wtorek, 9 grudnia 2014

Maybelline the Rocket Volum' Express, tusz koszmarek

Niezły potworek mi się trafił. Chęć wypróbowania czegoś nowego sprawiła, że zdradziłam mój ukochany tusz Lovely Curling Pump Up i mam za swoje. Niechlubnym bohaterem dzisiejszego wpisu jest tusz Maybelline the Rocket Volum' Express. Obecnie furorę na blogach robi jego młodszy brat, ja już sobie dam spokój z eksperymentowaniem z tą marką ;)


Seria grubasków Maybelline jest powszechnie znana. Opakowania są przyjemne dla oka, powyższa rakieta szczególnie przyciąga wzrok mocnym kolorem. Jednak to i tak nic, w porównaniu z wrażeniem jakie robi wielkość szczoteczki. A może powinnam napisać szczoty?


Krótkie włoski oraz wielkość szczotki nie ułatwiają manewrowania. Na początku, kiedy tusz był jeszcze świeży i bardzo wilgotny, nawet nie próbowałam malować oka bez uzbrojenia się w kilka chusteczek. Przez pierwsze tygodnie miałam też problem z wiecznym odbijaniem się tuszu na górnej powiece. Sam efekt też jest wyjątkowo marny. Jak już uda się pomalować tak, żeby nie ubrudzić całego oka, to rzęsy wyglądają mizernie


Jak widać, rzęsy są posklejane i tylko to daje złudne wrażenie pogrubienia. Choć tusz należy do tych tańszych, to uważam, że i tak szkoda na niego pieniędzy. Wolę moje żółte szczęście z Lovely. Już dziś kupiłam kolejne jego opakowanie, już jutro pójdzie w ruch :)

18 komentarzy:

  1. Ja się z tym tuszem bardzo polubiłam i na moich rzęsach sprawdzał się naprawdę dobrze :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę :) A u mnie kiszka jak widać ;)

      Usuń
  2. Nie, no źle nie jest :) Czterech liter nie urywa, ale tragedii też nie ma :P

    OdpowiedzUsuń
  3. ja też nie mam po big eyes ochoty na eksperymenty z maskarami Maybelline

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Big Eyes nie miałam i mieć nie chcę :P

      Usuń
  4. szczoteczka mi się podoba, ale efekt słaby :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Masakra, miałam ten tusz i ja :/
    Ja po jakiś tusz idę jutro, bo na razie skończyłam przedłużać rzęsy i chyba postawię na taki zółty z My Secret, bo raz miałam i był bardzo dobry :) Ten z Lovely też był fajowy, ale do Rosmanna mam za daleko ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja mam rossmanna koło pracy zaraz :) Wiele dobrego czytałam o tym żółtym tuszu z My Secret, może też się na niego skuszę za jakiś czas :)

      Usuń
  6. Za dużo zabawy z aplikacją, za słaby efekt. Może nie jest bardzo drogi, ale jednak byłabym zła gdybym wydała 30 zł na marny tusz, zwłaszcza że w szafie Maybelline jest kilka perełek, a i w niższej półce cenowej, jak chociażby wspomniane Lovely, można znaleźć coś dobrego.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Udało mi się dostać go za 16zł w Hebe, więc nie tak źle ;) Już praktycznie nie kupuję nic w regularnych cenach tylko wypatruję promocji ;)

      Usuń
  7. Jeszcze żadna mascara tej firmy się u mnie nie sprawdziła, szkoda:(

    OdpowiedzUsuń
  8. miałam ten tusz, u mnie był średniakiem, ani super ani nie wyróżniał się negatywnie

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam jednego ulubieńca z maybelline i wolę go nie zdradzać :D mam uczulenie na posklejane rzęsy, zawsze się strasznie boję jak testuję nowy tusz :> w razie czego w pogotowiu mam grzebyczek, ale to dodatkowa zabawa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ooo, a którą konkretnie, podziel się :D

      Usuń