiwania itp. Moje włosy są bardzo cienkie i jest ich mało, więc o jakiekolwiek obciążenie jest bardzo łatwo. Dzięki odpowiedniej pielęgnacji udało mi się przedłużyć czas ich świeżości na cały dzień (zazdroszczę tym, co mogą myć głowę co drugi dzień, dla mnie to niewykonalne póki co). Ten szampon pomaga mi utrzymać ten stan. 


Od razu zaznaczę, że oczyszczenie jest na tyle mocne, że nie ma opcji, żeby używać tego szamponu codziennie. Sięgam po niego co 2-3 dni i tak jest optymalnie. Dzięki temu butelka starcza na bardzo długo. Szampon ma też tendencję do plątania włosów, więc bez solidnej dawki odżywki ani rusz. Często po oczyszczających szamponach miałam wrażanie, że włosy są szorstkie, tutaj niczego takiego nie ma. Jestem z niego zadowolona jak i z każdego innego produktu, który pozwala mi dłużej cieszyć się świeżymi włosami :)

 Macie swoich oczyszczających faworytów? :)

środa, 2 kwietnia 2014

Ulubieńcy marca

Dawno nie pojawił się u mnie post z ulubieńcami miesiąca. Pora to nadrobić :) W marcu udało mi się wrócić do regularniejszego pisania postów, co niezwykle mnie cieszy. Jestem pedantką z natury i utrzymywanie małej ilości zaległych postów dobrze działa na mój wewnętrzny spokój ;) Właściwie to powinno być pierwszym ulubieńcem miesiąca, ale nie było jak tego na zdjęciu złapać ;)


Zdecydowanie najciekawszym i miło wspominanym przeze mnie wydarzeniem z tego miesiąca był wyjazd do Pragi, któremu nawet poświęciłam cały wpis. Czas spędziłam głównie na spacerach, dobrym jedzeniu i najzwyczajniejszym w świecie odpoczynku. Oprócz tego odwiedziłam dwa zupełnie nowe miejsca, pierwsze skradło moje serce, drugie totalnie rozczarowało. Pierwszy raz piłam Bubble Tea. Wybrałam wersję cytrynową z kuleczkami o smaku magno i powiem Wam, że dawno czegoś tak orzeźwiającego nie piłam. Herbata totalnie skradła moje serce, choć nie będę tego pić codziennie z oczywistych względów ;) Drugim nowym miejscem, które odwiedziłam był sklep Lush. Wytrzymałam tam kilka chwil i musiałam się ewakuować. Mnogość zapachów, niekoniecznie mi pasujących, zaduch w powietrzu, sklep pełen ludzi robiących sobie zdjęcia na tle mydełek (sic!) zmusił mnie do wyjścia.... 

Zanim wybrałam się do Pragi dwa razy odwiedziłam kino. W zeszłym roku byłam tam tak rzadko, że aż wstyd. Pamiętam, że jeszcze w liceum chodziłam do kina praktycznie co tydzień, pora wrócić do tych dobrych zwyczajów :) Pierwszym filmem był Ona. Choć cała blogosfera i nie tylko była nim zachwycona, to ja się porządnie na nim wynudziłam. Żeby zmazać ten obraz nudy w kinie wybrałam się na Tylko kochankowie przeżyją. To był strzał w dziesiątkę! Choć tytuł bardziej niż nie zachęca, to dawno nie wyszłam z kina tak zadowolona. A ścieżka dźwiękowa? Magia. Polecam każdemu!

Ulubieńcy nie mogą się obyć bez kilku kosmetyków :) W tym miesiącu szał zrobiły u mnie trzy rzeczy. Przede wszystkim (lepiej późno niż wcale) kupiłam swój pierwszy szampon Alterry wersja morela i pszenica. Moje cienkie włosy go pokochały. Są po myciu miękkie, miłe w dotyku i nieobciążone. Teraz mam ochotę wypróbować pozostałe, już kupiłam wersję z papają ;) Również pomadka do ust Nuxe Reve de Miel totalnie mnie oczarowała. To fantastyczny produkt, który ekspresowo rozprawia się z przesuszonymi ustami. Każdemu gorąco polecam! Masełka Nivei mogą się głęboko schować ;) Istną wisienką na torcie ostatnich kilku miesięcy jest pomadka do ust L'Oreal Caresse w odcieniu 102 Romy. Z pewnością poświęcę jej osobny post, nie przypominam sobie żebym była tak zadowolona z pomadki. Jest dla mnie po prostu idealna i teraz praktycznie nie używam do ust już nic innego.

Również w marcu nadrobiłam dwa ostatnie sezony jedynego i mojego ukochanego serialu True Blood. Przyznać się, kto razem ze mną należy do #teameric? :D Choć perypetie mieszkańców Bon Temps zawsze przyciągają mnie przed ekran, tak poczułam lekki niedosyt przy 5 i 6 sezonie. Nic by się nie stało, jakby skompresowano je do jednej historii. Mam nadzieję, że ostatni, 7 sezon faktycznie wgniecie mnie w fotel jak to było na samym początku :) Teraz próbuję zaprzyjaźnić się z bohaterami Supernatural, ale opornie nam to idzie ;) 

Podzielcie się, czemu przyznałyście etykietkę ulubieńca w marcu? :)

środa, 26 marca 2014

Kosmetyki za mniej niż 10 złotych warte polecenia!

Wiadomo, częste zakupy kosmetyczne mogą człowieka zrujnować. Sama staram się pilnować i bez potrzeby nie przepłacać. Zgodzimy się pewnie co do tego, że jakość jest najważniejsza, jednak znalazłam 10 produktów w przypadku których niska cena nie idzie w parze z ich kiepskim działaniem. Zapraszam do lektury i zachęcam do stworzenia takiego zestawienia na swoich blogach :)

twojaapteka.co.uk 
1. Szampon normalizujący do włosów przetłuszczających się z drożdżami piwnymi Joanna- odkryłam go po tym, jak moje włosy zmasakrował szampon Garniera Ultra Doux z awokado. Włosy były tak obciążone i oblepione jakąś wstrętną mazią, że aż się przykro robiło. W tym momencie pojawił się szampon Joanny, włosy dobrze oczyścił, sprawił, że były lekkie, sypkie, lśniące. Były dokładnie takie jak lubię najbardziej, w dodatku faktycznie zaczęły się mniej przetłuszczać. Moje włosy go uwielbiają i co jakiś czas będę do niego wracać :) Jego cena to 8zł/300ml


2. Zmywacz do paznokci Blanchette z Kauflandu- na zdjęcie załapał się też mój ukochany wysuszacz lakieru z Essence, niestety już wycofany :( Wróćmy jednak do zmywacza. Niby zmywacz to nic specjalnego, jednak ten kolega radzi sobie z lakierem w ekspresowym tempie, nie śmierdzi tak bardzo, jest go dużo i do tego jest tani. Czego więcej chcieć? :) Cena to 5,5zł/200ml.

wizaz.pl
3. Krem do rąk Isana z mocznikiem- jeden z lepszych kremów do rąk jakie miałam. Bardzo często jest wykupiony w Rossmannach, to też o czymś świadczy ;) Świetnie radzi sobie z mocno wysuszonymi dłońmi, lubię też jego specyficzny zapach. Jakby tego było mało to jest to produkt uniwersalny- wielokrotnie używałam go do stóp i za każdym razem byłam bardzo zadowolona :) Cena to 5zł/100ml.
wizaz.pl
4. Kredka do brwi Catrice- posiadam odcień średni i jestem nim zachwycona. Twarz od razu nabiera innego wyrazu. Grzebyczek na drugiej stronie kredki sprawia, że jest wyjątkowo poręczna. Myślę, że dzięki niej znalazłam już swój ideał w kategorii brwi i nie będę już szukać dalej ;) Cena to 9zł/kredka. 

ladymakeup.pl

5. Tusz do rzęs MIYO 3 w 1 - rewelacyjny tusz za śmieszne pieniądze. Niestety jednym problemem jest słaba dostępność. Można go kupić w drogerii Jasmin, a we Wrocławiu jest mi do niej nie po drodze. Tusz ten bardzo ładnie wydłuża i pogrubia rzęsy. Ma silikonową szczoteczkę, która należy do moich ulubionych :) Cena to 8zł.


6. Odżywka do włosów Joanna Argan Oil- fantastyczna odżywka, która wzbudza u wielu dość mieszane uczucia. Zużyłam już chyba 3 albo 4 opakowania i z pewnością będzie ich więcej. Bardzo ładnie wygładza końce włosów, które dzięki temu mniej się puszą. Dodatkowo znacząco ułatwia rozczesywanie. Cena to 7zł/200ml. 

www.essence.eu
7. Baza pod cienie I <3 Stage- ta baza jest cichym bohaterem moich makijaży. Dzięki niej cienie są na swoim miejscu przez cały dzień. Może jakoś wybitnie nie podobija ich intensywności, ale nie przeszkadza mi to. Za jej sprawą mam ochotę częściej robić coś więcej niż kredkę eyelinerem na oku :) Cena to 9zł.

pinger.pl
8. Maska intensywnie wygładzająca Ziaja- wychwalałam ją już wielokrotnie, więc nie mogło jej zabraknąć w tym zestawieniu. Nic tak dobrze nie wygładza włosów jak ona. Poleciłam ją już wielu osobom i każda była równie zachwycona jak ja :) Mój absolutny KWC :) Cena to 6zł/200ml.


9. Płyn micelarny BeBeauty- pewnie nie jest to żadne zaskoczenie ;) Z każdą kolejną zużytą butelką dochodzę do wniosku jak bardzo go lubię. Martwi mnie jedynie to, że została mi już tylko jedna butelka w zapasie, a w Biedronce jest on ciągle wykupiony. No nic, póki co, cieszę się świetnym płynem, który rewelacyjnie radzi sobie z moim makijażem. Cena to 5zł/200ml.

apteka-melissa.pl

10. Żel do mycia twarzy antytrądzikowy Ziaja- mój ulubiony żel do mycia twarzy. Jest delikatny, ale jednocześnie skuteczny. Nie podrażnia skóry, nie wysusza jej też nadmiernie. Widzę, że powoli robi się coraz popularniejszy w blogosferze, i bardzo dobrze :) Zdecydowanie jest warty uwagi. Cena to 10zł/200ml.

To już wszystko, podzielcie się swoimi typami w kategorii mniej niż 10zł ;)

czwartek, 19 września 2013

Włosowa aktualizacja

Po dłuższej przerwie chciałabym Wam przybliżyć kilka produktów do włosów, które w ostatnim czasie znacząco umilały mi życie. Nie lubię mieć zbyt wielu kosmetyków do pielęgnacji danej partii ciała, w przypadku włosów potrafię się ograniczyć do szamponu, odżywki i maski. Lakier mam jeden i ten sam od ponad roku, od kiedy pozbyłam się grzywki nie jest mi on potrzebny. Ogólnie nie potrzebuję żadnych produktów do stylizacji czy ochrony przed wysokimi temperaturami- nie korzystam z suszarek, prostownic czy lokówek. Suchego szamponu użyłam raz i to bardziej z ciekawości niż z potrzeby. Dlatego jak już po coś sięgam to chciałabym, żeby było przede wszystkim dobre.


Zacznę może od najświeższego produktu w mojej łazience a mianowicie odżywki Garnier Ultra Doux Sekrety Prowansji z olejkiem eterycznym z rozmarynu i liściem oliwnym
Kupiłam ją totalnie z braku laku podczas zakupów w biedronce! Kosztowała jakieś 6-7zł, dokładnie nie pamiętam. Wiem jednak, że było to nieco taniej niż w drogerii, w której kosztuje ona regularnie około 10zł, czyli również nie majątek. Pierwsze co od razu uderzyło mnie przy pierwszej aplikacji to rewelacyjny zapach. Bardziej kojarzył mi się on z lawendą, był lekko męski. Utrzymywał się na włosach jeszcze długo po ich wyschnięciu, bardzo lubię taki efekt. Najważniejsze jest jednak to, że odżywka nie obciążała włosów, ładnie je wygładzała. Po jej użyciu nie miałam problemów z rozczesaniem. To już druga odżywka z serii Ultra Doux, która robi na mnie duże i pozytywne wrażenie. Wersja z awokado i olejkiem karite jest powszechnie znana i lubiana, cieszę się, że trafił mi się jej równie udany, a mniej znany brat. Nie ukrywam, że mam ochotę na kolejne odżywki z tej serii :) Polecacie coś? 

Kolejnym swego rodzaju hitem okazał się być skoncentrowany szampon Pharmaceris do włosów osłabionych. Co w nim takiego fajnego? Otóż to, że nie wymaga nakładania odżywki, żeby włosy dobrze się po nim rozczesywały. Być może dzieje się tak za sprawą tego, że zgodnie z zaleceniami producenta trzymam go (a dokładnie pianę, którą wytworzy ;)) na głowie dłuższą chwilę. Pierwszy raz spotkałam się z takim wskazaniem przy okazji szamponu, ale najważniejsze jest to, że faktycznie działa. Za butelkę o pojemności 250ml zapłacimy około 25zł, nieco drożej niż przeciętny szampon z drogerii, ale ile można zaoszczędzić na odżywce? :) Swój egzemplarz dostałam od Lirene i pomimo codziennego stosowania od początku sierpnia zostało mi go niego mniej niż połowa w butelce. Jestem na tak :)

Ostatnim kosmetykiem, o którym chciałabym dziś wspomnieć jest moje wielkie zaskoczenie czyli maska 3 minute miracle reconstructor od Aussie, którą dostałam dobre pół roku temu. Nieciekawe wspomnienie zawiązane z szamponem i odżywką tej firmy zniechęciły mnie do testowania maski. Jak już jednak przyszła na nią pora to byłam w szoku, że moje włosy pokochały ją tak bardzo. Są po niej gładkie, lśniące, mięciutkie. Uwielbiam też jej zapach i fikuśne opakowanie. Wraz z szamponem Pharmaceris i odżywką Garniera (którą stosuję od czasu do czasu) stanowią rewelacyjny zespół. Już dawno moje włosy nie wyglądały tak dobrze i co więcej, nie rosły w takim tempie ;) Taki stan rzeczy zachęcił mnie do małego kombinowania z fryzurami. Opaska z warkocza, kłos na bok czy inne tego typu rzeczy goszczą na mojej głowie coraz częściej. Oczywiście wciąż najbliższy mojemu sercu jest kok na cebulkę :D postanowiłam jednak nieco go udoskonalić i kupiłam popularny na YT wypełniacz koka. 


Mój egzemplarz pochodzi z H&M. To najmniejszy możliwy rozmiar do włosów blond. Wraz z kilkoma wsuwkami potrafi wyczarować na głowie elegancką fryzurę w parę minut. Często dopinam do niego kwiatka, którego możecie zobaczyć na pierwszym zdjęciu ;) Oto jak wygląda mikrokoczek z moich ultracienkich włosów:


I pomyśleć, że włosy sięgają mi do łopatki :D 

sobota, 24 sierpnia 2013

Pielęgnacyjny przegląd sierpnia

Oj zaniedbałam blogaska i to mocno. Rytuał codziennego podczytywania innych wpisów podczas picia porannej kawy nie słabnie na sile, jednak totalna niemoc zagościła we mnie jeśli idzie o twórczość własną. Wzięła się ona poniekąd z totalnego minimalizmu kosmetycznego. Postanowiłam więc zebrać w jednym poście to, co najczęściej pojawiało się u mnie w tym miesiącu (jak już się pojawiało cokolwiek...). Bez zbędnych wstępów, zaczynamy!


Totalnym niewypałem okazało się moje pierwsze podejście do plastrów do depilacji. Bałam się powtórki z rozrywki z depilatorem, na który wydałam kiedyś fortunę (oczywiście w mniemaniu nastolatki jaką wtedy byłam ;)) jednak ból przy jego użyciu był dla mnie nie do zniesienia przez co do dziś leży gdzieś w domu rodzinnym i zbiera kurz. Pomyślałam, że jak kupię plastry do twarzy, w mniejszym rozmiarze, to zrobię sobie test czy w ogóle dam radę nimi się kleić. Padło na Joannę Sensual, plastry do depilacji twarzy o zapachu owoców leśnych. Jakie było moje zdziwienie, gdy po pierwszym oderwaniu plastra połowa wosku została na mojej skórze, a żaden włosek ani drgnął! Robiłam wszystko zgodnie z instrukcją, za każdym razem było to samo. Depilacji woskiem podziękujemy...

Pozostając w temacie Joanny, sierpień był miesiącem, kiedy skończyłam szampon z Aussie oraz zaczęłam i również skończyłam (ach ta szalona wydajność) szampon z Joanny właśnie. Szampon Aussie do włosów suchych i zniszczonych dostałam w okolicach świąt wielkanocnych, sama z siebie miałabym opory wydać blisko 30zł produkt do mycia włosów. Po zużyciu całej butli mogę powiedzieć tylko jedno: jestem krową i zdania nie zmieniam. Gdyby on chociaż nie plątał włosów... A tu nic a nic, najzwyklejszy szampon w świecie, którego zaletą można uznać jedynie piękny zapach. Cała reszta utrzymuje się na przyzwoicie przeciętnym poziomie. Nawet napisanie o nim kilku zdań sprawia mi kłopot, oto produkt po zużyciu którego szybko o nim zapomnimy. Nie to co szampon z miodem i cytryną od Joanny. Takiego kołtuna jak po jego pierwszym użyciu to ja dawno nie miałam na głowie. Pomimo kilograma odżywki, cudownej szczotki do włosów i hiperdelikatności to prawie płakałam przy rozczesywaniu. Z każdym kolejnym użyciem było lepiej, ale mimo wszystko uważam, że to produkt przeznaczony wyłącznie do omijania go w sklepie. Joanno, masz u mnie minusa!


Całe szczęście, że podczas pierwszego użycia tego felernego szamponu miałam pod ręką maskę Kallosa Latte. Potwierdzam wszystkie zachwyty na jej temat, deal życia 5zł za słoik odżywki cudu <3 Następnym razem wezmę od razu litrowe opakowanie (w tym miejscu przewiduję wpis, w którym to narzekam na tak dużą pojemność). Bolało mnie więc podwójnie, gdy okazało się, że odżywka do włosów tej samej firmy nadaje się co najwyżej jako balsam do golenia. Na włosach nie robi kompletnie nic, nie pomaga w rozczesywaniu, mogłoby jej nie być. 


Jak już jestem przy narzekaniu to pokażę dwa produkty do ciała, które choć właściwości pielęgnacyjne mają w porządku to nie mogę ich używać. Masło do ciała Galanea o zapachu brzoskwiniowo waniliowym przyprawiało mnie o mdłości. Pamiętam jak raz po jego użyciu usłyszałam "jesteś pewna, że nie mamy jakiegoś popsutego jedzenia gdzieś w szafce?". Wylądowało w koszu prawie całe pełne, a to nie zdarza się u mnie zbyt często. Mus do ciała Perfecty porzeczkowo grejpfrutowy dostałam na wrocławskim spotkaniu blogerek na początku czerwca. Połączenie zapachowe wydawało mi się w sam raz na lato. Czar prysł po odkręceniu wieczka. Kto nalał mi domestosa do słoika, hę? Po jego użyciu czuję się jak świeżo umyty kibelek... 

Na szczęście znalazły się w tym miesiącu dwa produkty, które bardzo przypadły mi do gustu i wymazały z pamięci niesmak po wyżej wspomnianych bublach. Balsam do ciała Isany z olejkiem arganowym stał się chwilowo moim ulubieńcem. Na skutek zapachowej traumy po jego poprzednikach zakochałam się w tym jak pachnie. Z pewnością nie jest to zapach olejku arganowego, ale coś niesamowicie przyjemnego, powiedziałabym, że wręcz eleganckiego. Stopnień nawilżenia jest w sam raz na lato, nie będzie się wchłaniał godzinami, ale też nie grozi nam zostanie sucharkiem. Moje balsamowe zapasy stanowią kilkanaście produktów, ale do tego z pewnością kiedyś wrócę. Ostatnim produktem w dzisiejszym wpisie jest moja różowa miłość odkryta na nowo:


Mowa oczywiście o różu Marble Mania z Essence. Na dysku znalazłam jego stare zdjęcie, teraz już nie wygląda tak ładnie ;) Na szczęście na policzkach daje efekt równie piękny co na samym początku, ba nawet jest fajniej, bo nie dość, że nabrałam wprawy w używaniu takich produktów to jeszcze zaopatrzyłam się w lepsze pędzle ;)

czwartek, 11 października 2012

Alterra x2! żel pod prysznic kwiat neroli i bambus oraz szampon kofeina i biotyna

Cześć Dziewczyny :) Tak jak i wiele innych blogerek otrzymałam jakiś czas temu bardzo sympatyczną paczkę kosmetyków marek własnych Rossmanna. Znalazły się w niej dwa produkty Alterry: żel pod prysznic z kwiatem neroli (ktokolwiek widział, ktokolwiek wie) i bambusem oraz szampon z biotyną i kofeiną do włosów osłabionych i przerzedzających się. Pozwolę sobie umieścić obie recenzje w jednym poście ponieważ przyznam szczerze, że zarówno do wyboru żeli pod prysznic czy szamponów nie przykładałam większej uwagi.

Żel pod prysznic pachnie dla mnie dokładnie tak samo jak napoje pokroju Sprite'a czy 7up'a. Nie żartuję, nawet mój chłopak zwrócił na to uwagę. Nie wiem czy to wpływ tajemniczego kwiatu neroli czy jego kombinacji z bambusem, którego zapachu również jakoś nie mogę sobie wyobrazić, ale efekt jest świetny :) Co prawda nie jest to zapach wybitnie intensywny jak w przypadku innych, mniej eko żeli (od lat używam mydeł Ziai, więc pewnie mam już nieco węch przepalony ;)) ale i tak przyjemność dla nosa jest spora.  Niestety, w ogóle nie podoba mi się jego konsystencja, jest tak dziwnie galaretkowaty przez co jego wydajność leży i kwiczy. Jako żel robi jednak dokładnie to, co ma robić i myślę, że jeśli wejdą jakieś nowe, ciekawe wersje limitowane to nie zawaham się przed ich zakupem. Niech mój nos też ma coś od życia ;) Cena żelu to około 7zł/250ml. 

Skład: Skład: Aqua, Alcohol, Glycerin, Coco-Glucoside, Caprylyl/Capryl Glucoside, Xanthan Gum, Sodium Coco-Sulfate, Bambus Arundinacea Extract, Citrus Aurantium Amara Flower Distillate, Aloe Brbadiensis Gel, Parfum, Limonene, Linalool, Geraniol**, Citral

Szampon z kofeiną i biotyną okazał się nie być dla mnie zaskoczeniem. Już chyba wszyscy używali produktów do włosów Alterry, oczywiście poza mną ;] W końcu mogłam się na własnej głowie przekonać w czym tkwi ich fenomen (prawie jak u Rytmusa, wiem, skrajnie hermetyczny dowcip). I co? Nie odkryłam niczego więcej poza tym co już na temat tych produktów czytałam. Faktycznie, włosy po jego użyciu plączą się bardziej niż po użyciu szamponów napakowanych SLS, jednak nie było tak źle jak się spodziewałam, ba jestem mile zaskoczona. Włosy są po nim miękkie i przyjemne w dotyku, niestety po 3-4 dniach regularnego mycia zaczynają wyglądać nieświeżo. Wystarczy wtedy sięgnąć po szampon cięższego chemicznego kalibru (np mój ulubiony Garnier z drożdżami piwnymi) i problem znika. Wszystko działa dokładnie tak, jak się spodziewałam, miliony przeczytanych recenzji robią swoje :) Ten szampon zapoczątkował moją małą szamponową rewolucję- na co dzień delikatne, co kilka dni mocne, muszę coś zacząć działać z pielęgnacją włosów, bo ostatnio jest z nimi gorzej. Już zaopatrzyłam się w butelki Babydreamu teraz zastanawiam się jaki kolejny z Alterry sobie kupić. Macie jakieś typy? Już tłumaczę dlaczego nie chcę pozostać przy tym- totalnie nie odpowiada mi jego zapach, jakiś taki niemiły smrodek z nutką kawy. To nie dla mnie ;) Cena to ok. 8zł/200ml.

Skład: Aqua, Sodium Coco-Sulfate, Glycerin, Lauryl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Lauryol Sarcosine, Caffeine, Xanthan Gum, Hydoxypropyl Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Glucose Glutamate, Alcohol, Coffea Arabica Bean Extract, Panthenyl Ethyl Ether, Pnthenol, Paullinia Cupana Extract, Biotin, Parfum, Limonene, Linalool.

piątek, 13 lipca 2012

Wszystko o moich włosach

Cześć Dziewczyny! :) Na wstępie chciałabym Was przeprosić za moją prawie tygodniową nieobecność w blogosferze. Zaczęłam pracę w księgarni i codziennie przez ręce przewijają mi się tysiące książek, jak wiadomo w centrach handlowych godziny pracy są od 9-21, więc po takim maratonie nie mam siły na nic ;) Na szczęście pracuję z bardzo sympatyczną ekipą, zadania, które mam do wykonania nie są bezsensowne jak to często mi się zdarzało w poprzedniej pracy, co również motywuje mnie do działania :) Tyle słowem wstępu, zapraszam Was na długi post zbiorczy dotyczący wszystkich produktów, które używam do włosów. 

SZAMPON
Podstawowym produktem w przypadku włosów jest szampon. Przyznam się szczerze, że nie przywiązuję do niego największej uwagi, ważne jest, aby dobrze mył włosy, nie obciążał ich i nie powodował łupieżu. Jakiś czas temu kupiłam wielką butlę szamponu z Garniera drożdże piwne i owoc granatu, który w przypadku moich super cienkich włosów okazał się być strzałem w 10! Butelka ta jest już na wykończeniu, ale z pewnością kupię następną, obecnie zmieniła się jej szata graficzna i znajdziemy ją z napisem ultra doux (o ile dobrze pamiętam). Szampon ten dokładnie myje moje włosy, radzi sobie ze zmywaniem olejów, pięknie pachnie, włosy nie są po nim oklapnięte. Tyle wymagam od szamponu i ten dokładnie się z tego wywiązuje. Do tego jest bardzo tani, dużą butlę 400ml bardzo często widuję na promocjach poniżej 10zł. 

ODŻYWKI

Chyba nikt nie będzie zaskoczony tym, że w moim zestawieniu znalazła się śmiesznie tania odżywka z Isany z olejkiem babasu. Co tu dużo pisać, jest świetna. Rewelacyjnie wygładza moje włosy, nie mam najmniejszych problemów z rozczesaniem ich. Szczotka wchodzi w nie jak w masło :) Zużyłam już dwie butelki, kolejne stoją w zapasie, kupuję od razu kilka jak jest w promocji, taki ze mnie chomik ;)

Drugą odżywką, którą z niewielkimi przerwami stosuję jeszcze od czasów liceum czyli już kilka dobrych lat, jest balsam nawilżająco regenerujący z Joanny. To moje pierwsze opakowanie w nowej szacie i powiem Wam, że wolałam starą wersję. Tutaj za każdym razem wylewa mi się za dużo produktu, a do moich krótkich włosów potrzebuję do doprawdy kropelkę. Odżywka ta jest bez spłukiwania i ratuje mnie gdy nie mam czasu na nakładanie olejków (tak jak w tym tygodniu). Nie nakładam jej u nasady włosów tylko na długość i nadaje im miękkości i ogólnie poprawia ich stan. Jest to produkt powszechnie znany i lubiany. 



OLEJE

Też uległam nakładaniu olejków na włosy. Moimi dwoma najulubieńszymi są kokosowy z Vatiki oraz granat i awokado z Alterry. Jeden i drugi działają u mnie cuda, co więcej kocham ich zapachy! Wiem, że część z Was uważa je za śmierdziele, ale dla mojego nosa oba są super :) Nie będę tu się na ich temat rozpisywać, bo ich dobroczynne działanie jest powszechnie znane. Dodam, że olejki nakładam zawsze na 3-4h przed myciem głowy, pozostawienie ich na całą noc mocno przeciąża mi skórę głowy. Myślę, że za jakiś czas stworzę na ich temat osobny post, tymczasem chciałabym przestawić Wam olejki, które również używam, ale nie dały one tak spektakularnych efektów.






Olejek Babydream użyłam na włosy zaledwie kilka razy. Krzywdy mi on nie zrobił, ale zabrakło tego efektu wow, który miałam po wyżej wymienionych produktach. Mimo wszystko bardzo lubię ten produkt i mam dla niego szereg innych zastosowań ;)

Olej ze słodkich migdałów kupiłam, aby nakładać go na twarz, niestety mocno mnie zapychał. Postanowiłam go nałożyć na włosy i też nie do końca się sprawdził, włosy były po nim mocno oklapnięte, choć faktycznie miękkie w dotyku. Niestety wyglądały na nieświeże... Odstawiłam go w kąt i używałam sporadycznie do innych celów, ale pewnego dnia doznałam olśnienia, o którym przeczytacie poniżej ;)

Kolejnym olejkiem, który nie do końca przypadł mi do gustu jest olej migdałowy z vatiki. Jego odlewkę dostałam go od Natalii razem z olejkiem babydream i dwoma kosmetykami, o których wspomnę poniżej. Choć działa świetnie to ma zabójczy zapach od  którego automatycznie boli mnie głowa. Postanowiłam więc zmieszać go pół na pół z olejkiem ze słodkich migdałów i taka mieszanka sprawdza się całkiem nieźle.


Zabawa z olejkami ma dla mnie jeden wielki minus, jeśli przestanę ich używać na dłużej niż tydzień (tak jak teraz) to włosy bardzo szybko wracają do stanu sprzed kuracji. Owszem, te które na skutek nakładania olejków mi wyrosły nie wypadły, jednak widać, że jeśli ktoś nie jest konsekwentny nawet nie ma się co za olejki brać ;)

WCIERKI

Wcierki również odkryłam za sprawą Natalii. Dostałam od niej dwie, słynny Jantar oraz wodę brzozową. O Jantarze, chyba już każdy słyszał, głównie są to same zachwyty. Moje zdanie na jego temat jest niestety zupełnie inne. Niedawno wykończyłam całą butelkę i mogę już co niego powiedzieć na temat jego działania. 


Choć początkowo byłam zadowolona z odświeżenia, które dawał i tego, że moje włosy przetłuszczały się o wiele wolniej. Niestety nie było dane mi się tym cieszyć długo, po jakimś czasie jednak moje włosy uodporniły się chyba na ten produkt, bo w ogólnie nie było po nich nic widać. Także fajnie było przez pierwszy tydzień, ale po dwóch pełnych kuracjach trwających po trzy tygodnie efektów zero. 





O niesamowicie niewygodnym opakowaniu nie będę nawet wspominać ;) Drugą wcierką, którą również dostałam od Natalii jest woda brzozowa. Tutaj jestem w trakcie kuracji i widzę, że w przeciwieństwie do Jantaru efekty nie znikają po tygodniu :) Za jakiś czas napisze coś więcej na jej temat ;) Stosuję ją maksymalnie 3-4 dni i robię tygodniową przerwę, ponieważ zawiera ona w sobie alkohol.






MASKA + SZCZOTKA + GRZEBIEŃ

O masce wygładzającej z Ziai nie będę się zbytnio rozpisywać. Odeślę Was po prostu do mojego wpisu na jej temat. To już moje trzecie jej opakowanie i nie zamierzam przerzucać się na nic innego ;) Tangle Teezer to również produkt niezbędny w moim przypadku. Nie wiem jak mogłam przez tyle lat radzić sobie bez niego, uwielbiam po stokroć :)



Grzebień z The Body Shopu gości w mojej kosmetyczce dopiero od kilku miesięcy, ale świetnie spisuje się gdy jestem na mieście i szybko muszę ogarnąć włosy ;)

SUPLEMENTY

Nie wiem czy pamiętacie, ale jakieś trzy miesiące temu zaczęłam łykać suplement diety wyciąg ze skrzypu polnego i pokrzywy firmy Bioogrody. I wiecie co? To było jedno wielki nic! Po zjedzeniu dwóch opakowań (pamiętałam o każdej jednej tabletce) stan moich włosów, skóry czy paznokci nie uległ zmianie. 



STYLIZACJA

Tutaj będzie bardzo skromnie, ponieważ do ujarzmienia mojej krótkiej fryzury potrzebuję zaledwie dwóch produktów. Lakier do włosów Isany, koniecznie czarny oraz moje odkrycie tego miesiąca (poczynione dzięki Anuli :)) czyli guma do włosów Joanny. Jedno i drugie pozwala mi ułożyć włosy tak jak chcę bez zbędnego kombinowania :)


To wszystko :) Wydawało mi się, że nie ma tego dużo, jednak do opisania wszystkiego musiałam stworzyć małą epopeję :) Mam nadzieję, że mimo wszystko dotrwacie do końca i podzielicie się, czy znacie któryś z tych produktów :) 

sobota, 17 marca 2012

Produkt delikatny czyli moje odczucia na temat szamponu Pharmaceris

Ponad pięć tygodni temu otrzymałam w wielkiej paczce od Laboratorium Kosmetycznego dr Ireny Eris między innymi szampon kojący do skóry wrażliwej, włosów cienkich i delikatnych z linii H-SENSITONIN. Wiele z Was było zainteresowanych tym produktem, więc od razu znalazł się on w mojej łazience. 

Delikatny szampon kojący do codziennej pielęgnacji wrażliwej skóry głowy skłonnej do podrażnień oraz włosów cienkich i delikatnych. Przywraca równowagę w funkcjonowaniu skóry i łagodnie myje włosy nadając im puszystość i połysk potwierdzony przez 80% użytkowniczek. 

Na zdjęciu widzicie zużycie szamponu po pięciu tygodniach codziennego stosowania. Moim zdaniem to bardzo dobry wynik, także spokojnie mogę stwierdzić, że jest to produkt wydajny. I całe szczęście, bo polubiliśmy się ;)

Szampon jest gęsty, niewielka ilość jest potrzebna do wytworzenia piany, choć nie jest ona tak gęsta jak w przypadku szamponu Head&Shoulders. Produkt ma kremową konsystencję, bardzo delikatny, praktycznie niewyczuwalny zapach.

Jeśli chodzi o najważniejsze jego działanie, czyli mycie głowy to spełnia swoje zadanie. Nie wywołuje żadnych podrażnień, przesuszeń. Co więcej zauważyłam, że moje włosy, które miały zawsze problem z przetłuszczaniem się u nasady ostatnio się uspokoiły. Szampon absolutnie mi włosów nie wysuszył, czuję, że są miękkie i miłe w dotyku, jednak z pewnością to nie tylko jego zasługa, ale i maski Biovax oraz olejku kokosowego, które ostatnio namiętnie stosuję.

Niestety szampon ten ma jedną wadę- plącze mi włosy. Nie jest to taki koszmarek jak osławiona figowa Ziaja, jednak nie wpływa to pozytywnie na komfort jego użytkowania. Jako posiadaczka włosów cienkich mogę w sumie stwierdzić, że jestem przyzwyczajona do takich ekscesów, jednak wolałabym tego unikać ;) 

Skład: Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Betaine, Methyl Gluceth-20, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Glycerin, Panthenol, Styrene / Acrylates Copolymer, Coco-Glucoside, Polyquaternium-10, Dicaprylyl Ether, Lauryl Alcohol, Citric Acid, Disodium EDTA, Mentha Piperita (Peppermint) Leaf Extract, Benzyl Alcohol, Chondrus Crispus (Carrageenan) Extract, Hydrolyzed Linseed Extract, Canola (Canola) Oil, Methylchloroisothaizolinone, Methylisothiazolinone, Parfum

Jego cena to około 20zł za 250ml, do dostania w aptekach.

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Head&Shoulders na co dzień

Dziś pora na kolejną recenzję szamponu i odżywki Head&Shoulders. Podobnie jak w przypadku poprzedniego wpisu na temat produktów tej firmy, nie testowałam ich ja, tylko oddałam w dobre ręce temu, komu wiedziałam, że się przydadzą. Mowa będzie o produktach z linii Codzienna Pielęgnacja.

Codzienna Pielęgnacja: klasyczna linia kosmetyków przeciwłupieżowych przeznaczona do włosów normalnych. Tak łagodna, że może być stosowana codziennie. Dokładnie oczyszcza włosy i odżywia skórę głowy, sprawiając, że włosy są miękkie w dotyku, lekkie i łatwe i układaniu.

Z racji tego, że nie mam problemów z łupieżem, moje włosy są zdecydowanie przetłuszczające się a nie normalne zestaw oddałam posiadaczce pięknych, gęstych i długich włosów, która niestety od czasu do czasu boryka się z problemem białego nieprzyjaciela.

Standardowo zaczniemy od szamponu. Był on w użyciu średnio co drugi dzień. Czasem zdarzało się częściej, nigdy rzadziej ;) I faktycznie, tak jak mówił producent, można go stosować w takiej częstotliwości z powodzeniem, ponieważ nie powoduje żadnych podrażnień, swędzenia głowy itp. Ma przyjemny lecz delikatny zapach, zupełnie niewyczuwalny na włosach. W buteleczce dla mnie był odrobinę męski, jednak przyznam, że nawet mi się to spodobało ;)  Jego konsystencja nie różni się od pozostałych szamponów, które otrzymałam do testów. Szampon jest wydajny, ponieważ przy tak częstym myciu, jak opisałam powyżej, po miesiącu stosowania zostało pół butelki. Jednak jego największą zaletą jest to, że dobrze oczyszcza skórę głowy. W momencie, kiedy koleżanka zaczęła go używać miała akurat "nawrót" łupieżu. Po dwóch myciach zaczęło go być coraz mniej, aż znikł całkowicie i do tej pory ten stan się utrzymuje :) Oby trwało to jak najdłużej :) Co ważne nie wysusza ani nie plącze włosów, choć po jego użyciu mimo wszystko warto sięgnąć po odżywkę, aby walkę ze szczotką ograniczyć do koniecznego minimum :)


Odżywki stanowiły świetne dopełnienie szamponów w dwóch pozostałych liniach i podobnie jest w tym przypadku. Szampon dobrze włosy oczyszcza, a dzięki nałożeniu stają się one miękkie i jedwabiste. Bez jej użycia włosy można rozczesać, ale po co się męczyć ;) Odżywka zdecydowanie ułatwia ten proces i dzięki niej o wiele mniej włosów zostaje na szczotce. Ma ona lekką konsystencję i można nakładać ją na całą długość włosów, nie sprawiając przy tym, że będą wyglądały na oklapnięte czy przeciążone. Zapach podobnie jak w przypadku szamponu jest delikatny, ale bardzo przyjemny. Po prostu odżywka spełnia swoje zadania i robi to, czego nie zagwarantuje nam szampon czyli wygładza włosy i sprawia, że się bezproblemowo rozczesują. Biorąc pod uwagę przeciwłupieżowe właściwości szamponu myślę, że to świetna para, które wzajemnie się uzupełnia ;)

Maksymalna sugerowana cena detaliczna zarówno odżywki jak i szamponu to 11,99zł. Jednak można dostać je taniej na promocjach. Istnieją też większe opakowania po 400ml szampon i 360ml odżywka, ich cena to 17,99zł.