Od kilku miesięcy powyższe zdanie stało się moim mottem. Odpuściłam sobie wzmożoną pielęgnację włosów, nakładanie olejków itp i oto mam. Włosy są w opłakanym stanie, coraz poważniej rozważam konkretne cięcie, bo już patrzeć na nie nie mogę. Z tego powodu zazwyczaj związuję je w koka i udaję, że nie ma problemu. Ostatnio jednak jak szykowałam się na wieczorne wyjście i rozpuściłam włosy, to mało co nie usiałam i nie rozpłakałam się na ich widok....
![]() |
| tumbrl.com |
Wtedy powiedziałam sobie dość i następnego dnia wygrzebałam z dna szafki w łazience włosowy asortyment, który uznałam za przydatny. Sytuacja miała miejsce w czwartek (1.05) i od tamtej pory z namaszczeniem nakładam na włosy to co znalazłam ;)
Włosy mam cienkie, przetłuszczają się u nasady i są suche na końcu. Musze je myć codziennie. Obecnie używam w tym celu szamponu Alterry z Papają i Bambusem, który spisuje się u mnie dobrze, podobnie jak pozostałe szampony Alterry, z którymi miałam do czynienia. Przede wszystkim nie plącze włosów, co jest dużym plusem przy moich poniszczonych końcach. Bardzo podoba mi się jego zapach i z pewnością będę do niego wracać, podobnie z resztą jak do morelowej wersji, nad którą zachwycałam się kilka razy. Jedynym minusem jak dla mnie jest ich mała pojemność. Przy moim codziennym myciu głowy 200ml starcza mi na niecały miesiąc. Gdyby wprowadzono opakowanie 400ml poleciałabym po nie jako pierwsza :) Z tego względu już przygotowałam mu zastępcę, szampon do codziennego mycia włosów Balea o zapachu waniliowym.
Każde mycie włosów jest od teraz połączone z nakładaniem odżywki. Już nie ma zmiłuj, nie będę o tym zapominać ;) Akurat kupiłam na wypróbowanie odżywkę Alterry z Granatem i Aloesem i muszę przyznać, że spisuje się wyśmienicie :) wygładza włosy i bardzo ułatwia rozczesywanie. Do tego niezwykle spodobał mi się jej zapach, który jest wyczuwalny jeszcze przez długie godziny po myciu. Obok odżywki stoi maska, którą kupiłam specjalnie na potrzeby akcji włosomaniaczek na blogu Anwen, czyli miesiąca pod znakiem maski do włosów :D Naczytałam się tylu pozytywów o masce Alterry z Granatem i Aloesem, że nie mogłam przejść obok niej obojętnie. Mam już za sobą pierwsze aplikacje i szczerze wątpię, żeby jedna tubka starczyła mi na miesiąc. Zobaczymy jak to wyjdzie ;)
Z kategorii atrakcje dodatkowe mam tylko 4 kosmetyki, wiem, włosomaniaczka, ze mnie żadna ;) Po pierwsze woda brzozowa, którą już kiedyś używałam z dobrym efektem. Miałam po niej mniej problemu z przetłuszczającą się skórą głowy. Działa na mnie o wiele lepiej niż słynny Jantar, który praktycznie nie zrobił nic. Oprócz tego, po każdym myciu spryskuję włosy malinową mgiełką z Marion. Dzięki niej włosy się ładnie błyszczą i mam wrażanie, że lepiej układają. Tylko dlaczego do tej pory, głupia ja, sięgałam po nią raz na ruski rok? ;(
Na koniec zostawiłam sobie dwóch tłuściochów. Po pierwsze olejek arganowy (przelałam do butelki po odżywce alterry, bo pompka ;)). Planuję nakładać olej dwa razy w tygodniu, a jak warunki pozwolą to częściej ;) Muszę jeszcze w ten napięty terminarz wkomponować maskę przecież :D Ostatni i najmniej udany kosmetyk to kokosowe serum do włosów Organix. Bardzo mocno obciąża włosy i z tego względu odpuściłam sobie jego aplikacje. Teraz jednak planuję stosować serum inaczej niż zalecił producent: będę je mieszać z olejkiem arganowym lub nakładać na włosy przed myciem.
Oprócz tego mam kilka mniejszych postanowień:
- porzucę chodzenie przez 7 dni w tygodniu w ciasnym koku związanym gumką z metalowym elementem na rzecz luźnego warkocza
- będę codziennie pić glutka z siemienia lnianego
- nie będę mocno trzeć włosów ręcznikiem po myciu i lekko je podsuszę zanim zacznę rozczesywać
- kupię sobie dobre gumki
- wrócę do picia skrzypu i pokrzywy
Za miesiąc obiecuję przed Wami i sobą pojawić się z podsumowaniem moich działań. Oby mój obecny zapał nie okazał się słomiany ;) Jak wiadomo taki wpis nie obejdzie się bez zdjęcia, oto i ono:
Od czegoś trzeba zacząć i już wiem, że od podcięcia końców nie ucieknę :D
Wszystkie porady przyjmę z wdzięcznością :)

















