Jak wygląda sprawa koszyczków L'Occitane już chyba wszyscy wiemy, podejrzewam, że na długi czas poniższe miniaturki będą wzbudzały emocje. Moje zdanie na ten temat jest następujące: lepiej byłoby wybrać 5 dziewczyn i wysłać im koszyk pełnowymiarowych produktów. Zgodzimy się chyba co do tego, że obecnie wszyscy czujemy już lekki przesyt bombardującymi nas z każdej strony koszyczkami.
Zanim przejdę do właściwego opisu kosmetyków zaznaczę (podobnie jak wiele koleżanek po fachu ;)), że nie będą to recenzje tylko moje pierwsze wrażenia. To, że coś mi się spodobało po 10ml nie oznacza, że po 50 będzie tak samo fajne i odwrotnie ;)
Przyznam, że krem do rąk z 20% zawartością masła shea trafił do mnie w idealnym czasie. Raz podczas mrozów zapomniałam z domu rękawiczek, lekko przymroziłam sobie dłonie i ze skutkami tego gapiostwa męczę się do teraz. Liczyłam, że skoro trafił się krem, wokół którego panuje wręcz święta otoczka moje dłonie zostaną uleczone jak za dotknięciem różdżki. Niestety, krem u mnie wchłaniał się błyskawicznie mimo swojej bardzo gęstej konsystencji i co gorsza poza chwilowym uczuciem ulgi nie zrobił zupełnie nic. Liczyłam na więcej, może gdybym poużywała go dłużej miałby czas, żeby rozwinąć skrzydła, 10 ml starczyło zaledwie na kilka razy.
Żel pod prysznic z werbeną okazał się być rewelacyjny! Jego zapach totalnie mnie zaczarował, nigdy nie miałam pod prysznicem czegoś równie rześkiego :) Cena niestety też powala, 60zł za żel to nieco za dużo jak na moje oko... Znacie jakieś inne odświeżające żele? Czekam na Wasze propozycje :)
Mydełko z werweną również przypadło mi do gustu. Rewelacyjnie sprawdziło się przy moich przesuszonych dłoniach. Oczywiście nie nawilżało ani nic z tych rzeczy, ale nie czułam tego okropnego ściągnięcia po myciu. Co więcej, choć może zabrzmieć to głupio, lubię mydła o kwadratowym kształcie :P
Krem do twarzy Immortelle znalazł u mnie zastosowanie jako nawilżający kompres. Na moje oko jest on zbyt bogaty dla mojej skóry (jest przeznaczony dla dojrzałych kobiet) i obawiam się, że przy regularnym stosowaniu mógłby mnie zapchać. Tak sięgam po niego raz w tygodniu gdy chcę dać skórze odpocząć od TriAcnealu i daj jej nawilżającego kopa. Z pewnością jednak nie kupiłabym w tym celu pełnowymiarowego produktu, szczególnie że kosztuje około 250zł.
Na koniec największe rozczarowanie koszyczka (łudzę się, że krem do rąk zadziałałby po dłuższym czasie...) a mianowicie perfumy Piwonia. Dlaczego rozczarowanie? Otóż ich trwałość jest bliska zeru. Ekspertem od zapachów nie jestem, ten mi się po prostu podoba, ale wietrzeje ekspresowo. Co gorsza praktycznie każdy żalił się dokładnie na to samo :(
Podsumowując: żel pod prysznic i mydełko jak najbardziej na plus. Krem do rąk nie spisał się, perfumy choć ładnie pachniały były zupełnie nietrwałe. Krem do twarzy mógłby okazać się hitem, ale jest niedopasowany do mojej cery, przez co muszę go sobie dawkować i dobrze na tym wychodzę ;)
