Pokazywanie postów oznaczonych etykietą puder. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą puder. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 21 maja 2015

E.L.F. Tone Correcting Powder prawie jak kosmiczny pył

Całkiem niedawno pisałam o wyjątkowo nieudanym pudrze Max Factora, którego ledwo co się pozbyłam, a tu znowu puder. Nie dość, że piszę raz na ruski rok, to jeszcze coś monotematyczna się zrobiłam ;) Tym razem spowodowane jest to jednak tym, że puder tone correcting od E.L.F. kończy się szybciej, niż ja dodaję nowe wpisy, a chciałam go zrecenzować przed wyrzuceniem w ramach denka.


Może wydać się to śmieszne w przypadku kosmetyku, który kosztuje wraz z przesyłką około 30zł, ale od zawsze chciałam go mieć. Pamiętam go jeszcze z czasów jak pracowałam tylko dorywczo i wydanie 30zł na puder to było bardzo dużo :) Zawsze jednak sięgałam po coś innego, aż w końcu przyszła pora na spełnienie jednego z kosmetycznych marzeń.


Zacznę od tego, że z pudrem się bardzo polubiłam, warto było na niego czekać tyle lat :D Choć ma on kilka zasadniczych minusów jak fatalna wydajność (co można było już wywnioskować po pierwszych linijkach tekstu), która bierze się z tego, że puder okropnie pyli. Nie polecam używania go, gdy mamy na sobie ciemne ubrania. No chyba, że ze śliniaczkiem ;) Puder też nieco bieli skórę, więc koniecznie trzeba się oporządzić po jego użyciu za pomocą różu czy pudru brązującego, bo inaczej robi się z nas biała dama.


Jeśli jednak ktoś jest w stanie poradzić sobie z powyższym to w nagrodę otrzyma ładny, bynajmniej nie płaski mat przez cały dzień. Puder nie podkreśla suchych skórek, nie ma z nim żadnych problemów w postaci zapychania czy innych niespodzianek. Po jego użyciu buzia jest taka przyjemnie wygładzona :) Myślę, że gdyby był on dostępny stacjonarnie to wracałabym do niego regularnie. Póki co, od powrotów mam puder z Catrice, który jest w każdym Hebe czy Naturze.


Skład: Talc, Mica, Hydrogenated Polyisobutane, Nylon-12, Silica, Dimethicone, Zinc Stearate, Triacontanyl PVP, Sodium Dehydroacetate

niedziela, 3 maja 2015

Puder bardzo zawodny czyli Creme Puff Max Factor

Właśnie wróciłam z wielkiego wyjazdowego wesela i pomyślałam, że dobrym pomysłem będzie pokazanie produktu, którego na tę wycieczkę nie wzięłabym za żadne skarby, ponieważ nie można na nim polegać. Mowa tu o pudrze Max Factor Creme Puff w odcieniu 05 translucent. Kupiłam go w zestawie z tuszem za mniej więcej 40zł i całe szczęście, że nie dałam za niego więcej, bo szkoda na niego kasy...


Co mam mu do zarzucenia? Właściwie wszystko. Zacznijmy od początku. Samootwierające się opakowanie, które ekspresowo brudzi wszystko dokoła. Puder bardzo mocno pyli, co w połączeniu z jego pierwszą wadą tworzy gotową katastrofę. W środku niestety nie jest lepiej, ba, jest tylko gorzej...


Rzekomo ładny i jasny odcień bardzo szybko przemienia się na twarzy w okropną pomarańczkę. Dawno nie wyglądałam tak źle, jak po użyciu tego pudru. Podkreśla wszystkie suche skórki, dzięki czemu wyglądałam jak zaschnięta pomarańcza. Ale to nie koniec! Jest on totalnym zaprzeczeniem wszelkich właściwości matujących... 


Stara, zaschnięta i w dodatku tłusta pomarańcza. To przypomina twarz po jego aplikacji. Biorąc od uwagę jego cenę regularną czyli około 50zł to uważam, że to jakiś kiepski żart. To moje pierwsze podejście do kolorówki Max Factora nie licząc kilku lakierów do paznokci i tuszów to rzęs, ale szczerze nie mam ochoty na więcej. Puder powędruje do mojej kumpeli (pozdro Monia!), z którą zawsze mamy tak, że to, co u mnie się sprawdza u niej jest fatalne i odwrotnie. Pamiętam, że jak pokazałam ten puder w poście z zakupami, to kilka osób napisało mi, że jest fatalny. Ale serio, jest ktoś, komu podpasował? Przy okazji dodam, że tusz z tego zestawu okazał się być fantastyczny ;)

sobota, 6 grudnia 2014

SkinFood, Peach Sake, Silky Finnish Powder

Nie wiem, jak to się stało, że do tej pory nie wspomniałam nic o moim wielkim ulubieńcu, którym jest brzoskwiniowy puder SkinFood. Mam go w swojej kosmetyczce już chyba ze dwa lata. Był to prezent Anuli, który praktycznie dzień w dzień mi służy ;) Jest to już chyba wystarczający komentarz na temat jego wydajności, która jest wręcz zabójcza! 


Opakowanie jest miłe dla oka, czcionka Comic Sans zawsze w cenie ;) W pudełeczku mieści się 15g, za które trzeba zapłacić około 42zł. Oczywiście z racji pochodzenia tego produktu korzystniej szukać go na ebayu niż allegro. Nie każdy lubi się bawić z pudrami sypkimi, mnie ta forma zupełnie nie przeszkadza. Zużyłam dwa pełne opakowania pudru bambusowego z Biochemii Urody, już nic nie jest dla mnie straszne ;) Trzeba przyznać, że puder SkinFood jest wyjątkowo mocno zmielony. To dosłownie pyłek.


Za co lubię go najbardziej? Sama nie wiem, może za piękny brzoskwiniowy zapach. Puder jest transparenty, więc nie ma problemu z dopasowaniem go do odcienia skóry. Od strony technicznej same plusy. Działanie również oceniam na piątkę z plusem. Po pierwsze, po jego aplikacji skóra jest optycznie wygładzona. Po drugie, mat utrzymuje się cały dzień. Nie mam problemów z przetłuszczającą się skórą, ale lubię mieć wszystko pod kontrolą. 


Z dołączonego do pudru puszku nigdy nie korzystałam. Wolę swoje sprawdzone pędzelki ;) Zostało mi go już dość mało, ale pewnie wystarczy to na długie miesiące. Choć jestem z niego bardzo zadowolona, to kolejny puder planuję kupić w MACu, mam jeden na oku od dłuższego czasu, pora zmierzyć się z legendą ;)

wtorek, 15 kwietnia 2014

Puder w kompakcie Catrice Multi Color

Dziś pora na kolejny odcinek z serii: który produkt z Catrice mnie zawiódł i dlaczego... Póki co, będzie to ostatnia recenzja kosmetyków tej firmy, zbyt wiele razy pod rząd się na nich zawiodłam i nie planuję kolejnych zakupów... Owszem, kredce do brwi oraz kamuflażowi pozostanę wierna, ale na tym koniec ;) Puder w kompakcie Mutli Color kupiłam przy okazji wyprzedaży -40% i całe szczęście, bo to zawsze mniej pieniędzy wywalonych w błoto...

catrice.eu
Wybrałam odcień jaśniejszy, który i tak był podejrzanie ciemny. Jak się później okazało, balans między zbyt jasnym a ciemnym odcieniem jest jego najmniejszym problemem. Jest on przede wszystkim okrutnie różowy! Od razu napiszę, że oddałam go koleżance, która używa go teraz jako różu do policzków, chyba mówi to za wszystko....


Jeżeli chodzi o jakiekolwiek efekt matujący, to praktycznie go nie ma. Mam skórę mieszaną trądzikową, nie przetłuszczam się mocno. Niestety nawet z tym puder sobie nie radził. Czoło, broda i nos świeciły się jak latarnia po jego aplikacji... Chciałam zaoszczędzić i teraz mam.... 

A właściwie to nie mam, bo oddałam ;) 
I dobrze, bo po jego aplikacji przypominałam najbardziej

landlordrocknyc.files.wordpress.com
;)

wtorek, 18 czerwca 2013

Bourjois Healthy Balance, prasowany puder wyrównujący cerę i nadający jej blask

Wczoraj Zoila napisała kilka słów o pudrze Jadwigi co natchnęło mnie do rozliczenia się z moim czerwonym potworkiem. Prasowany puder wyrównujący cerę i nadający jej blask Bourjois Healthy Balance kupiłam jeszcze w zeszłym roku na promocji w Hebe. Kosztował mnie 20zł, okazja była bardzo dobra, ponieważ jeo regularna cena wynosi 40zł/9g.


Wybrałam odcień 52 Vanilla, który i tak jest moim zdaniem dość ciemny jak na kolor będący najjaśniejszym z całej gamy. Po otwarciu uroczego i poręcznego opakowania z lusterkiem ukazuje nam się przyjemnie pachnący puder. Od strony wizualnej nie mogę się do nieczego przyczepić, gorzej z działaniem.

Producent zapewnia o 10 godzinnym macie i to od razu można między bajki włożyć. Przy nakładaniu pudru na jakikolwiek podkład czy krem tonujący świeciłam się mniej więcej po godzinie. I nie było to lekkie świecenie tylko żarówa jakiej nie mam na co dzień! Mało tego, puder paskudnie ciemnieje na twarzy, ładne pomalowanie się w domu wcale nie daje gwarancji, że jak dojdę do pracy nie będę wyglądać co najmniej śmiesznie. Ciemnieje w sposó dziwny, bo tworzy na twarzy ciemne placki przez co o wyrównaniu cery nie może być mowy...


Byłam gotowa go wyrzucić, poszedł w najdalszy kąt kosmetyczki. Raz mnie coś jednak tknęło, żeby użyć go bezpośrednio na krem z filtrem i tutaj spisał się o wiele lepiej lecz wciąż nie bardzo dobrze. Przy takim zastosowaniu buzia świeci się faktycznie dopiero po kilku godzinach, a puder nie ciemnieje ani nie zostawia placków. Z tego powodu jestem w kropce. Już jakiś czas temu zdecydowałam się pożegnać z podkładami (używać tylko na większe okazje) na rzecz korektora i pudru. O ile wielbię puder bambusowy z jedwabiem z BU to chciałabym jednak mieć coś prasowanego, łatwiejszego w transporcie i choć w minimalnym stopniu wyrówujnącego koloryt skóry. Temu panu już podziękuję, zaraz mi się i tak skończy, a jakoś nie mam ochoty do niego wracać, przez wielką wtopę jaką zaliczył na wejściu. Jeśli macie jakiś swoich prasowanych faworytów dajcie znać ;)

sobota, 13 kwietnia 2013

Puder rozświetlający AMC #83 Inglot

Cześć kochane! :) Od dłuższego czasu zbieram się z pokazaniem Wam mojego absolutnego makijażowego ulubieńca jakim jest puder rozświetlający AMC #83 z Inglota. Od zawsze byłam wielką fanką gładkiej i pięknie rozświetlonej buzi. Nie sądziłam, że mi samej uda się taki efekt uzyskać, ale ten produkt przekonał mnie, że jak tylko uda mi się pozbyć niedoskonałości to będę bliska ideału ;)


Podoba mi się w nim wszystko. Opakowanie, kolorowe paseczki, minimalistyczny styl charakterystyczny dla Inglota. Me like. Ogólnie skojarzenie z Bobbi Brown jest jak najbardziej na miejscu ;)


Jak widać kolory są różne, jednak ja zawsze miziam po wszystkich paskach pędzlem i nakładam na twarz.


Ma on w sobie mikroskopijne drobinki, ale na twarzy daje efekt tafli. Nie sposób z nim przesadzić (no okej, w sumie dla ludzi nie ma rzeczy niemożliwych), cudownie nabiera się na pędzel. Produktu jest dużo i z pewnością starczy na lata. w tym momencie biorąc pod uwagę jego cenę 40zł/9g to wychodzi bardzo tanio. 


Wyżej widzicie jak prezentuje się na moim pysiu :D Nie zaobserwowałam przy nim żadnego zapychania, co czasem mi się zdarza przy produktach tego typu. Uwielbiam go też za jakiego trwałość- u mnie spokojnie siedzi na twarzy cały dzień. Nie stosowałam go jako rozświetlacz pod łuk brwiowy albo w wewnętrzny kącik oka, ale czytałam, że w takiej formie też się sprawdził. W skrócie to mój rozświetlacz idealny :) 

czwartek, 14 marca 2013

Puder bambusowy BU, nowe opakowanie

Dziś post w telegraficznym skrócie :) Ostatnio przyszło do mnie moje zamówienie na BU, nic nadzwyczajnego  kolejny puder bambusowy z jedwabiem oraz olej kokosowy, który pachnie obłędnie. 


Puder już recenzowałam, jak dla mnie to najlepszy produkt matujący w tej kategorii. Nie mam zamiaru rozpływać się nad nim ponownie, jedynie pokazać Wam jego nowe opakowanie. 


Znany wszystkim biały słoiczek został zastąpiony niebieskim blaszanym pudełeczkiem z podwójną plastikową osłonką. Dla mnie to wielki plus, poprzednie opakowanie doprowadzało mnie do szewskiej pasji ;)


Pierwsze wieczko jest wykonane z grubego plastiku i zabezpiecza puder przed rozsypaniem się wszędzie dokoła. 


Drugie wieczko ma dziurki, przez które wydobywamy produkt. 

Bardzo się cieszę z takiej innowacji, w znacznym stopniu ułatwiło mi to korzystanie z mojego ulubionego pudru :)

piątek, 21 grudnia 2012

Puder sypki matujący Kryolan oraz puder bambusowy z jedwabiem z Biochemii Urody

Cześć Dziewczyny :) Koniec chwalenia się prezentami, czas na konkretne recenzje. Nie wiem jak Wy, ale ja nie wyobrażam sobie makijażu bez pudru. Przez długie lata używałam pudrów w kamieniu, jednak od kiedy dołączyłam do blogosfery w wielu miejscach natykałam się na bardzo pochlebne opinie na temat pudru bambusowego z Biochemii Urody, powiedzmy sobie szczerze- jest ktoś kto o nim nie słyszał? Jedyne co mnie zniechęcało do jego zakupu to fakt, że musiałam złożyć zamówienie przez internet, a jestem z tych osób, które lubią wszystko pomacać zanim kupią ;)

Na szczęście dostałam od Stri-Lingi dużą odsypkę pudru bambusowego z jedwabiem i wtedy już wiedziałam, że mój ci on. Szybko zamówiłam pełnowymiarowe opakowanie, za które razem z przesyłką zapłaciłam około 20zł za 11,5g (było to prawie rok temu). W paczce znalazłam puder bambusowy w słoiczku oraz puder jedwabny w fiolce, należało wsypać go do słoiczka i dokładnie wymieszać załączoną pipetą.


Całkiem niedawno dostałam od koleżanki z grupy sporą odsypkę sypkiego pudru matującego z Kryolanu (niech nie zmyli Was pudełko po pudrze sypkim MySecret ;)). Jego cena to 56zł za 30g- taka informację znalazłam na wizażu- sama przyznam się szczerze nie interesowałam się produktami tej firmy i jedyne z czym mi się kojarzą to szminki dodawane do Glossy Boxa ;)

Dlaczego umieściłam te kosmetyki w jeden recenzji? Otóż moim zdaniem są do siebie bardzo podobne, a działają identycznie. 


Pierwszą różnicą może być kolor (ale to jeśli ktoś się dobrze przypatrzy) choć oba z założenia są transparentne. Nie ma co się obawiać efekty córki młynarza :) Drugą jest stopień zmielenia, ten z BU jest bardziej miałki, nie ma to jednak znaczenia przy nakładaniu.


Oba pudry matują twarz na długie godziny. Nie dają efektu płaskiego matu, wyglądają na twarzy bardzo naturalnie, nie podkreślają suchych skórek. Świetnie się spisują gdy mamy odrobinę za ciemny podkład, potrafią to nieźle zatuszować, tak sobie poradziłam z fluidem matującym Under Twenty. 


Gdy doliczymy do tego ich niezwykłą wydajność wydają się być idealne. Niestety jest jeden minus, który uprzykrza mi ich stosowanie- chodzi o sposób aplikacji. Z pudełek puder się kurzy, często brudzę nim sobie spodnie czy koszulki. Zupełnie nie nadają się one do noszenia w torebkach, jednak matują skórę na tyle godzin, że nie są one niezbędnie potrzebne ;) Dodam tylko, że używam do nich pędzla kabuki z Basic, który niedługo przejdzie na emeryturę i zastąpi go pewnie ktoś z Ecotools ;)

Z pewnością kupię ponownie wersję z BU. Po pierwsze zmienili teraz opakowania pudrów, może są bardziej przyjazne dla użytkowników, po drugie jest go 3 razy mniej a i tak starcza mi na cały rok :)

wtorek, 22 listopada 2011

Bo ładny wygląd to nie wszystko.

Kilka miesięcy temu dostałam od firmy Vipera paczuszkę z różnymi produktami. Znajdował się w niej m.in. transparentny puder matujący z serii Cashmere Veil. Trafił mi się odcień 703 i na stronie producenta możemy na jego temat przeczytać, że: doskonale dopasowuje się do każdej cery, matowi nieestetyczne świecenie się skóry. Nie kolorując utrwala makijaż, a nawet wielokrotnie nakładany, nie odkłada się widoczną warstwą na skórze.

Zacznę od strony techniczno-wizualnej. Puder ma cudowne opakowanie, wzorek bardzo mi się podoba. Dodatkowo otrzymujemy go w równie dopracowanym pod względem graficznym kartoniku. Widać, że firma dba o szczegóły, które potrafią cieszyć oko :) Po odpakowaniu puszek oddzielony jest specjalną folą od samego produktu- kolejny plus. Sam puszek jest porządnie wykonany, jednak nie korzystam z niego zbyt często, ponieważ wolę od niego pędzle. Puderniczka ma też lusterko dzięki czemu puder idealnie nadaje się do tego, aby zabrać go ze sobą na cały dzień, aby móc spokojnie wykonać jakieś poprawki...
...no właśnie, poprawki. Tu przechodzimy do jego działania, na którym niestety nieco się zawiodłam. Przede wszystkim puder ten pozostawia na twarzy kolor i to całkiem mocny. Przy nakładaniu go puszkiem trzeba się sporo nagimnastykować, żeby nie porobić sobie kolorowych placków na twarzy, co gorsza ma tendencję do tego, żeby ciemnieć.  Z kolei kiedy używam do niego pędzla niesamowicie się osypuje. Matuje całkiem nieźle, choć nie mam problemów ze świecącą się buzią. Jak łatwo się domyślić samym ładnym opakowaniem produkt ten nie przekonał mnie do siebie. Kosztuje około 15zł i wiem, że na tej półce cenowej znajdują się o wiele lepsze produkty, jak choćby mój ulubiony puder z Bell. Miałyście z nim może do czynienia?

Na koniec skład: Talc, Mica, Kaolin, Isopropyl Stearate, Zinc Stearate, Titanum Dioxide, Zea Mays (Corn) Starch, Lanolin Oil, Lauroyl Lisine, Parfum, Methylparaben, Propylparaben, +/- : CI 77491, CI 77492, CI 77499, CI 77891, CI 19140, CI 15850, CI 15850:2. (15.03.2010)

wtorek, 12 lipca 2011

Puder mineralny Bell

Prasowany puder mineralny dostałam od firmy Bell dzięki uprzejmości Pani Ewy za co jeszcze raz serdecznie dziękuję. W moje ręce wpadł odcień nr 30, które całe szczęście dobrze mi pasuje. W sklepie internetowym Bell znalazłam informację, że kosztuje on 14,12zł za 9g. Niestety w szafie Bell, która znajduje się w mojej drogerii nie ma tego pudru, więc nie mogę powiedzieć, czy jego cena różni się w sprzedaży detalicznej i internetowej.
 
www.bell.com.pl
Powiem szczerze, że wg mnie zdjęcie pudru na stronie producenta jest niebyt zachęcające do zakupu. Zazwyczaj jest na odwrót, ale w tym wypadku opakowanie prezentuje się lepiej w rzeczywistości. Opakowanie nie zawiera lusterka ani aplikatora, ale dla mnie to żaden problem.
Co na temat pudru możemy się dowiedzieć ze strony producenta: Ten lekki, ultradelikatny puder tworzy na skórze niewidzialną warstwę absorbującą sebum, aby makijaż wyglądał świeżo przez cały dzień. Oparta na minerałach formuła przeznaczona jest dla wszystkich rodzajów skóry, w tym również dla skóry wrażliwej. Kosmetyk zawiera witaminę E znaną jako witamina młodości. Aksamitna formuła pudru z minerałami optycznie zmniejsza niedoskonałości skóry i zapewnia zdrowy wygląd cery. Puder idealnie wykańcza makijaż, pozostawiając skórę gładką i matową. Ładnie wyrównuje koloryt i pozostawia na skórze satynowy film.
Rzeczywiste zużycie mam już o wiele większe, ale zdjęcia robiłam jakiś czas temu ;) Zacznę od tego, że moja cera nie ma problemów z nadmiernym wydzielaniem sebum i nie ma tendencji do świecenia się. Schody zaczynają się w pogodę jaką mamy obecnie za oknem- wtedy często rezygnuję z podkładów (całkowicie albo na rzecz kremów tonujących) i na buźkę nakładam właśnie puder matujący.

W moim przypadku ten puder spisał się na medal. Kupiłam sobie do niego mały pędzelek kabuki i nakładanie stało się prawdziwą przyjemnością. Po jego nałożeniu mam pewność, że skóra przez wiele godzin będzie matowa i przyjemna w dotyku. Niestety nie wiem jak sprawdzi się przy bardziej wymagających cerach. Puder ten dodatkowo ładnie tuszuje (choć nie wiem, czy to dobre słowo) wszelkie niedoskonałości i nie podkreśla suchych miejsc. Dodatkowo puder ładnie stapia się ze skórą. 
Używam go prawie codziennie od ponad miesiąca i zużycie jest niewielkie. Jestem pewna, że jeszcze długo mi posłuży, choć jak trochę się opalę to będę musiała odłożyć go do szafki, bo będzie dla mnie za jasny. 

Uważam, że to dobry produkt dla osób, których cery nie są bardzo problematyczne. Cieszę się, że nasze rodzime, polskie firmy mają w swojej ofercie produkty, do których z chęcią będę wracać. W tym przypadku skłoni mnie do tego poza bardzo korzystną ceną dobra jakość i działanie, które w 100% zaspokaja moje pudrowe wymagania :)

EDIT:
Wrzucam zdjęcie składu, o którym całkowicie zapomniałam ;)


sobota, 21 maja 2011

Puder w kamieniu z jedwabiem Wibo

Dziś pora na recenzję pudru w kamieniu z jedwabiem i witaminą E z Wibo. Oto co mówi o nim producent: wygładza i daje jedwabistą gładkość skórze. Formuła bogata w witaminę E, dzięki czemu skóra jest odpowiednio nawilżona. Nadaje zdrowy, naturalny kolor, maskuje niedoskonałości. Łatwo się aplikuje, nie pozostawia smug, zapewnia wyjątkową trwałość przez wiele godzin. 
Lubię ten produkt, choć ma dużo negatywnych opinii na wizażu. Myślę, że bierze się to z tego powodu, że w jego opisie nie ma jednej bardzo ważnej informacji, a mianowicie to, że ma w sobie rozświetlające drobinki. Nie są tak mocne jak w typowym pudrze rozświetlającym, jednak dla osób, które szukają tylko zmatowienia ten produkt zupełnie się nie nada.
Podoba mi się jego opakowanie za to, że jest proste i łatwo się je otwiera. Na pudrze rozświetlającym z Catrice już dwa razy połamałam pazury... Puder ten zawsze mam w torebce i idealnie nadaje się do poprawek w ciągu dnia. Sięgam po niego zazwyczaj w okresie wakacyjnym, kiedy mam lekko opaloną buzię i rozświetlenie jest jak najbardziej wskazane :) W pudełeczku jest lusterko oraz gąbka. Nie lubię jej za bardzo, w domu używam do tego pudru pędzla, z gąbeczki korzystam tylko jak robię szybkie poprawki w ciągu dnia (zazwyczaj w ciemnej toalecie na uczelni ;))
Puder ten nie kryje ani nie matowi na super poziomie. No ale nie wymagam tego od produktu za 13zł. Dla mnie jego największą zaletą jest to, że rozświetla mi skórę i przez to o wiele lepiej się ona prezentuje. Wygląda na muśniętą słońcem i taką wypoczętą :) Posiadam odcień nr 6. Jest to już moje drugie opakowanie tego pudru i poprzednio również miałam odcień 6, ale mam wrażenie, że to dwa zupełnie inne odcienie. Tamten niestety mi upadł i cały się pokruszył (zyskałam więc puder sypki ;)).Nawilżenia, o którym mówi producent nie czuję. Pod tym względem jest to puder jak każdy inny puder ;) Jeszcze ta trwałość przez wiele godzin- oczywiście można to między bajki włożyć ;) Jednak tak jak napisałam- używam tego pudru bardziej do rozświetlenia twarzy niż do jej zmatowienia.
Już raczej nie wrócę do tego produktu. Drugi raz sięgnęłam po niego, bo potrzebowałam czegoś na już, a wiedziałam, że on mi krzywdy nie zrobi. Lubię testować nowe rzeczy i następnym razem chciałabym spróbować czegoś z nieco wyższej półki ;)

piątek, 4 marca 2011

Catrice Urban Baroque Illuminating Powder

Wczoraj znalazłam w skrzynce przesyłkę od Maus, za którą jej serdecznie dziękuję jeszcze raz :* Był to Illuminating Powder Catrice z limitowanej serii Urban Barouqe, odcień C01 Masquerade Ball. Jestem w nim zakochana i wiele mnie kosztowało, żeby się do niego nie dobrać, przez zrobieniem zdjęcia. Nie wiem czy jest sens, żebym opisywała jak pięknie wygląda, więc po prostu spójrzcie na te zdjęcia:

Pudełko jest świetne
Wszystkie zdjęcia są w świetle dziennym
Drobinki są bardzo słabo widoczne na zdjęciu.
Ma bardzo intensywny zapach, który idealnie pasuje do jego nazwy ;) Przetestowałam go już na sobie i jest dla mnie idealny,ale nie jako rozświetlacz, ponieważ do tego jest zbyt delikatny, ale jako puder. Drobinki nie są zbyt nachalne i na pierwszy rzut oka ich nie widać na skórze. Mam go na twarzy od 6 rano i wyglądam dalej jakbym się malowała kilka minut temu :) Jeżeli macie możliwość, aby go sobie sprawić to polecam Wam go serdecznie!