czwartek, 4 sierpnia 2011

Ulubieńcy lipca

Kolejny miesiąc za nami, więc pora na kolejną dawkę ulubieńców miesiąca. Uwielbiam tego typu posty i filmiki, bo mam jak na tacy podane ciekawe produkty, które warto spróbować ;) W tym miesiącu totalnie mnie urzekły następujące produkty:

 
  • pędzel do nakładania maseczek- mała rzecz, a cieszy. Teraz w ogóle sobie nie wyobrażam nakładania maseczki bez niego. Nie dość, że o wiele przyjemniejsza jest sama aplikacja, to jeszcze o wiele mniej produktu zostaje mi na dłoniach. Od czasu kiedy go mam z chęcią kupuję maseczki w saszetkach, bo wiem, że ich nakładanie nie stanowi już żadnego problemu :) 
  • Carmex- wczoraj się nad nim rozpływałam, więc odsyłam Was do jego recenzji ;) 
  • lakier Szara Migotka- wiem, że na tym zdjęciu wygląda nieciekawie. Jutro postaram się dodać zdjęcia jak prezentuje się na paznokciach. Lakier, który praktycznie cały czas mam na paznokciach, od kiedy go sobie sprawiłam. Cudo!
  • tonik Bioderma Hydrabio- rewelacyjny tonik, którego używam każdego ranka. Świetnie tonizuje skórę i przygotowuje ją do nałożenia kremu. Będę musiała na jego temat napisać osobną recenzję ;)
  • masło do ciała z granatem Bielenda- rewelacyjne, gęste masło, które doskonale nawilża i bosko pachnie- więcej do szczęścia nie potrzebuję :) Spodziewajcie się za jakiś czas dłuższego wpisu na jego temat. 
Poza kosmetycznymi ulubieńcami muszę napisać o mojej najnowszej torebce. Miałam opory, żeby ją kupić, mój chłopak mnie strasznie do niej zachęcał no i wzięłam. Teraz nie mogę się z nią rozstać ;) Jest bardzo wygodna, lekka i pojemna. Kupiłam ją w H&M za 60zł. Przypomina mi torebki, które nosiła moja mama jak była w moim wieku.

    środa, 3 sierpnia 2011

    Carmex

    Sama się sobie dziwię, że przez tyle czasu nie skusiłam się na żadną wersję Carmexu. Słyszałam wiele pozytywnych opinii na jego temat, jednak nie mam pojęcia dlaczego podchodziłam do niego jak do jeża. Całe szczęście jakiś czas temu skusiłam się na niego, kiedy był w promocji i zapłaciłam za niego 7,99zł. Teraz wiem, że to najlepiej zainwestowane pieniądze w produkt do pielęgnacji ust od dawna :)


    Sięgnęłam po wariant klasyczny, ponieważ wydał mi się on najwygodniejszy w użytkowaniu. Sztyft jest bardzo poręczny, w środku znajduje się 4,25g produktu. Jak już wyżej pisałam, wiele na jego temat czytałam i miałam świadomość, że po nałożeniu na usta, pojawia się uczucie mrowienia. Trochę się tego obawiałam, ale teraz już wiem, że to uwielbiam i że takie uczucie wręcz uzależnia ;) Sam producent pisze na kartoniku, że klasyczne uczucie mrowienia daje znać, że Carmex działa skutecznie kojąc, nawilżając i chroniąc spierzchnięte, popękane usta. Wiem, że wiele osób właśnie ze względu na to mrowienie nie polubiło się z tą pomadką. Drugim dość kontrowersyjnym punktem jest jej zapach. Pamiętacie może z dzieciństwa maść rozgrzewającą Vaporub Wick? To dokładnie ten sam zapach, a to wszystko za sprawą kamfory. Jest on bardzo specyficzny jak na produkt do ust, ale mi on zupełnie nie przeszkadza, nawet go polubiłam. Pomadka nie ma smaku.


    Jeśli chodzi o samo działanie, to od kiedy go używam widzę, że moje usta są w o wiele lepszej kondycji. Suche skórki pojawiają się o wiele rzadziej, usta są mięciutkie i dobrze nawilżone- nic tylko je całować ;) Dodatkowo SPF15 sprawia, że mogę ten balsam spokojnie używać w wakacje. Co więcej- balsam nakłada się bardzo gładko, nie robią się żadne grudki. Delikatnie nabłyszcza usta, ale nie pozostawia żadnego koloru. To wszystko sprawia, że będę do niego wracać :) A Wy miałyście styczność z Carmxem? :)

    Na koniec chciałam się też pochwalić moim najnowszym nabytkiem jakim są arcywygodne sandałki. Od dawna szukałam takiego modelu, bez żadnych cekinów, ćwieków itd. Oczywiście znalazłam je w CCC, które mam tuż koło domu. Żeby tego było mało były sporo przecenione i zapłaciłam za nie 50zł. Właśnie takich butów szukałam na zbliżający się wakacyjny wyjazd :)

    wtorek, 2 sierpnia 2011

    Lipcowe zużycia

    W tym miesiącu zużyłam najmniej produktów od kilku dobrych miesięcy. Cieszę się, że już wykończyłam zapasy i zużywam wszystko na bieżąco. Poza balsamami do ciała, których nie potrafię nie chomikować nie trzymam nic na zapas ;)

    • balsam nawilżająco-regenerujący do włosów Joanny- mój zdecydowany ulubieniec. Już nie pamiętam ile butelek go zużyłam. Pisałam o nim tutaj.
    • mleczko do ciała brzoskwinia i liczi Alterra- bardzo dobrze nawilża, niestety zapach nie przypadł mi do gustu i więcej do niego nie wrócę. Pisałam o nim tutaj.
    • krem Nivea- czy tego pana w ogóle jest potrzeba komuś przedstawiać? ;)
    • krem do rąk kokosowo-bananowy Farmona- mój absolutny hit, ulubieniec dwóch ostatnich miesięcy. Zachwycałam się nim wiele razy, ale najwięcej pisałam o nim tutaj.
    • antyperspirant Nivea Energy Fresh- pierwsza po długiej przerwie kulka. Jestem z niej zadowolona, ale chcę przetestować inne warianty zapachowe ;)
    • emulsja odżywczo-nawilżająca na dzień Olay- jeden z lepszych produktów do twarzy z jakimi miałam do czynienia. Na pewno do niej wrócę. Pisałam o niej tutaj.
    • kokosowy balsam do ust Ziaja- niestety, ale byłam z niego niezadowolona :( Swoje żale wylałam tutaj.